Nie wypowiadałem się dotąd na temat sensu debaty IPN, lecz teraz muszę powiedzieć, że Lech Wałęsa po raz kolejny traci szansę na wyjaśnienie wszystkich zawirowań, złożoności, które narastają wokół jego osoby. Wydaje mi się, że zamiast spokojnej dyskusji, zmierzającej również do samooczyszczenia, przyznania do błędów lub udowodnienia, iż „było inaczej”, były prezydent i jego środowisko zmierza do publicznego ataku na swoich krytyków, „napiętnowania” ich rzekomej „złej woli”, co ma, jego zdaniem, utrwalić budowany przez niego obraz własnej postaci, „człowieka bez z żelaza”, jedynego „kryształowo czystego” przywódcy robotników, twórcy przemian w roku 1989 (ciekawe, ale jednym z najczęstszych grzechów głównych jest grzech pychy, a używanie tylko pierwszej osoby liczby pojedynczej kilkakrotnie w każdym zdaniu, wskazuje na psychologiczny konflikt pomiędzy „ja idealnym” i „ja realnym”, mniejsza o to zresztą).

Wydaje mi się też, że pan Wałęsa, za pomocą „swoich ekspertów” poza atakami na autorów niewygodnych dla niego publikacji, będzie chciał wykazać, iż SB sfałszowało dokumenty, by go „pogrążyć”. zauważmy też, że ma to się odbyć w formie „otwartej” debaty publicznej pod auspicjami instytucji naukowej, a nie w drodze procesu sądowego. Wróćmy jednak do rzekomego fałszowania dokumentów przez SB. Pisałem już kiedyś o tym.

Szanowni Państwo, tak, SB produkowało fałszywki, ale tylko na potrzeby spraw operacyjnych i na ogół przeznaczone na zewnątrz. Nie fałszowano jednak samych spraw na taką skalę. Proszę zauważyć, że w działania operacyjne wobec lub z wykorzystaniem postaci Lecha Wałęsy było zaangażowanych wielu funkcjonariuszy. Sam o tym mówił wielokrotnie, a ja dodam, że kilka jednostek też. Wówczas owo „fałszerstwo” musiało dotyczyć zarówno pionów operacyjnych – miejscowych i nadzorujących – i technicznych (obserwacja, technika, biuro „W” czyli korespondencja). Nie jest więc, możliwe, by dało się to tak długo utrzymać w tajemnicy. I w latach 70-tych, 80-tych, i później, po zmianie ustroju, gdyż zbyt wielu ludzi musiałoby w to być zaangażowanych.

Jest jeszcze jedna sprawa dotycząca „fałszywek” i wewnętrznych procedur kontrolnych w MSW. Raz jeszcze, każda taka operacja musiała zostać poprzedzona odpowiednim raportem, zatwierdzanym czasem na szczeblu ministerialnym i jako element jakiejś gry operacyjnej była elementem konkretnej sprawy, istniejącej, realnej i nadzorowanej przez „górę”. Były, oczywiście, próby tworzenia spraw przez oficerów „dla sławy”, a częściej dla pieniędzy. Sam znam taką jedną historię, w której oficer Wydziału XI Departamentu I stworzył sprawę w celu „wyciągnięcia” dla siebie pieniędzy operacyjnych, ale i on opierał się na istniejącej, współdziałającej z nim osobie, która grała rolę źródła. Wewnętrzny system kontroli i analizy spraw szybko ujawnił przekręt i do defraudacji nie doszło, a autora przekrętu wyrzucono ze służby. Tak byłoby w każdym przypadku i w każdej jednostce MSW.

Mogę zgodzić się na to, że w niektórych informacjach pisanych przez SB, raportach ze spotkań czy innych dokumentach, można zauważyć nadinterpretację, a nawet wkładanie w cudze usta słów, których nigdy nie zostały wypowiedziane, ale nadal upieram się, że nie fałszowano spraw. Jeśli oficer pisał, że „Kowalski” powiedział „a”, to ten „Kowalski” na ogół istniał i spotykał się z nim, został jakoś zarejestrowany i prowadzono z nim dialog, na który on się godził (pomijam kategorie KI, właściwą dla wywiadu i niektóre sprawy z pozycji „N”, bardzo rzadkie w pozostałych departamentach SB) z różnych powodów, czasem uważając, że on sam gra ze służbą. Istniał jednak i on, i oficer, ich kontakty, rozliczenia oraz cała masa dokumentacji. Nie dało się tego wszystkiego sfałszować. Nawet nadinterpretacje lub „przypisywanie cudzych wypowiedzi” też wychodziło „w praniu”, czyli w drodze późniejszych analiz i systemu kontroli, a jeśli odbywało się według scenariusza jakiejś gry, to na ogół musiało być zaznaczone w sprawie.

Nie znam sprawy Lecha Wałęsy z akt SB, poza tym, co napisano w słynnej książce. Wiem, że jest ona oparta na rzetelnym badaniu dokumentów i konfrontowaniu ich z rzeczywistością. Nie ma, moim zdaniem, najmniejszego sensu zaprzeczanie im i jeżeli ta „debata” ma służyć jedynie „ukończeniu pomnika”, to mija się zupełnie z celem i skutek będzie miała odwrotny. Szkoda, że doradcy pana Wałęsy tego nie widzą, chociaż podobno mają lepszy zmysł operacyjny ode mnie.

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Słyszałem tylko o jedynej fałszywce SB. Okazało się, że została ona wykonana w UOP i dotyczyła zupełnie innej osoby.