W zabetonowanej, partyjnej Polsce odgórne nakazy i polityczne gierki wygrywają z merytoryką. Kiedy na samej górze trwa wieczny, jałowy spór, na samym dole – w samorządach i szpitalach – zaczyna gnić tkanka, która powinna nas chronić. Efekt?

Szokująca afera w warszawskim Szpitalu Południowym, gdzie koordynator prosektorium usłyszał zarzuty za żądanie od rodzin opłat za wydanie ciał bliskich.

Impulsem do bezkompromisowego spojrzenia na ten patologiczny układ stał się wyemitowany właśnie program „Ile kosztują zwłoki? Rozmowa z dyr. Grzegorzem Nowakiem”, w którym Ilona Arte oraz pułkownik Piotr Wroński zderzyli się z brutalną prawdą o kondycji polskiego państwa. Gość programu, wieloletni menedżer zdrowia i były dyrektor śląskiego NFZ, rzucił światło na mechanizmy, które dla przeciętnego obywatela brzmią jak scenariusz horroru. Ale to nie horror, to nasza rzeczywistość.

Sprawa koordynatora z Warszawy, który potrafił wyceniać ludzką tragedię i brać „stówkę” za wydanie ciała, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jak zauważa Grzegorz Nowak, problem tkwi głębiej – w systemowym przyzwoleniu na to, by wokół medycyny i ludzkiego nieszczęścia wyrastały bezkarne, mafijne wręcz struktury. Przez lata szpitale, pozbawione własnej infrastruktury i lodówek, wchodziły w niejasne układy z firmami pogrzebowymi, które w przetargach oferowały dumpingowe ceny typu „jeden grosz za usługę”.

Dlaczego?

Bo prawdziwy zysk czerpały z monopolu i bezwzględnego szantażowania pogrążonych w żałobie rodzin. Państwo od afery „łowców skór” w Łodzi teoretycznie wprowadziło zakazy, ale w praktyce odwróciło wzrok.

„Dla świętego spokoju zapłacą, bo gdyby to było za wydanie zwłok pieniędzy… Dawno się z takim czymś nie spotkałem, ale spotkałem się na przestrzeni ostatnich 15–20 lat z podmiotem, który miał okazję zabrać zwłoki do swojego prosektorium (…) i były skargi rodzin, że nie chcieli wydać tych zwłok, bo chcieli właśnie dodatkowe środki finansowe za przechowanie, za coś tam, za coś” – punktował w rozmowie Grzegorz Nowak.

To potworne, ale tak właśnie działa system, w którym centrala w Warszawie zajmuje się wyłącznie obsadzaniem stanowisk i liczeniem głosów metodą D’Hondta, całkowicie odcinając tlen samorządom. Partie polityczne – bez względu na barwy – zabetonowały dół, bo lokalne układy to dla nich idealny aparat do wykarmienia własnych struktur i obsadzania rad nadzorczych.

Samorządy mają coraz chudsze budżety, zrzuca się im na barki gigantyczną odpowiedzialność za szpitale, a potem zostawia same sobie w permanentnej walce z wiatrakami.

Zamiast realnej reformy – jak chociażby wprowadzenie wzorowanych na Niemczech niezależnych kas chorych, gdzie pieniądz faktycznie szedłby za pacjentem, a szpitale konkurowałyby jakością usług – mamy wieczne łatanie dziur i politykierstwo. Co gorsza, każdy, kto próbuje ten układ rozbić albo chociaż merytorycznie skrytykować, natychmiast staje się celem.

Sam Grzegorz Nowak wspomniał w programie o nagłym ataku na jego tożsamość w sieci – stworzeniu fałszywych profili społecznościowych z użyciem słowackich kart SIM, których jedynym celem było zniszczenie jego reputacji zawodowej. Przypadek? Nie, to klasyczny mechanizm eliminowania ludzi niepokornych, którzy nie ulegają presji, naciskom ani szantażom.

Pytanie na dziś brzmi: jak długo jeszcze pozwolimy na to, by polska ochrona zdrowia kojarzyła się z mafią pogrzebową i prosektoriami, podczas gdy system u góry zajęty jest wyłącznie własnym przetrwaniem? Czy naprawdę potrzeba kolejnej tragedii, byśmy zrozumieli, że zabetonowany układ zjada nas od środka?

Poniżej wstrząsająca rozmowy z dyr. Grzegorzem Nowakiem pt. „Ile kosztują zwłoki”:

Zaprasza do oglądania.