– Weterynarz pana nie przyjmie, idź pan do normalnej przychodni, ostatecznie na SOR – powiedziała kobieta z dwoma kotami w przychodni weterynaryjnej.
– Jestem kapibarą, nawet nie wie pani co to za gatunek – odpowiedziałem zdawkowo.
– Ale wygląda pan na człowieka, poza tym żadne zwierzę nie przychodzi samo do przychodni, tylko z właścicielem – powiedziała lekko zdezorientowana.
– Właścicielem mnie jestem ja sam i powiadam jeszcze raz pani, że jestem największym gryzoniem świata i – tu ma pani sporo szczęścia – nie tyle nieagresywnym co obłąkańczo spolegliwym. Dlatego jeszcze z panią rozmawiam. Nutria czy bober już by pania pogryzły.
– Czyli wygląda pan jak człowiek, ale tak naprawdę jest pan kapibarą? – zapytała.
– Czy na pewno wyglądam jak człowiek? – zapytalem i stanąłem przed nia na czterech odnóżach.
– Faktycznie – odkrzyknąła szukając w międzyczasie zdjęć kapibar na Google. – Bardzo podobny! – Popatrz wnusiu, jaki ten pan jest zwierzęcy mimo, że przemawia ludzkim głosem – powiedziała do małej dziewczynki zanurzonej w TikToku. Ta na chwile oderwała wzrok i wróciła do wirtualnej studni bez dna.
– Kapibary były jedynym gatunkiem, który nie wszedł do Arki Noego i przeżył potop. Nauczone jesteśmy żyć na lądzie i w wodzie. Wolimy wodę, dlatego potop nie zrobił na nas większego wrażenia. Dobrze się wtedy bawiłyśmy. Ale suchy ląd też jest potrzebny dla równowagi. Noe – prawde mówiąc – wyrzucił nas z Arki mówiąc, że i tak damy sobie radę, a ma wielu innych bezradnych potrzebujących. – OK, powiedziałyśmy.
– A co panu – jeśli wolno zapytać dolega – zapytała pani z dwoma kotami.
– Bezbrzeżna samotność, na którą nie ma lekarstwa i którego już nawet nie szukam. Bo go nie ma. Wystarczy mi, że w takiej kolejce raz na jakiś czas się nią z kimś podzielę. Kapibary to zwierzęta stadne, tymczasem ja jestem odszczepieńcem. Często staję na brzegu polany i z zazdrością patrzę jak wielodzietne rodziny kapibarze wiodą spokojne życie ciesząc się sobą nawzajem.
– Smutno się z panem rozmawia – powiedziała pani od kotów. – Nie wiem co powiedzieć. – Przepraszam, że nie zauważyłam w panu kapibary.
– Nie szkodzi, ważne, że nadal wiem kim jestem naprawdę. Że mam tożsamość. Nie gonię za kimś kim nie jestem. Nie jestem idiograficznym akrobatą. Zresztą za stary już na to jestem. – odpowiedziałem.
– Czy kapibary lubia koty – zapytała wyraźnie podekscytowana kobieta.
– Raczej nie – odpowiedziałem gasząc jej entuzjazm. Wolimy towarzystwo innych gryzoni, zwłaszcza świnek morskich, a także boberów. Świetnie dogadujemy się z ptakami. Koty jednak są zbyt niekompatybilne. Niby też mają sierść, ale ich dusze są jakoś takie dziwnie puste.
– Życzę panu powodzenia – powiedziała chłodno kobieta – zwlaniając mi miejsce w kolejce. Najwyraźniej zrezygnowała z leczenia swoich dwóch kotów, ale doprawdy trudno mi przyznać się do tego, że jestem antykociarzem. Nie jestem, mam tylko do nich ostrożny stosunek.
Zostaw komentarz