Nie potrafię przejść obojętnie obok tego, co wydarzyło się dzisiaj w Krakowie. Są takie chwile, kiedy człowiekowi zwyczajnie brakuje słów. Pozostaje cisza, niedowierzanie i pytanie: jak to możliwe?
Dzisiejsze wydarzenia na krakowskim Rynku Głównym poruszyły mnie głęboko. Sześć osób straciło życie, kolejni ludzie zostali ranni. Ktoś wyszedł dzisiaj z domu, być może miał plany na wieczór, chciał spotkać się z bliskimi, zrobić zakupy, pospacerować po pięknym Krakowie. Nie przypuszczał, że może już nigdy nie wrócić do domu.
Za każdą z tych liczb kryje się człowiek. Czyjś mąż, żona, matka, ojciec, dziecko, przyjaciel. Kryje się historia, której nie poznamy, marzenia, które nie zostaną zrealizowane, i rodzina, której świat właśnie się zawalił.
Myślę również o rannych, o tych, którzy walczyli o życie innych, o policjantach, ratownikach i wszystkich, którzy znaleźli się w centrum tego dramatu. Ich odwaga i poświęcenie zasługują na nasz szacunek.
Jako kapłan często mówię o miłości bliźniego, o przebaczeniu, o godności ludzkiego życia. Ale dzisiejszy dzień skłania mnie do refleksji, która wykracza poza słowa wypowiadane z ambony.
Co dzieje się z człowiekiem, kiedy drugiego człowieka zaczyna traktować jak cel swojej nienawiści?
Nie chcę dzisiaj spekulować o motywach sprawcy. Nie chcę wydawać wyroków, zanim swoje zadanie wykonają odpowiednie służby. Nie chcę też wykorzystywać ludzkiej tragedii do politycznych sporów. Są bowiem granice, których nie powinniśmy przekraczać nawet wtedy, kiedy emocje są ogromne.
Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na coś znacznie ważniejszego.
Żyjemy w czasach, w których coraz łatwiej przychodzi nam obrażać, poniżać i nienawidzić drugiego człowieka. Widzimy to w internecie, w debacie publicznej, w codziennych rozmowach. Coraz częściej nie próbujemy się nawzajem zrozumieć. Zamiast rozmawiać, atakujemy. Zamiast szukać porozumienia, budujemy mury.
Oczywiście nie twierdzę, że każde ostre słowo prowadzi do przemocy. Byłoby to nieuczciwe uproszczenie. Uważam jednak, że powinniśmy zastanowić się, jaką atmosferę wspólnie tworzymy i jakie wartości przekazujemy kolejnym pokoleniom.
Nie możemy pozwolić, aby nienawiść stała się czymś normalnym.
Jako duchowny wierzę, że życie ludzkie ma wartość niezależnie od poglądów, przekonań, pochodzenia czy statusu społecznego. Człowiek nie traci swojej godności dlatego, że myśli inaczej niż my. Nie wolno nam o tym zapominać.
Dzisiaj szczególnie mocno wracam myślami do modlitwy. Nie dlatego, że modlitwa jest łatwą odpowiedzią na wszystkie pytania. Nie jest. Modlitwa nie cofnie czasu, nie przywróci życia ofiarom i nie wymaże cierpienia rodzin. Ale może być wyrazem naszej solidarności, pamięci i ludzkiej bezradności wobec tragedii.
Czasami jedyne, co możemy ofiarować drugiemu człowiekowi, to obecność, dobre słowo i modlitwa.
Nie chciałbym, aby ten tekst był jedynie kolejnym komentarzem, który za kilka dni zniknie w natłoku informacji. Chciałbym, żebyśmy zatrzymali się choć na chwilę.
Pomyślmy o rodzinach ofiar. Pomyślmy o tych, którzy walczą o życie w szpitalach. Pomyślmy o świadkach wydarzeń, którzy być może przez długi czas będą nosić w sobie obrazy dzisiejszego dnia.
I pomyślmy również o tym, jakimi ludźmi jesteśmy dla siebie nawzajem.
Nie potrzebujemy kolejnych podziałów. Nie potrzebujemy kolejnych powodów do wzajemnej pogardy. Potrzebujemy więcej człowieczeństwa, odpowiedzialności i szacunku dla życia.
Kraków jest dzisiaj miastem żałoby. Ale ta tragedia powinna być również przestrogą dla nas wszystkich.
Nie pozwólmy, aby świat, w którym żyjemy, stał się miejscem, w którym człowiek boi się drugiego człowieka.
Dzisiaj niech zamiast gniewu będzie modlitwa. Zamiast oskarżeń – chwila ciszy. Zamiast obojętności – solidarność.
Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.
Niech odpoczywają w pokoju.
ks. kan. Łukasz Urbanowicz
Polski Narodowy Katolicki Kościół w RP
Zostaw komentarz