Trzy lata temu Prezydent Andrzej Duda w rozmowie w Radiu Zet, beształ ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, by ten przestał „biegać z widłami”, działać na korzyść „niektórych państw” i „zajął się tym, czym powinien zajmować się ksiądz”. W ten wyjątkowo impertynencki sposób odniósł się do aktywności nie tylko tego niestety świętej już pamięci kapłana, ale do wszystkich tych, którzy przypominają o ludobójstwie popełnionym pod koniec II Wojny Światowej przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach zamieszkujących Kresy Południowo-Wschodnie II R.P. Nie będę rozważał nad historycznym kontekstem tamtej zbrodni, ani nad współcześnie uwłaczającym pamięci pomordowanych kulcie zbrodniarzy w państwie, które tyle Polsce obecnie zawdzięcza, ani nad próbami marginalizacji tamtego strasznego czasu, który jest przecież głęboko i jak się okazuje trwale zakodowany w pamięci rodzin ofiar, tylko ze smutkiem wyznam, że też osobiście poczułem się przez głowę państwa, którą zresztą, przyznaję… sam wybrałem – zbesztany. Wezwałem wtedy Andrzeja Dudę do opamiętania się, żeby w imię wątpliwej moralnie koniunktury politycznej nie podnosi głosu, nie pouczał Ojca Założyciela Wolnej Polski, jakim był niewątpliwie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o tym co dla Polski jest korzystne, a co niekorzystne i nie negował prawa ofiar ukraińskiego nacjonalizmu do upominania się o prawdę i pamięć.
Podczas moich licznych podróży na Ukrainę, tamtejsi mieszkańcy, to znaczy — prości ludzie, którzy niejednokrotnie sami doświadczyli cierpienia z powodu narkotycznych wizji szczęśliwości kraju rad, byli przesiedlani, wypędzani, potem żyli w prymitywnym upodleniu, pożal się Boże państwa, które nie było w stanie zadbać o podstawowe prawa i warunki do ich życia — z pełnym zrozumieniem odnosili się do różnorodnych form upamiętnienia ofiar ukraińskiego nacjonalizmu. Brali udział we wspólnych modlitwach, należytym szacunkiem otaczali miejsca kaźni, groby symboliczne. Agresywna narracja sławiąca morderców spod znaku UPA, czy innych zwyrodnialców była im obca. Na ten post odpowiedziała nie tylko z Facebook dobra moja znajoma, była utalentowana dziennikarka, pisząc… ” mieszkając jakiś czas (3 lata) na terenach, skąd pochodzi Prezydent, wiem, ilu dzisiejszych mieszkańców Doliny Popradu i generalnie okolic Starego Sącza ma łemkowskie/ukraińskie pochodzenie, powinowactwa i takież ciągoty. Po Akcji „Wisła” to jednak był temat tabu. Czy na pewno wszystko wiemy o naszych politykach? Myślę, że wątpię. Może i tu jest jakiś głębszy powód jego proukraińskiej egzaltacji?” Czekam więc z niepokojem i nadzieją zarazem, że w tym roku, kiedy Ks. Tadeusza nie ma już wśród nas Prezydent, którego, jak się do tego przyznałem… wybrałem, nie zawiedzie. Znajdzie formę odpowiedniego uczczenia tej jak rana krwawiącej rocznicy.