Łza w oku zapewne kręci się osobnikom i osobniczkom (taka nowomowa tow. S. Spurek) co nieco posuniętych w leciech; o czym niestety w sposób niekwestionowany przesądza numer PESEL, gdy onegdaj w latach 50, 60 XX w. czy nawet późniejszych; częstokroć mieli możliwość skorzystać z cyrkowego spektaklu. W czasach, gdy nie funkcjonowały różnorakie telewizornie, a o internecie nikt nie śmiał marzyć; nawet w najbardziej futurologicznych mirażach – cyrk był oczekiwanym wydarzeniem.
Istniała okazjonalna możność naocznego kontaktu z artystami areny cyrkowej, którzy tworzyli niezapomniany spektakl. Dzieciarnia i młodzież rozdziawiała swe usta; zachwycając się precyzją akrobatów na trapezie, prestidigitatorami, żonglerami, treserami dzikich zwierząt, woltyżerką, czy występem cyrkowych klaunów.
W siermiężnych, komuszych czasach, gdy ananas, a nawet wczesny pomidor stanowiły delikatesowy rarytas; uczestnictwo w cyrkowym wydarzeniu stanowiło wprawdzie krótkotrwałe, ale jednak swoiste antidotum pozwalającym na w miarę normalne psychiczne funkcjonowanie. Komusza czereda, niestety nadal dzisiaj funkcjonuje w dinozaurowym garniturze, personifikowanym przez millerki, belki, balcerki, cioski i inną kremlowską swołocz; mocno popieraną i reanimowaną do eurokołchozu przez szefa PO Grzesia Dyndałę ze Schetyna.
Ówczesny obergnom tow. WIESŁAW wmawiał Polakom, że ponieważ funkcjonujemy w tzw. najweselszym baraku w obozie Moskwy; to w podzięce za „dobrobyt” materialny (2 000 zł się należy, czy się stoi, czy też leży) wykreowany przez tego zaprzedanego Kremlowi komucha winni go całować po piętach, a nawet jak nie przymierzając z uśmieszkiem lizać w doopę.
Już w uwarunkowaniach XXI w. z tej świetlanej, propagandowo sprawdzonej metody dogłębnie czerpał niczym z krynicy dóbr wszelakich bywszy krul Jewropy tj. KACZOR DONALD; niestety skutecznie wmawiając niektórym kretynom i bezmózgowcom, że ponoć funkcjonowali w latach 2007-2015 na edeńskiej „zielonej wyspie”.
Cyrkowy namiot wraz ze swoją areną tworzył niepowtarzalną atmosferę przeżywania czegoś niezwykłego, na co dzień niedostępnego, a z utęsknieniem oczekiwanego.
Amfiteatralna widownia, naturalnie zgodnie z tzw. wymogami socjalistycznej „demokracji” była finansowo wielce zróżnicowana, albowiem za bilety w tzw. lożach usytuowanych najbliżej areny należało uiścić słoną cenę. Najwyżej położone na widowni miejsca, czyli przy ścianie namiotu kosztowały najmniej tj. paradoksalnie korelując, że kto się wywyższa, będzie gradacyjnie poniżony. W przerwach pomiędzy poszczególnymi występami produkowali się odziani w śmieszne stroje i zabawnie ucharakteryzowani cyrkowi klauni zachęcając niejednokrotnie do wspólnej zabawy kilkoro widzów.
Fundamentalnym założeniem spektaklu cyrkowego był jednak wyraźny dychotomiczny podział na artystów występujących na arenie oraz amfiteatralną widownię.
Wydarzenia cyrkowe odeszły, a w szczególności te związane z tresurą dzikich zwierząt aktualnie w głębokie zapomnienie.
Natura herret vacum, mawiali starożytni; słusznie wywodząc, że natura nie znosi próżni, w konsekwencji ten nieaprobowalny stan zgodnie z dialektycznymi prawami ulec musiał swoistej surogacji.
Realia życia społecznego, a przede wszystkim politycznego w TYMKRAJU (takowoż plotła słynna Kopaczka) błyskawicznie powetowały publice utratę autentycznych cyrkowych spektakli; przenosząc je z areny cyrkowej na niwę areny o przede wszystkim politycznym wymiarze.
Polityczna amfiteatralna widownia aktualnie składa się prawie wyłącznie z animalnych gatunków ssaków w postaci osłów i małp kolorystycznie uzupełnionych utęczowionym ptactwem reprezentowanym przez skrzeczące i bezmyślnie powtarzające wyuczone androny i bzdety papugi.
Na arenie natomiast królują w apogeum swojej bieżącej socjologicznej dominacji różnorakie jokery, jakiry, lamparcice, pajace, arlekiny oraz klauni reprezentujący szerokie spectrum postrzegania rzeczywistości.
