Marcin Jop: #Pokój_Analiz. #Raport_z_Ukrainy!

Sporo wody w Dnieprze się przelało od naszego ostatniego spotkania, ale jak wielokrotnie pisałem – odzywam się wówczas, gdy sytuacja tego wymaga.

A) Obwód Charkowski
Po zakończeniu dynamicznych działan ofensywnych sytuacja na froncie nad rzeką Oskoł jest stabilna. Rosyjskie oddziały nadal wymagają wzmocnień, których ich dowództwo nie jest w stanie na szybko zorganizować. To implikuje dość dużą swobodę działania dla ukraińskiech jednostek specjalnych i rozpoznawczych. Natomiast nie jest dla mnie jasnym, czy dowództwo ukraińskie zamierza realnie tworzyć i w razie konieczności uporczywie bronić potencjalnych przyczółków na rzece Oskoł.

B) Donbas
Na przyczółku na Dońcu Siewierskim oddziały ukraińskie odnotowały pewne sukcesy terytorialne, ale nie wydaje mi się, by były one wynikiem działań dużych związków. Raczej to wynik inicjatywy poszczególnych dowódców brygad, lub związków równoległych. Udało się zatem siłom ukraińskim oczyścić z przeciwnika obszar położony za kolanem rzeki Oskoł i obecnie Rosjanie utrzymują linie obrony od Łozowe, przez Korowyj Jar po Nowoseliwkę. Linia frontu od Drobyszewa po Jampil nie uległa większym zmianom. Cztery dni temu oddziały ukraińskie opanowały także Biłohoriwkę w Obwodzie Ługańskim, co ma dla władz w Kijowie spore znaczenie polityczne i propagandowe.

Oddziały rosyjskie usiłowały w ciągu ostatnich dni nadal nacierać w rejonie Bachmutu, ale bez sukcesów. Mimo wszystkich dotychczasowych strat i niepowodzeń nie należy lekceważyć siły bojowej rosyjskich oddziałów w Donbasie, gdyż pomimo straty około dwudziestu zestawów artyleryjskich i dużej ilości zapasów wyposażenia i amunicji sam manewr odwrotu z rejonu Izjum należy ocenić bardzo wysoko. Bardzo przypominał on swym przebiegiem odwrót Rosjan z północno-wschodniej Ukrainy – wymuszony odwrót przebiegł spokojnie i planowo, a postępujące w ślad za ustępującymi Rosjanami oddziały ukraińskie nie przejawiały szczególnej agresji. Nadal pozostaje zagadką wpływ strat materiałowych i sprzętowych na zdolność rosyjskich oddziałów do prowadzenia operacji „w dużym stylu”.

C) Chersoń
Mimo wzmocnienia obsady rosyjskiego przyczółka na Dnieprze siły ukraińskie kontynuują próby likwidacji zgrupowania 49 Armii i 22 Korpusu Armijnego. Po kilku dniach pauzy oddziały armii regularnej w postaci 14 i 28 Brygady Zmechanizowanej operujących w południewej cześci frontu podjęły kolejne operacje zaczepne i zdołały nieco zepchnąć siły rosyjskie, których sytuacja zwłaszcza w pasie nadmorskim konsekwentnie się pogarsza. Trwają też walki o opanowanie Kisieliwki, która obecnie pozostaje – jak się wydaje – ziemią niczyją.

Ataki kontynuuje także na przyczółku inguleckim ukraińska piechota morska wspierana przez elementy 17 Brygady Pancernej i walki toczą się w rejonie Czkałowe i na północny wschód od tej miejscowości.

D) Zaporoże
Po długim okresie całkowitej ciszy w ciągu ostatnich dni oddziały ukraińskie w rejonie Hulajpola podjęły aktywne działania i zajęły Dorożniankę. Pewne postępy odnotowano też bardziej na wschód – w rejonie Wuhłedaru. Doniesienia wskazują też kilka innych miejscowości, ale na razie nie da się w żaden sposób zweryfikować.

