Nie tylko dla tych, którzy podejmują decyzję o odejściu lub pozostaniu. To także próba dla tysięcy ludzi, którzy od lat kibicowali jednej sprawie. W takich chwilach najłatwiej ulec emocjom. Padają oskarżenia, wyzwiska i wyroki wydawane w kilka sekund. Znika miejsce na refleksję, a przecież właśnie wtedy jest ona najbardziej potrzebna.

Tak odbieram to, co dzieje się dziś wokół PiS oraz decyzji Mateusza Morawieckiego. Zbyt łatwo wskazuje się jednego winnego, jakby lata wspólnych decyzji i wspólnej odpowiedzialności nagle przestały istnieć. Przecież wszystkie te decyzje były podejmowane wspólnie. Bądźmy wobec tego uczciwi.

Niepokoją mnie również wpisy Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast tonować emocje, sprawiają wrażenie, że jeszcze bardziej je podsycają.

Mateusz Morawiecki mógł robić międzynarodową karierę i zarabiać ogromne pieniądze, a jednak wszedł do polskiej polityki.

Pamiętam rozmowę z Kornelem Morawieckim z 2016 roku. Powiedział mi wtedy, że jego syn miał przed sobą możliwość dalszej kariery w strukturach Santandera w Londynie oraz zarobków sięgających około 20 milionów złotych rocznie. Świadomie jednak z tego zrezygnował, uznając, że chce służyć Polsce. Jest pod tym względem podobny do swojego ojca.

Dziś zamiast szacunku za tę decyzję spotykają go nikczemne ataki z własnego obozu. Gdy Mariusz Błaszczak porównuje go do zdrajców z „Potopu”, mówi to więcej o poziomie wewnętrznej wojny w PiS niż o samym Morawieckim. I, niestety, także o samym Błaszczaku.

Łatwo rzucać wielkie oskarżenia, gdy samemu nie trzeba było rezygnować z niczego, a z partii próbuje się uczynić dla siebie „fundusz emerytalny”. Niestety, ten spór kompromituje cały obóz i osłabia zaufanie wyborców.

Mam wrażenie, że politycy pokolenia Błaszczaka i Sasina powinni zrobić krok w tył i pozwolić dojść do głosu nowemu pokoleniu. Po latach sprawowania najważniejszych funkcji warto pomyśleć nie o wewnętrznych rozliczeniach i nie tylko o sobie, lecz o przyszłości. Polska prawica potrzebuje dziś mniej bratobójczych wojen, a więcej odpowiedzialności. Z takimi ludźmi nigdzie nie dojdziemy.

Martwią mnie również komentarze zwykłych ludzi. Kiedy zamiast argumentów pojawiają się obelgi, wyzwiska i nienawiść, przegrywa nie Morawiecki ani Kaczyński. Przegrywa kultura debaty i wiarygodność całego środowiska. To właśnie po języku, jakim posługują się sympatycy, wielu ludzi wyrabia sobie opinię o całym obozie politycznym.

Ja swoją opinię wyrobiłem sobie już dawno. Wszak kiedyś współpracowałem z „Gazetą Polską Codziennie”. Znam te wszystkie zależności i mechanizmy. Ale nie chodzi tutaj o mnie. Jestem emerytowanym dziennikarzem.

Obecnie publikuję felietony w portalach Pressmania.pl oraz Gruszka Media, niezależnych polskich portalach publicystycznych. Gruszka Media prowadzona jest przez wydawcę z wieloletnim doświadczeniem, zdobytym również w Kanadzie. Robię to z przyzwyczajenia.

I wiecie co?

Jan Paweł II powiedział, że każdy z nas ma swoje Westerplatte. Im dłużej o tym myślę(ale z reguły o tym nie myślę- jak mawia ministra Zielińska), tym bardziej widzę, że rzadko wygląda ono jak pole bitwy. Znacznie częściej przychodzi po cichu, jako chwila, w której trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, po której stronie chcę stanąć i czy będę wierny własnemu sumieniu, nawet jeśli oznacza to samotność albo utratę czyjejś sympatii.

W takich chwilach nie sprawdza się siła, lecz charakter. Łatwo iść z tłumem. Trudniej pozostać wiernym sobie, gdy inni przekonują, by przemilczeć albo odpuścić. Za wierność własnym wartościom często płaci się samotnością lub rozczarowaniem ludźmi.

Po takiej próbie człowiek nie wraca już taki sam. Bywa zraniony, ale staje się też bardziej pokorny i uważny. Bardziej świadomy tego, co naprawdę ma wartość. Być może dlatego u niektórych ludzi widać w oczach coś, czego nie da się kupić ani odegrać. Jest w nich spokój kogoś, kto przeszedł swoje Westerplatte i nie zdradził samego siebie.

Charakter nie rodzi się wtedy, gdy wszystko idzie po naszej myśli. Rodzi się wtedy, gdy mimo przeciwności pozostajemy wierni temu, co uważamy za słuszne. To właśnie jest nasze własne Westerplatte.