Generalnie mamy pecha do filozofów, zajmujących się polityką. Jak tylko zamilkł Palikot, to objawił się Krysztofiak.

z18545646Q,Czekista-Bykowski--Adam-Ferency-I stało się. Mój tekst, opublikowany 12 czerwca b.r., stał się początkiem prawicowego hejtu, jak z właściwą sobie celnością zauważył szczeciński doktor. Bo faktycznie jego życzenie przegrania wszystkich meczów przez polską reprezentację na EURO2016 wzbudziło powszechną wesołość nie tylko po prawej stronie sceny politycznej, ale również wśród osób na co dzień nie interesujących się polityką.

Żeby jeszcze pan doktor habilitowany Wojciech Krysztofiak (gwiazdor portalu Blastingnews) użył argumentacji merytorycznej, można by było myśleć o jakiejś polemice.

Ale szczeciński filozof (podobnie jak ten z Biłgoraja)  jedynie lży swoich przeciwników, co wg niego zapewne hejtem już nie jest, a tylko wyrafinowaną formą komunikowania się z prawicowymi tumanami.

Szanowni Państwo Dziękuję za hejt. Państwa uwagi są efektem nieumiejętności czytania ze zrozumieniem tekstów. Określając mnie, używają Państwo obraźliwych słów. Ja zaś w swoim tekście nie używam pod państwa adresem wulgaryzmów. W kilku wypadkach, Państwo dopuszczają się czynów karalnych swoimi komentarzami, ściganych z Kodeksu Karnego. Mój tekst jest protestem (celowym) zawłaszczania zawodów sportowych przez PiS. Ostrzegam w nim publikę, iż w razie zwycięstw polskiej reprezentacji, PiS wykorzysta je do wzmacniania swojej chorej, szaleńczej, brunatnej ideologii – wyrażanej hasłami „wielkiej, silnej Polski, od morza do morza”.

(fragment komentarza z 14 czerwca 2016 r.)

Przyznam, że nie za bardzo rozumiem, jakie to inne komentarze znajdują się pod moim tekstem prócz jego, ale widocznie WK przeoczył to tak samo, jak wcześniej brak w naszym kraju Afropolaków kopiących piłkę.

Jednak Krysztofiak na tym nie poprzestaje. Ten nieudaczny kandydat w ostatnich wyborach rektorskich na Uniwersytecie Szczecińskim pisze o sobie:

Mój tekst jest protestem przeciwko pisowskiej monopolizacji idei patriotyzmu. Można być patriotą i jednocześnie nie kibicować sportowcom, nie lubić PiS-u i Kościoła. Patriotyzm ma również antybrunatne, antypisowskie, liberalne oblicze. Może być anty-footbolowy Jestem przekonany, że na tym portalu i nikt z państwa nigdy nie wykazał się w słowie takim patriotyzmem jak ja (…).

(ibid.)

Jako że WK zamieścił lik do swojego blogu zajrzałem tam.

Poniżej plon.

 

1. O wolności, ucieleśnionej w Palikocie:

 

janusz_palikot_550

Apel Janusza Palikota o głosowanie na niego jest aktem nawoływania do obrony polskiej demokracji; jest gestem symbolicznym, który jednoczy dwie polityczne metafory, ucieleśnione w postaciach: Stańczyka i Rejtana. Zagłosuję na Palikota, ale nie dlatego, że jest on „człowiekiem z krwi i kości”; nie dlatego, że mu ufam czy też mu nie ufam; nie dlatego, że mu wierzę czy też mu nie wierzę. Zagłosuję na niego, dlatego że jako publiczny artefakt jest ostatnim i jedynym, obecnym w przestrzeni publicznej, symbolem wartości wolnościowych. Oddanie głosu na Palikota w obecnej sytuacji jawi się jako akt ratowania polskiej demokracji.(…)

(wpis z 19 kwietnia 2016 r.)

 2. O prezydenckich wyborach:

Kampania prezydencka jest dziwna. Mamy stuprocentowego kandydata i usiłującego mu po piętach deptać Dudę. Kandydat PiS „niby goni w sondażach Komorowskiego”, ale nikt  z jego pisowskich braci  nie wspiera go w tym. Wybory odbędą się za trzy tygodnie, a podobizny Dudy z trudem można spotkać na  plakatach czy bilboardach w polskich miastach. Dlaczego PiS nie organizuje szeroko zakrojonej, zmasowanej akcji reklamowej na rzecz swojego kandydata?  Dlaczego Kaczyński nie zgodził się na  „hiper-mega-kampanię” reklamową na rzecz swojego pupila politycznego?

Według strategii Kaczyńskiego i Brudzińskiego, Duda startuje nie po to, aby wygrać te wybory.

(ibid.)

Ale społeczeństwo jakoś tym razem nie posłuchało „głosów rozsądku” i nie wybrało stuprocentowego kandydata.

