Pokazano mi zdjęcie z definicją „rusofobii”, jest typowo rosyjskie. To ich definicja i ich maniera traktowania każdej krytyki. W myśl tej definicji powstają strony indywidualne typu „Braterstwo Polsko-Rosyjskie”. Profile są przynależne do konkretnych osób, lecz baner „służbowy”. Nie podam adresów, ponieważ nie chcę ich nieświadomie propagować. takie profile zbierają nie tylko pożytecznych idiotów, ale również tworzą listy proskrypcyjne osób, które spełniają punkty „definicji”. Ja wypełniam wszystkie, co stwierdzam, z dumą, poza jednym: nie boję się Putina, ani jego bandy. Nawet po publikacji „GP”.

Ciekawe jest to, że wielu takich pożytecznych idiotów pochodzi z okolic stacjonowania byłych jednostek PGWAR. W latach dziewięćdziesiątych rozmawiałem z mieszkańcami Legnicy, czy Borne Sulinowo. szczególnie ci ostatni twierdzili, że po „wyjeździe Ruskich” pozostawiono ich samym sobie i wszystko się tam zawaliło, a oni nie mają z czego żyć. Tam też, w te zapomniane środowiska, wracali najczęściej żołnierze sowieccy i zakładali spółki, pozwalające tym ludziom przeżyć. Czy ci, którzy rządzili Polską w latach 1989-1992 wiedzieli o tym? Dlaczego likwidowali PGR, nie dając nic w zamian, szczególnie w ośrodkach uzależnionych od wpływów PGWAR, a więc KGB i GRU? Sami sobie odpowiedzcie na te pytania. Nam, w kontrwywiadzie, zabraniano sugerować nawet odpowiedzi, a raporty na ten temat szły do szuflady poszczególnych przełożonych, a my, ich autorzy na wódkę. Jakoś trzeba było się odstresować.

Przy okazji jedna ciekawostka. Pamiętacie historyjkę z „Czasu Nielegałów” o starszym dyrektorze zlikwidowanego PGR, którego wychłostano na rynku miasta bodajże w roku 1992 lub 1993? Był to dyrektor PGR, który obsługiwał jednostkę PGWAR w Borne Sulinowo. Zdenerwowany i załamany po chłoście przyznał się, iż był sowieckim nielegałem, przerzuconym do Polski w 1956 roku. Chłostę zorganizował i częściowo przeprowadził, „debiutujący” wówczas na scenie politycznej Andrzej Lepper, który kilka lat później miał ścisłe związki z pewnym mazurskim przedsiębiorcą, panem B. (nie wiem co się z nim dzieje). Pan B. cały swój sukces w interesach zawdzięczał układom z Rosjanami i Białorusią, która pośredniczyła w tej biznesowej działalności. Sponsorował nawet Kongres Wszechsłowiański. Chyba pod jego wpływem Andrzej Lepper zdjął beret i włożył garnitur. To nie oskarżenie, ale wyłącznie opis. Być może jest błędny, bo materiały są ściśle tajne i tkwią w jakimś archiwum. Niestety, nie udało mi się zainteresować tymi wątkami znanego dziennikarza śledczego. Olał mnie, ale nie mam pretensji, bo każdy ma swoją wizję i swój styl pisania.

Zdjęcia z definicją rusofobii nie publikuję. Po co?