Trwa burza wokół słów pana Korwina-Mikke o kobietach, wypowiedzianych w Parlamencie Europejskich. Nie będę ich komentował. Ja również czasem pozuję na „antyfeministę”, ale coraz rzadziej odkąd zorientowałem się, a raczej zostałem zorientowany, że czyta mnie wielu ludzi. Zbyt wielu, by móc sobie pożartować w ten sposób, bo u mnie to sposób walki z poprawnością polityczną. Może głupi, ale to tylko żart.

Nie będę przytacza tych słów. Są idiotyczne i to wystarczy. Pan Korwin – Mikke idiotą nie jest i to jest zastawiające. Nie to, co powiedział, ale po co to powiedział. Błyskawicznie stał się „bohaterem” prasy światowej i to nie w „michałkach”, ale na głównych stronach, tematem poważnych analiz i ocen. Nie on sam, lecz „polscy politycy”. „Washington Post” pisze o nim „polski polityk”, podkreśla to, łącząc ze słowami o negowaniu zaangażowania Hitlera w Holokaust, które MIkke miał wypowiedzieć. Podobnie inne czołowe dzienniki światowe. W ten sposób, pan Korwin-Mikke dołożył polskiemu rządowi oraz zniweczył wysiłki wszystkich, którzy podjęli inicjatywę „German Death Camps”. Umożliwił kolejny atak propagandowy przeciwko obecnym władzom naszego kraju. Reakcja światowych mediów, w tym amerykańskich, była tak błyskawiczna, że rodzi u mnie ta szybkość pewien niepokój. Nie sądzę, by główne dzienniki obserwowały z uwagą jakieś mało ważne obrady PE i zastanawiały się nad słowami jakiegoś nieważnego posła. Jak znam Amerykanów, to oni nawet nie wiedzą, co to jest PE. Powiedziałem wyżej, iż nie jest idiotą. jeśli nie jest, to należy zadać pytania:

1. Po co to powiedział?
2. Dlaczego w określonym momencie?
3. Czy ktoś wcześniej wiedział, że to powie?
4. czy Putin ma kolejny argument w ręku?

Na zakończenie dodam coś, co może być uznane za obronę pana Korwina-Mikke. Swoją kandydaturę na posła do PE uzasadniał, że chce Unię rozwalić od wewnątrz (jak taki jeden antysystemowiec). Takie wypowiedzi temu właśnie mogą służyć. Jest tylko jedno „ale”: w brydżu można grać na impas i blefować w licytacji, lecz trzeba mieć przed tym dobre rozpoznanie przeciwnika. Wypowiedź pana Korwina-Mikke miała skutek odwrotny. Świat pokazał PE jako instytucję eliminująca i potępiającą „przypadkowych” posłów i jednocześnie wskazał, że przedstawiciele Polski należą do grona „niebezpiecznych oszołomów”, ponieważ podkreślano sformułowanie „polski polityk”, czyli wybrany przez Polaków. Jaki więc, jest nasz naród, który wybiera takich ludzi na posłów? To wniosek ze światowej kampanii medialnej. czyżby panu JKM o to chodziło? Wątpię, a jeśli tego nie przewidział, to jest albo złym brydżystą, albo złym politykiem. Trzeciej możliwości nie chcę wypowiadać, ponieważ sam obawiam się jej.