Natomiast ocena debaty kandydatów, jaka miała miejsce przed drugą turą wyborów, jednoznacznie wskazuje na obiektywizm „racjonalisty” z Pomorza:

Bezspornym faktem jest to, że debatę zwyciężył Komorowski. Duda przegrał w tym sensie, że nie przekonał do siebie ani młodzieżowego ani centrowego elektoratu. Ponieważ był faworytem starcia, rozczarował. Komorowski zaś sprawił niespodziankę. Rezultatem debaty jest wyrównanie szans obu kandydatów w wyborach prezydenckich. (…)

Każde społeczeństwo, które wybiera na swojego lidera antysemitę, głoszącego faszystowskie poglądy i akceptującego brunatną odmianę katolicyzmu, znajduje się w głębokim kryzysie mentalnym.

Niestety, odpowiedzialnością za taki stan rzeczy, iż do drugiej tury wyborów prezydenckich dochodzi faszyzujący antysemita, należy obarczyć Platformę Obywatelską i urzędującego prezydenta. W tym kontekście, wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej do Sejmu zgodnie z koncepcją jowów może na długie lata zamienić nasz kraj w „katolicki szariat”, w którym Rydzyk będzie pełnił rolę ajatollaha namaszczającego kandydatów na posłów. Najlepszym wyjściem z tego prezydenckiego impasu dla zwolenników liberalnego i otwartego społeczeństwa byłoby zwycięstwo Komorowskiego przy żenująco niskiej frekwencji wyborczej. Establishment otrzymałby czerwoną kartkę, zaś „brunatna fala” zostałaby powstrzymana.

(wpis z 18 maja 2015 r.)

 

  1. O nowej polskiej polityce wschodniej:

Aby móc realizować szaleńczy plan ekspansji katolicyzmu na Wschód, Opus Dei musi – przy pomocy swojego „politycznego ramienia”, którym jest PiS – zdobyć całkowitą władzę w Polsce. A może to nastąpić podczas jesiennych wyborów do Sejmu.

Putin może pomóc Prawu i Sprawiedliwości, deklarując podczas ewentualnego spotkania we wrześniu z Dudą obniżkę ceny za gaz o 20% – 30%. Nowy prezydent skrzętnie wykorzysta taką okazję, aby ogłosić obywatelom wspaniałą, dobrą nowinę. Deklaracja Putina nie będzie odbierana przez obywateli jako kiełbasa wyborcza podarowana Dudzie, ale jako efekt geniuszu nowego prezydenta. W takiej sytuacji uzyskanie przez PiS wyniku wyborczego rzędu 40% – 50% nie będzie żadnym zaskoczeniem. Pozostaje jednak pytanie: czego Putin zażąda za taką przysługę? Czy tylko chłodu wobec Ukrainy?

(wpis z 30 maja 2016 r.)

 

  1. O prezydencie Andrzeju Dudzie:

Czy Duda jest agentem Watykanu?

Warunkiem politycznym realizacji projektu jest rozbicie Unii Europejskiej od wewnątrz. Na katolickich Węgrzech oraz na katolickiej Słowacji możemy zaobserwować takie odśrodkowe działania polityczne. Celem polskich frondystów jest ich przekształcenie w chrześcijańską konkwistę.

Decydenci w Brukseli nigdy nie pozwolą krajom członkowskim na wcielanie w życie jakiejkolwiek, konkwistadorskiej – nawet w aksamitnym stylu – strategii religijnej. Przyszłe Stany Zjednoczone Europy mają bowiem być świeckie.

Wybór Dudy na prezydenta będzie w konsekwencji skutkował wciągnięciem naszego kraju w orbitę wpływów rosyjskich. Aby Episkopat Polski mógł „jednoczyć się w duchu ekumenicznym” z Cerkwią rosyjską, najpierw musi dojść do politycznych uścisków pomiędzy przyszłym prezydentem RP a Putinem.

Realizacja pansłowiańskiego sojuszu religijnego pomiędzy Kościołem katolickim a Cerkwią rosyjską będzie siłą rzeczy wiązała się ze sprzedażą Ukrainy imperium rosyjskiemu. W takiej grze, Duda okaże się politykiem, który skaże naszą kulturę na separację i oddalenie od Europy.(…)

Miłośnicy frondystów, Opus Dei i Rydzyka zagłosują na Dudę. Nie wszyscy katolicy podzielają jednak konkwistadorski punkt widzenia ekipy pretendenta do prezydenckiego tytułu.

(wpis z 21 maja 2015 r.)

5. O Europie:

 

Europejskość odziedziczyliśmy od Arabów (…)

 

Europejskość nie jest wytworem chrześcijaństwa

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego, w wyniku najazdów plemion germańskich, Europa stoczyła się w otchłań średniowiecznej chrześcijańskiej ciemności. W tym samym czasie kwitła kultura arabska, ufundowana na grecko-rzymskim dziedzictwie starożytności. (…)

Dlaczego dzisiaj zapominamy o naszych arabskich nauczycielach?