Oczywistą oczywistością jest i pozostaje fakt, że w składzie personalnym tejże czeredy; dosłownie wręcz z ichże „konstytucyjnego” rdzenia i obowiązku muszą się urzeczywistniać przedstawiciele „jelit” rzekomo jedynie słusznych i reprezentujących wysoki poziom etyki i entelektu.
Wyliczenie identyfikacyjnej przynależności tegoż tałatajstwa jest niezwykle proste, albowiem dotyczy person charakteryzujących się tzw. rzekomo nowoczesnym odnoszeniem się tychże „jelit” do (wg nich) społecznej niepolackiej mierzwy i podkarpackiego zacofania.
Aksjomatem jest i pozostaje fakt, że na tejże politycznej arenie niepodważalny prym muszą uzewnętrzniać i to w maksymalnej kakofonii przedstawiciele marksistwa-lenistwa, pedalstwa, lewizny, polszewii, kodziarstwa, babolstwa i chłopolstwa pod lamparcią egidą, popłuczyn po ruchu, ruchu PALIGŁUPA, modernego, a zarazem maderowego kochasia PETRESCU, którego bywsza partyja nomen omen doczłapała (prawda – tow. Szłapka ??) do granic niebytu.
Koryfejską rolę w tej cyrkowej arenie przejęły na siebie komusze matuzalemy, bywszy krul Jewropy, czyli frustrat z brukseli od makreli KACZOR DONALD, polacki aktyw pod sztandarem BORYSŁAWA, a przede wszystkim bywsza „służbowa” (do ABW) aplikantka w osobie aktualnie eksponowanej na politycznych piedestałach przeurokliwa lesba.
Swoista ozdobę areny pełni rumak pt. Romek przyozdobiony kokardkami między innymi na swoim długim ogonie. Tenże QŃ; lata swojej świetności ma już jednak za sobą i aktualnie zmuszony jest pełnić rolę tegoż zakokardkowanego wałacha.
Trafnie jest przywołać w tym miejscu naszą słynną estradową diwę Marylkę Rodowicz, która wylansowała słynny przebój : „ale to już było”; bowiem oddaje on sens, a dokładnie bezsens podejmowanych przez przywołaną wyżej czeredę różnorakich działań mających na celu repetycyjne umożliwienie im bezgraniczne chłeptanie fruktów z aktualnie utraconego koryta.
Nie przejmując się jednakże powyższym aspektem sprawy, a wręcz go w ogóle nie zauważając, względnie całkowicie bagatelizując czereda produkująca się na arenie cyrkowej posiada w swoim repertuarze różnego rodzaju przebogaty arsenał kuglarstwa, pajacowania i błaznowania, którym umiejętnie żonglując wprowadza w stan aplauzu, zachwytu, a nawet ekstazy małpiarską (czasami człekokształtną) widownię.
Paradoksalnie przywołując w tym miejscu zapomniany aspekt nadal rozszerzającej się pandemii koronaświrusa można skonstatować, że być może w przynajmniej u części spektatorów cyrkowych politycznych imprez biorąc pod uwagę różnorakie skutki pandemii; nastąpić może refleksja odnosząca się do robienia ich z premedytacją w tzw. bambuko przez politycznych pajacy i klaunów.
Taka refleksja po stronie pajacy i klaunów raczej jest wykluczona, albowiem to w ich żywotnym interesie jest, aby kierowany przez nich cyrk był zapełniony jak największą liczbą nie myślących małpiszonów.
Znów powtórzmy za Marylką, że w historii świata tego typu imprezy cyrkowe miały już wielekroć miejsce.
Zasadnie przy tym należy zauważyć, że toć to nie jest nasz cyrk i nie nasze małpy !!!
Sic transit gloria mundi.
Nie jest intencją felietonu, ani Redakcji wprowadzanie elementu ekumenizmu do funkcjonującego aktualnie na terenie RP niezwykle spolaryzowanego społeczeństwa.
Z uwagi jednak na dominującą medialną rolę mainstreamu w relacjonowaniu zdarzeń, formułowania częstokroć fałszywych opinii i komentarzy, a także bezbrzeżnie jednostronnej, prymitywnej propagandy w wydaniu np. tow. Adama Szechtera w jego szmatławej gazetce; każde odmienne stanowisko może rodzić przypuszczenie o możliwej sanacji społecznej; jakże polskiemu narodowi potrzebnej i oczekiwanej.
Z biblijnej historii wyprowadzenia przez Mojżesza Żydów z Egiptu wynika, że ich wędrówka obejmowała okres życia dwóch pokoleń, czyli ok. 40lat.
Żywić jednak należy także nadzieję, że konstatacja J. Kochanowskiego ujęta w „Pieśni o spustoszeniu Podola przez Tatarów”:
„nową przypowieść Polak sobie kupi,
że i przed szkodą i po szkodzie głupi”
pozostanie wyłącznie historycznym wspomnieniem nie podlegającym jakiejkolwiek repetycji.
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
Ps. Aż tyle…. ;)
23.11 2020
fot. pixabay
Zostaw komentarz