E) Sytuacja w Rosji
Środki masowego przekazy zdominował rzecz jasna początek mobilizacjiw Rosji, która ma przynieść armii zastrzyk siły żywej szacowany na 300 000 rekrutów. Problem jest bardzo złożony, a samo przygotowywanie społeczeństwa rosyjskiego na działania mobilizacyjne było sygnalizowane przed niemal dwoma tygodniami. Z góry nalezy zaznaczyć, że nie można spodziewać się żadnego przełomu politycznego – protesty młodych ludzi, lub wyjazdy z kraju młodych ludzi zdolnych do takiego wysiłku finansowego nie oznaczają ani krachu władzy Putina, ani nawet początku takiego krachu. W rzeczywistości zbyt wielu obserwatorów nie potrafi patrzeć na zagadnienie rosyjskiej mobilizacji w oderwaniu od zasad zachodnioeuropejskich standardów myślowych. Jeśli pada pytanie, „ilu ludzi może zmobilizować Rosja?” – odpowiadam, że tylu, ilu trzeba. Nie jest kwestią do dyskusji, czy może to być 300 000, czy może dwa i pół miliona ludzi. Putin i jego reżim dysponują nienaruszonym aparatem represji, który jest zdolny zmusić społeczeństwo do uległości w każdej sytuacji. Pytanie, które powinniśmy sformułować powinno brzmieć – „na jak długo i z jakim wyposażeniem?”. Straty poniesione przez Rosję – jak już uprzednio odnotowałem – powodują, że brakuje zaawansowanego technicznie sprzętu do odtwarzania wyczerpanych jednostek – a to pierwszy beneficjent napływu nowych zasobów ludzkich. Przynajmniej tak nakazywał by rozsądek. Ludzie ci będą nawet po dwu, lub trzymiesięcznym szkoleniu zbyt słabo przygotowani do walki, by stawić czoła jak równy z równym, zaprawionej w bojach armii ukraińskiej. Mimo wszystko nalezy zaznaczyć jasno – napływ dużej ilości świeżej krwi, nawet jeśli nie uda się ze względów administracyjnych powołać w wyznaczonym czasie ustalonej ilości ludzi będzie miał wpływ na przebieg działań.
Oczywiście zwiększenie gęstości sił na froncie znacząco utrudni armii ukraińskiej działania zaczepne i pozwoli Rosjanom na dwie rzeczy – pierwsza z nich, to stopniowe odtworzenie znaczących rezerw operacyjnych, druga zaś, to uzyskanie zdolności ponownego zagrażania pasywnym odcinkom granicy państwa ukraińskiego, co skutkowac musi rozpraszaniem sił i środków. Nie ma mowy rzecz jasna o ponownej wielkiej inwazji na całej dlugości granic państwa, ale sam fakt utrzymywania odpowiednio licznych zgrupowań zadziała jak zasada „Fleet-in-being”. Mówiąc szczerze, na miejscu ukraińskiego dowództwa ostatnie dziesięć dni spędziłbym na planowaniu i przygotowywaniu dużej operacji zaczepnej, najlepiej na kierunku Tokmaka na Zaparożu. Ewentualny sukces znacząco wpłynąłby na położenie sił rosyjskich w rejonie Chersonie i pozwoliłby wyprzeć agresora z bardzo dużej części terytoriów okupowanych zanim zadanie to stanie sie naprawde trudne. Przypominam też, że tradycyjnie oddziały rosyjskie lepiej przentuja się w obronie, niż w ataku, jesli tylko naczelne dowództwo nie robi błędów takich jak pod Bałakliją.
Wracając do społecznego odbioru mobilizacji – lubujemy się w poszukiwaniu analogii historycznych, co często prowadzi na manowce, zwłaszcza wobec tak ekstremalnie różnej rzeczywistości od naszej, jak rosyjska. Tu nie będzie rewolucji, a wywołane przez decyzję Putina protesty w dużych miastach są w rzeczywistości bardzo na rękę reżimowi. Drodzy Państwo – nie oszukujmy się, po prostu OMON tym sprawniej w ciągu ostatnich dwóch dni wyłapał „element politycznie niepewny”, gdyż dokładnie tak samo, jak w pierwszych dniach wojny wyszedł on na ulicę i się ujawnił. Zresztą gwarantuję, że znaczna częśc prostestujących młodych mieszkańców wielkich aglomeracji tym szybciej trafi do armii. Młodzi mężczyźni w Rosji nie mają tak, jak mieli w czasach Wietnamu młodzi Amerykanie żadnej „Kanady”. Tylko drobna część populacji męskiej będącej przedmiotem zabiegów mobilizacyjnych ma możłiwość opuszczenia Rosji, lub próbowania uchylenia się od poboru poprzez dajmy na to – łapówki. Znakomita większość pójdzie do wojska bez szemrania, bo taka jest Rosja, bo taki jest każdy inny reżim autorytarny. Przypominam tylko, że ogromna większośc młodych żołnierzy trafi teraz w tryby całkowicie dehumanizującej maszyny, która wytworzy kolejną generację gwałcicieli, szabrowników i morderców. „Armia rosyjska jest amoralna” – to cytat z wypowiedzi Pana płk Lewandowskiego, który kolejny raz doskonale i wprost określa naturę tej machiny. Radziłbym pamiętać, że proces adaptacji społeczeństwa do norm państwa i władzy autorytarnej nie jest procesem historycznym, lecz behawioralnym. Zapewniam zatem, że tak jak przez stulecia w Rosji i tym razem rekrut w stosunkowo krótkim czasie zaadoptuje się do warunków i nabierze dokładnie takiej konsystencji psychicznej i moralnej, jakiej oczekuje posyłającą do walki rzeczonego rekruta władza. A kiedy już znajdzie się na froncie, w ogniu prawdziwej walki możliwość ucieczki od rosyjskiej rzeczywistości zmaleje jeszcze bardziej – niemal do zera. Taka jest bowiem natura armii na froncie.
Ostatnim aspektem, który nalezy dziś rozpatrzeć, jest pogoda. Przywykliśmy do określania zdolności armii na interesującym nas obszarze operacyjnym do kontynuowania aktywnych działań w związku z pora roku. Powinniśmy na powaznie przedefiniować stare i utarte schematy myślowe, zwłaszcza te związane ze „schlammperiode”, czyli wiosennymi i jesiennymi opadami deszczu, które zamieniają kraj w bajoro. Klimat się zmienił i nie powinniśmy polegać na doświadczeniach z czasów Drugiej Wojny – warto porównać długoterminowe prognozy i sumaryczną ilość przewidywanych opadów.
Konkludując, wiemy teraz jedno na pewno – Putin nie zamierza z niczego rezygnować i nie będzie się cofał przed żadnymi środkami, by utrzymać zajęte na Ukrainie pozycje. Jasnym jest, że tym bardziej nastawić się musimy na wojnę na wyczerpanie. Jeśli zatem ktoś pozostając pod wrażeniem błyskotliwych sukcesów ukraińskich w kampanii wrześniowej zaczynał studiować kampanie Hannibala lub Schlieffena polecam odłożyć je na półkę, z powodu niewielkiej przydatności. Teraz pierwszym wyborem powinien być Ludendorf i Delbruck.

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jop