Racjonalność cywilizacji arabskiej zniszczyły wyprawy krzyżowe. W wyniku imperialnej polityki germańsko-chrześcijańskiej Europy, kultura arabska na mocy mechanizmu odruchu obronnego, zaczęła poszukiwać idei ją unifikujących. Arabowie znaleźli je w Koranie pod postacią religijnego światopoglądu. To zaś wymagało porzucenia racjonalistycznego paradygmatu otwartości kulturowej. Świat arabski zaczął się izolować, zwijać i ideowo zbroić, aby przeciwstawić się chrześcijańsko-germańskiej agresji.

Koncepcja państwa islamskiego, opracowana przez Sajjida Kutba w XX wieku, stanowi ponowną odpowiedź na europejską agresję na islam, dokonującą się w imię kontroli złóż naftowych na Bliskim Wschodzie

(wpis z 14 września 2015 r.)

 

  1. O tym, jak zakończyć konflikt europejsko – islamski:

Czy Europa jest w stanie koegzystować ze światem islamskim?

Pokój pomiędzy Europejczykami a muzułmanami nastanie dopiero wtedy, gdy obie strony odstąpią od swoich religijnych paradygmatów kulturowych. Jeśli w dyskursie publicznym zinterpretujemy postacie ChrystusaAllacha jako byty stworzone semantycznie w narracji fikcjonalnej, to pokój pomiędzy obu światami będzie możliwy do osiągnięcia. To zaś wymaga zgody na totalną deklerykalizację edukacji w obu systemach kulturowych.

Zamiast lektury BibliiKoranu, chrześcijaniemuzułmanie powinni zacząć czytać egzemplarze czasopisma „Charlie Hebdo” oraz dzieła logików.

(ibid.)

 

Nie wiem, czy zdaniem racjonalisty ze Szczecina Wojciecha Krysztofiaka Lenin i Stalin byli logikami.

Niewątpliwie jednak byli antyklerykalni w równym stopniu, co on.

Przecież podobne do krysztofiakowych tezy znaleźć możemy u Lenina:

Religia jest jedną z odmian ucisku duchowego, który wszędzie dławi masy ludowe, przytłoczone wieczną pracą na innych, biedą i osamotnieniem. Bezsilność klas wyzyskiwanych w walce z wyzyskiwaczami równie nieuchronnie rodzi wiarę w lepsze życie pozagrobowe, jak bezsilność dzikusa w walce z przyrodą rodzi wiarę w bogów, diabły, cuda itp. Tego, kto przez całe życie pracuje i cierpi nędzę, religia uczy pokory i cierpliwości w życiu ziemskim, pocieszając nadzieją nagrody w niebie. Tych zaś, którzy żyją z cudzej pracy, religia uczy dobroczynności w życiu ziemskim, oferując im bardzo tanie usprawiedliwienie ich całej egzystencji wyzyskiwaczy i sprzedając po przystępnej cenie bilety wstępu do szczęśliwości niebieskiej. Religia to opium ludu. Religia to rodzaj duchowej gorzałki, w której niewolnicy kapitału topią swe ludzkie oblicze, swoje roszczenia do choćby trochę godnego ludzkiego życia.

(1905)

230px-CroppedStalin1943Józef Stalin był bardziej dosadny:

Religia jest jadem dla naszych dzieci.

Kościół uciska wiedzę, pali wynalazki.

Nie istnieją bajeczki opowiadane przez Kościół.

Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus.

 

Krysztofiak mówi to samo.

Wg Józefa Wissarionowicza  religia jest tym, co przeszkadza we wprowadzeniu nowego porządku świata (postrewolucyjnego).

Wg szczecińskiego doktora pokój pomiędzy Europejczykami a muzułmanami nastanie dopiero wtedy, gdy obie strony odstąpią od swoich religijnych paradygmatów kulturowych.

W jego nowomowie pojęcie rewolucji światowej zastąpiło pojęcie społeczeństwo otwarte.

Jednak dalej opowiada nam tą samą ideologiczną bajeczkę.

Po przegranej rewolucji 1917 roku (nie udało się przenieść sztandarów rewolucji przez „trupa Polski”), po nieudanym eksperymencie niemieckim z 1933 r., po przegranym marcu 1968 r. neomarksiści zaczęli pracę organiczną.

Zgodnie z pochodzącą sprzed 70 lat wskazówką Stalina:

Nie trzeba kupować narodu, wystarczy mieć tych inżynierów dusz i to zupełnie załatwia problem zniewolenia.

Na szczęście czasy „inżynierów dusz” mijają.

Dzisiaj zastąpiła ich telewizja, choć akurat w Polsce, dzięki komunie, zostaliśmy uodpornieni na jej działanie.

Tak samo na Węgrzech.

Tymczasem w Niemczech dopiero teraz ludzie odkrywają, że „prasa kłamie”.

 

15.04 2016