Z dnia na dzień rząd daje nam coraz więcej luzu. W marketach może znajdować się dużo więcej osób niż do tej pory. Co za tym idzie nikt nie ma kontroli nad ilością osób.

W marketach są tłumy, ilość osób na zakupach generuje kolejki i nikt już nie myśli o środkach ostrożności. No w końcu skoro wolno iść do sklepu to idziemy.

Na ulicach widzimy ludzi w maskach na brodzie, poniżej nosa, niedbale założonych. Bardzo rzadko widzimy ludzi w sklepie w rękawiczkach jednorazowych. Nie chodzi mi tu o zdanie: „ludzie, a bo po co nam te maseczki czy rękawiczki”. Skoro jest obowiązek noszenia, to nośmy.

Skoro nikt nie zwraca uwagi na ilość osób w sklepach do tej pory, kto będzie tych ludzi liczył jak otwarte zostaną galerię? Oczywiście rozumiem odmrażanie gospodarki tylko wydaje mi się że to nie tędy droga.

Otwarcie żłobków i przedszkoli, świetny pomysł. Tylko jak to się ma do gospodarki? Otwieranie hoteli, pensjonatów wywołuję radość, ale tylko połowiczną. Nie będzie możliwość pójść do restauracji, czy do baru. Wszystko będzie dostarczone do pokoi. Więc, czy wypady mają sens? Nie będzie można pójść do SPA, czy na basen.

Więc nie wiem, czy to wszystko, co robią nasi rządzący ma większy sens.

Otwarcie strefy beauty byłoby dobrym rozwiązaniem. W tych miejscach nie ma oblężeń.  Klientów umawia się na godzinę, co uniemożliwia generowaniu kolejek.

W dużej mierze to my samy musimy o siebie dbać, to my musimy się nauczyć z wirusem żyć. Chińczycy którzy bardzo poważnie traktują obostrzenia u siebie, chodzą w maskach, dzieci w wieku szkolnym noszą przyłbice.

Sprawą oczywista dla nich jest dezynfekowanie rąk. Skoro z tym niewidzialnym wrogiem przyjdzie nam żyć, to my musimy dbać o siebie i naszych najbliższych. Na rządzących nie można liczyć, od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ich rządy są kierowane tylko tak, żeby to im było dobrze. My obywatele nie liczymy się dla nich.

Chodźmy w maskach, zakładajmy rękawiczki, dezynfekujmy ręce. Żyjmy, z nadzieją że kiedyś wszystko wróci do normalności, że będziemy mogli się spotkać, przytulać, tak po prostu żyć pełną piersią.