Mądrale wymyślają, że Lwów był polski tylko przez 400 lat – skrupulatnie dowodzą, że dopiero od 1349 do 1772 oraz 1918 –1939 rzeczywiście należał do Polski. A sto lat wcześniej, jak twierdzą, założył go „ukraiński, etnicznie podkreślają”, król Rusi Daniło. Tych prawie dodatkowych dwustu lat, kiedy Lwów pod berłem miłościwie panujących cesarzy austriackich był polską stolicą kulturalną, nie zauważają. Zamiast tego dalej konfabulują o „etnicznym ukraińskim prawie” do miasta przez zasiedzenie od 1250 roku.

Osiemdziesiąt siedem lat temu, w będącym pod sowiecką okupacją Lwowie, urodziła się Stasia. Cztery lata później przyszliśmy na świat my — ja i moja siostra Marysia. Żyjąc dziś, ekscytując się narodzinami prawnuczek i prawnuka, próbuję sobie wyobrazić traumę dzieci urodzonych podczas II wojny światowej, zwłaszcza tam, na Kresach. Przecież niczym sejsmografy rejestrowaliśmy każdy karabinowy wystrzał, huk spadających bomb, krzyki przerażenia i ten paniczny lęk naszych rodziców. Zwłaszcza niepokoje Matki — o wszystko: o dach nad głową, o mleko niezbędne niemowlętom, o pieluchy, których nie było, o jarzyny na zupki, o lekarstwa w razie choroby, o zapewnienie dzieciom ciepła w trzaskające na Wschodzie mrozy itd.

Socjologia nazwała nas pokoleniem The Silent Generation — „tradycjonalistów”, którzy rodzi­li się i dorastali w okresie wielkiego kryzysu i II wojny światowej. Dlatego największe znaczenie miało dla nas poczucie bezpieczeństwa. Dla tego pokolenia praca była i jest wartością samą w sobie. Charakteryzuje nas duże zaangażowanie i przywiązanie do organizacji, poczucie obowiązku i odpowiedzialności za powierzone zadania; ogromną wagę przywiązujemy też do etyki i zasad.

Zastanawiam się nad tym paradoksem: wychodzi bowiem na to, że traumatyczne przeżycia ukształtowały nas bardzo pozytywnie. Wojenny i powojenny niedostatek, a także lata rządów robotniczo‑chłopskich i komunistycznego terroru, miał w sumie szczęśliwy wpływ na naszą długowieczność.

Nie chcę prognozować, co wyrośnie z pokolenia dzieci, które od pierwszych sekund życia mają wszystko — i to wszystko w licznych wariantach, we wszystkich kolorach dobrobytu niewyobrażalnego dzieciom urodzonych podczas II wojny światowej.