20 marca 2003 roku, kiedy rozpoczęła się druga wojna iracka byłem akurat w Chile. Szwędając się po bazarku, w zapyziałej i pustej o tej porze roku wiosce,
San Pedrode Atacama podglądałem na małych telewizorkach rozstawionych przez sprzedawców na ladach, jak na Bagdad spadają pociski. W telewizji wyglądały jak noworoczne fajerwerki, ale przecież ktoś od nich ginął. Ktoś cierpiał. Byłem, podobnie jak lokalni Indianie, jak oniemiały bo po raz pierwszy, na żywo, miałem okazję oglądać prawdziwą wojnę, która toczyła się tysiące kilometrów od Ameryki Południowej. Stałem wraz z nimi zdrętwiały nie mogąc oderwać wzroku od telewizora.
To wszystko wyglądało jako teatralny spektakl z widownią liczącą setki milionów ludzi, którzy w zaciszu swoich domów go oglądali popijając drinki lub pogryzając chipsy. Wszyscy byliśmy kibicami wojny. Podobno, nawet ktoś na sąsiednim kontynencie wiwatował i wykrzykiwał – „będziesz się smażył w piekle”. Dzięki telewizji, chyba to było CNN, doświadczyłem świata jako globalnej wioski i wojny sprzedawanej jak marketingowy produkt z prezenterkami wystrojonymi jak kamienica na przyjazd cesarza i korespondentami wojennymi podskakującymi nerwowo, przy każdym odgłosie wybuchu, na dachach bagdadzkich hoteli. Kompletnie odrealniony i zdehumanizowany świat. Nic to, że potem się okazało, że #Bush jr. okiwał cały świat wciskając mu kłamstwo, że #Hussajan ma broń chemiczną i jądrową. Wojna w Iraku pochłonęła tysiące niewinnych ludzkich istnień. Irakijczyków, których jedyną winą było to, że urodzili się i żyli w niewłaściwym miejscu na kuli ziemskiej. I nikt za to nie poniósł odpowiedzialności. A powinien.
Dziś, oglądając też w CNN, relacje na żywo z ukraińskich miast miałem deja vu. Ta sama narracja, Przestraszone prezenterki, dzielni dziennikarze zakładający kamizelkę kuloodporną na oczach milionów widzów. Barbarzyństwo wojny sprzedawane jak mecz piłkarski. Kolejna durna wojna rozpętana dla megalomańskich ambicji i chorego snu o imperialnej potędze przez zakompleksionego dyktatora, która znów spowoduje łzy czyichś matek, ojców, synów, córek. Pochłonie tysiące istnień tak po jednej jak i drugiej stronie. Zadaję sobie tylko pytanie, zapewne retoryczne, jak to się stało, że mimo wyłożenia kart przez Putina w 2007 roku, na konferencji monachijskiej, zachodni politycy potem go jeszcze zapraszali. Brylowali z nim na salonach, Robili interesy. Pielgrzymowali do Moskwy jak oczadziali. Gdzie oni mieli uszy i oczy. Pozwolili mu na agresje na Gruzję, na aneksję #Krym. Była zaś już pani kanclerz #Merkel nie widziała nic niestosownego we wspólnej budowie z Rosją #NordStream2. Ba , nazwała ją „biznesowym interesem”. Zapominając, ze z gangsterami przyzwoity człowiek interesów nie robi.
Kolejna durna wojna. Opakowana w telewizyjnych przekazach, jak walentynkowy prezent. Mam tylko nadzieję, że jej sprawca #Putin kiedyś za nią odpowie. #Ukraina
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz