Koryta rzek, place i rynki wybetonowano, drzewa wycięto, powstały przestrzenie nie dla ludzi.

Dlaczego?

Bo samorządy dostawały na to szkodnictwo dotacje. Proste to było. Nie wymagało zbytniego namysłu nad sensem. Jest kasa, więc trzeba brać!

Nazywano to kłamliwie rewitalizacją. Dlaczego kłamliwie? Bo prawdziwa rewitalizacja, jak sama nazwa wskazuje, ma przywracać życie: tworzyć miejsca pracy, uszlachetniać pejzaż, wprowadzać nowatorskie rozwiązania. Do tego jednak trzeba było wizji, a betonowanie było proste jak cep.
Samo dobro miało się wydarzyć. Że suchą nogą, bez błota. Że za sprzątanie liści i sadzenie kwiatków nie trzeba będzie płacić. Że nowocześnie. Że plac będzie ‘pod imprezy’ gotowy. I burmistrz się mógł pochwalić przed wyborcami ile pieniędzy ‘zdobył’.

W ten sposób bezpowrotnie okaleczono tysiące polskich miast. Bezpowrotnie? Ależ skąd. Teraz będą dotacje na zazielenienie i renaturyzację, bo na to są pieniądze…

Obawiam się, że podobne scenariusze przećwiczymy z wiatrakami. Pieniądze są, więc trzeba brać i klimat ratować i grosika zaoszczędzić, a drugiego grosika dać komuś zarobić. A potem? A potem, niech się martwią inni!

Nie znoszę wiatraków, bo niszczą krajobraz. Że taka za mnie bezmyślna estetka, a planeta płonie? Cóż, średnio wierzę, że uda się ocieplenie cofnąć. A już szczególnie w to nie wierzę odkąd Trump wycofał USA z wojny z emisją gazów cieplarnianych.

Zanim to było modne gorąco wspierałam OZE. I w zasadzie nie zmieniłam zdania. Jednak wiatraków nie lubię i nawet się nie staram o obiektywizm. Moim zdaniem nie opłaca się skórka za wyprawkę.
Nawet mi trochę było wstyd iść tak wbrew trendowi lecz nie jestem sama. Wściekły atak na wiatraki przypuścił Stéphane Bern – znany na całym świecie autor znakomitych programów o historii ludzi i zabytków. U nas jedną z serii Berna – „Historia w postaciach zapisana” – emitowały do niedawna TVP Kultura i Canal+.
Bern wytoczył przeciw turbinom wiatrowym ciężkie działa i znalazł posłuch. Oczywiście był oskarżany o nieczułość wobec planety. Cóż, wiele razy pisałam, że bez szemrania poddajemy się lobby ideologów i producentów, zamiast na chłodno i bez histerii przygotować się do zmian klimatu. Po prostu.

Wiatraki NIE są ekologiczne.
Turbiny niszczą środowisko!
Jak pisze Andrzej TALARCZYK – Przewodniczący Komisji Ochrony Przyrody Polskiego Towarzystwa Leśnego, biolog i współpracownik Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ: „ Turbiny wiatrowe zajmują grunty wpływając na krajobrazy i różnorodność biologiczną. Wywierają efekt odstraszający do nawet 5 kilometrów na żurawie, sowy, ptaki wodne, szponiaste, kuraki, wróblowate i brodzące (np. żurawie), a także na duże ssaki. Powodują mikrometeorologiczne zmiany temperatury powietrza, wilgotności gleby i promieniowania, co wpływa na obieg węgla w glebie, procesy fizjologiczne w roślinach i aktywność drobnoustrojów glebowych.” Do tego dochodzi hałas i degradacja wartości ziemi. Degradacja biologiczna ale też obniżenie jej wartości handlowej.

W komentarzu daję odnośniki, jeśli temat kogoś z Państwa interesuje.

Fot. Yves Tanguy – bez tytułu
rok 1926; dziś w Metropolitan Museum of Art.

Foto: Marcin Guzik / WadowiceOnline.pl

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.