Jeszcze kilkanaście lat temu Europa była symbolem bezpieczeństwa, rozwoju, wolności i gospodarczego sukcesu. Dziś coraz częściej sprawia wrażenie statku, który dryfuje bez wyraźnego kapitana. Zamiast wzmacniać swoją gospodarkę, bezpieczeństwo i niezależność, pogrąża się w sporach ideologicznych, biurokracji oraz decyzjach, które, moim zdaniem, osłabiają jej pozycję na świecie.
Przez lata zaniedbywano obronność, uzależniano się od rosyjskich surowców, a polityka migracyjna wywołała głębokie podziały i poczucie utraty kontroli nad granicami w wielu państwach. W tym samym czasie Stany Zjednoczone i Chiny konsekwentnie budowały swoją przewagę gospodarczą, technologiczną i militarną. Europa natomiast coraz częściej skupiała się na wewnętrznych sporach, zamiast wzmacniać własne fundamenty.
Nie jest też tajemnicą, że wewnątrz Unii Europejskiej ścierają się interesy poszczególnych państw. Najsilniejsze kraje często potrafią skuteczniej forsować rozwiązania korzystne dla siebie, podczas gdy mniejsze państwa niejednokrotnie muszą godzić się na kompromisy, które nie zawsze leżą w ich interesie. Wspólnota powinna opierać się na partnerstwie, a nie na dominacji najsilniejszych.
Coraz częściej odnosi się również wrażenie, że problemem nie jest sama Europa, lecz jakość jej przywództwa. Obywatele wybierają swoich przedstawicieli z nadzieją, że będą bronić interesów własnych państw. Tymczasem wielu z nich nie zdaje tego egzaminu. Popatrzmy na Tuska dla którego interesy Niemiec są ważniejsze niż polskie. Zamiast prowadzić odważną i odpowiedzialną politykę, zbyt często ulega presji silniejszych i podporządkowuje się potulnie, choć nie służy to naszemu państwu. Przywódca powinien przede wszystkim dbać o bezpieczeństwo, dobrobyt i przyszłość swoich obywateli. Tusk tego nie robi.
Coraz więcej Europejczyków zadaje dziś pytanie: dokąd właściwie płynie ten statek? Czy jego celem jest silna, bezpieczna i konkurencyjna Europa, czy raczej realizowanie projektów politycznych, które coraz bardziej oddalają unijne instytucje od codziennych problemów zwykłych ludzi?
Najbardziej niepokoi jednak to, że zamiast zmienić kurs, wielu europejskich liderów zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Statek nabiera wody, a oni wciąż przekonują pasażerów, że wszystko jest pod kontrolą. Tymczasem świat nie czeka. Inni inwestują w nowoczesne technologie, bezpieczeństwo, przemysł i rozwój, podczas gdy Europa ryzykuje utratę swojej pozycji.
Statek o nazwie Europa jeszcze nie zatonął. Wciąż ma ogromny potencjał, wybitnych ludzi i silne gospodarki. Ale jeśli nie nastąpi odważna korekta kursu, jeśli interes obywateli nadal będzie przegrywał z politycznymi kalkulacjami i krótkowzrocznymi decyzjami elit, to największym zagrożeniem dla Europy mogą okazać się nie jej zewnętrzni przeciwnicy, lecz błędy popełniane przez tych, którym powierzono ster. Nie wybierajmy idiotów.