Wczoraj zasłab Fizyk. Duszność, pół-omdlenie, nitkowate tętno, zawroty głowy. Może być wszystko. Godzina 20:00 więc lekarza w przychodni nie ma.

Zatelefonowałam, z duszą na ramieniu, pod 212. Powiedziałam, że mam lat 80 i nie mam bystrości młodzieniaszki, która wie, co robić. Nawet nie pamiętam numeru pogotowaia. Pani okazała się miła i pomocna. Wysluchała. Przełączyła na telefon dyżurnego lekarza. Chyba w Konstncinie. Lekarz(ka) też wysłuchała z uwagą, powiedziała, żebym niczego nie robiła na własną ręke, a także na własną ręke nie podejmowała się leczenia i że wysyła mi na pomoc. Ratowników. Przyjechali błyskawicznie. Popatrzyli, wyszydzili. Przecież oddycha samodzielnie, czyli duszność w normie w tym wieku. Kazdy stary czlowiek nie oddycha pełna piersia, Fizyk oczywiscie nie skomentował, choc poprosili, zeby powiedzial co mu właciwie jest. Rzekl to, co zawsze ptrafi z siebie wydusić „czuje sie niewyraźnie”. Doprowadzilo to obu mlodych panów do (zrozumiałej) pasji.

Ale wyżyli sie na mnie. ze sie „nakrecam, bo mąz sie czyms nakrecil. Niech weżmie proszek nasenny i spi”, a ja dwa proszki, a potem dwa kieliszki wina (dodali „dobrego” i tez sie przespie.

Zdziwili sie, ze Fizyk nie ma inhalatora, ktory powinien dostać od swojego lekarza 'od reki”. I dawno temu. Nie dostal, bo nie smial poprosic. Co jeszcze doradzili? Jak sie pogorszy, maz straci przytomnosc, albo zacznie sie dusic, to wezwać taksówke i jechac do szpitala. zapytałam czemu oni, ze swoja karetką, nie moga tego zrobic. Bo sie nie dusi, tylko ma dusznosci. A oni woza tylko takich, ktorych trzeba podłaczyc do tlenu. Ten pacjent jest natomiast jak karp w wannie, troche mu duszno, ale jakos do Wigilii przetrwa.

Można uzdrowić służbę zdrowia? Ja osobiscie watpię!

Jeśli profesorami sa ludzie tacy jak prof. Grodzki, czy dr. Kopacz, to czego wymagac od najnizszego szczebla. Niczego, poza poczuciem humoru w stylu zębatego. Mozna oczywiscie sie poskarzyc. Ale komu? Ministrowi Zdrowia?

A ci lekarze, którzy wystepowali w radio i telewizji w czasie pandemii – poza straszneim i arogancja – pokazywali ludzka twarz lekarza? Ja nie widziałam. Ale z moją wadą wzroku, czy ze szkielkiem andersenowskiego kaja moze żle widze.

Dodam, ze w tym zalewie lekarzy obojetnych, skrzywionych, antypatycznych, nietaktownych, strajkujacych, odchodzacych od łóżek pacjentów, bo mają za malo pieniedzy, aby do łózek pacjenta podejść znam – i to calkiem sporo – lekarzy zyczliwych, sympatycznych, pełnych poswiecenia , czyli lekarzy z powołania. Ponieważ mój średni wnuk właśnie ukończył z bardzo dobrymi wynikami I rok medycyny, życzę sobie, jemu i pacjentom, aby swego powołania nigdy nie rozmienił „na drobne”.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.