Ledwo zanurkuje w kulturę to zaraz idę w górę, bo polityka za łeb mnie chwyta i do siebie ciągnie. Ech! I to jak ciągnie, mało głowy nie urwie!
Jeszcze wczoraj, korzystając z przywileju zwolnienia lekarskiego, siedziałem rozparty w fotelu, przymierzając się do sprawozdania z ostatnich lektur. Zamierzałem zrecenzować nową książkę Houellebecqa pt. „Unicestwienie”, na którą rzuciłem się, jak pies na dziwkę. To porównanie użyte w odniesieniu do twórczości Francuza jest, jak najbardziej na miejscu, ponieważ jego powieści ociekają seksem, niczym suki w rui. Tematy orgazmów, impotencji, zboczeń, prostytucji należą do stałych wątków tej prozy. Seksualne atrofie i hipertrofie bohaterów powieści są tworzywem z którego pisarz buduje metafory kryzysu, nękającego bogate społeczeństwa współczesnej Europy.
Europa jest chora twierdzi Houellebecq. Tradycyjne więzi międzyludzkie uległy destrukcji. Katolicyzm jest wydmuszką po religii. Rodzina została zastąpiona przez związki walczących ze sobą molekuł, w których małżeństwo jest udręką, macierzyństwo – dewiacją, ojcostwo – kanibalizmem.
Miłość jest komedią pomyłek, starość – faux pas, a śmierć – samotnością. Mężczyzni występujący w książkach Francuza, to sfrustrowani seksualnie mizogini, kobiety – depresyjne suki. Bohaterowie jego prozy kończą w psychiatrykach, popełniają samobójstwa albo umierają na raka.
Przyznaję, że przy okazji recenzji książki, chciałem upiec swoją małą politykierską pieczeń i za pomocą wybranych cytatów, dopiec postępowym aktywistą, z którymi przekomarzam się na Fb. W tym celu wybrałem co celniejsze kawałki tekstu – między innymi – fragment charakteryzujący jedną z bohaterek „Unicestwienia” – Indy, która tak bardzo pragnęła potwierdzić swoją polityczną poprawność i antyrasizm, że użyła do tego swojego syna. Indy zamiast zajść w ciąże z swoim białym mężem, kupiła w banku spermy nasienie od czarnego dawcy, żeby urodzić Murzynka. Postępowa matka użyła własnego dziecka, jak billbordu, by pokazać się jako otwarta obywatelka świata.
Miałem też przygotowany fragmencik, w którym autor szydzi z poglądów progresywnych speców od rozwoju personalnego opartego na fundamentalnej ekologii. Poglądów zachwalających eutanazję i śmierć w samotności, jako sposób na chwalebny powrót do pierwotnej mądrości, która każe zwierzętom czującym nadchodzącą śmierć, oddalić się od grupy.
Jakże mi ten fragmencik pasował do opowiadania naszej noblistki pt. „Transfugium”, którego bohaterka wybiera „zwierzęcą mądrość” i zamiast konać w łóżku w otoczeniu rodziny, wciela się w ciało starej wilczycy, by umrzeć na łonie natury. Tokarczuk swoją fantazję przedstawiała z całą powagą, Francuz z tych mądrości się śmieje, a Szarek chciał mu wtórować.
Ale to było wczoraj. Dzisiaj, kiedy dowiedziałem się o rakietach pod Hrubieszowem, uświadomiłem sobie, jak bardzo te wszystkie kulturowe wojenki i ideolo-podsrywajki są nieważne. Bo Polska cały czas balansuje na krawędzi prawdziwej wojny.
Paryż jest daleko, odkładam książkę Francuza i patrzę na wschód… w stronę Hrubieszowa.
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz