Sąd pierwszej instancji przyznał Radziowi Sikorskiemu kwotę ponad 708 tys. złotych odszkodowania, które Jarosław Kaczyński ma mu zapłacić na rzecz publikacji przeprosin za wypowiedź, w której pada, iż Radzio Sikorski dopuścił się „zdrady dyplomatycznej” (czytaj tutaj).

Pomijam tutaj kwestię moich sympatii politycznych. Za skandaliczne uważam, że sądy w ogóle mają prawo orzekać w takich sprawach. To, że sąd podjął się orzekania w tej sprawie dyskwalifikuje sędziego. Tyle mam do powiedzenia. Powinno być ustawowo zakazane wpieprzanie są sądów w wypowiedzi, które nie poddają się ocenie innej niż polityczna.

Takoż kuriozalne jest umieszczenie w Kodeksie karnym pojęcia „Zdrady dyplomatycznej” zdefiniowanej ściśle politycznie:

„Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.”

Kto ma oceniać, czy dane działanie „było na szkodę”?

Moim zdaniem cała działalność Radzia Sikorskiego przyniosła Polsce szkody, ale – zarazem – doskonale wiem, że moja ocena wynika z przyjęcia pewnych uprzednich założeń światopoglądowych, które nie muszą być powszechnie podzielane. Do dzisiaj mamy w kraju znaczącą część populacji, która uważa, że zblatowanie polskiego interesu narodowego z niemieckim powinno stanowić istotę polskiej racji stanu.

Także zasądzona kwota woła o pomstę do nieba…

Była „Zdrada dyplomatyczna”, czy nie było?

Wystarczy popatrzeć, jak sobie PO wyobrażało budowę polskiej elektrowni jądrowej. Tak – był taki plan, żeby ją faktycznie wybudować… Ale nie w Polsce, ale na spółkę z Rosjanami w Obwodzie Kaliningradzkim…

Gdyby nie to, że PO przegrało w 2015 r. wybory, to byśmy mieli teraz ruski gaz, ruski węgiel i ruski atom.

Ale sąd uznał, że nic podobnego…

Czytaj więcej.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.