Myślę, że spośród czytających poniższy tekst większość zgodzi się, iż ograniczony dostęp do druku tudzież cenzura, na trwałe zrośnięte z minionym jakby ustrojem miały swoje dobre strony.

Mieliśmy bowiem jasność – drugi obieg przedstawiał fakty, media „mainstremowe” zaś łgały na potęgę; aczkolwiek trzeba zauważy, że spora część ówczesnych dziennikarzy wdawała się w swoiste zawody z cenzorem tak, by przemycić jak najwięcej prawdy dla kumatego czytelnika.

Ba, w stanie wojennym wykształciliśmy „sprawność sapera” – otóż czytaliśmy z min. Konkretnych min, które stroił (niedo)rzecznik junty jaruzelowej Jerzy Urban podczas odpowiadania na pytania dziennikarzy podczas (wtorkowej chyba?) konferencji prasowej.

Niestety. Dzisiaj umiejętności takie odeszły w niebyt. Ba, co więcej – mamy do czynienia z nowym dziennikarstwem. Komercyjnym.

Generalnie polega to na pisaniu rzeczy, jakich od dziennikarza oczekują jego czytelnicy.

Czołówkę tego nurtu od lat stanowi Michalkiewicz, słynny ze szczucia na ofiarę pedofila w sutannie, za co zresztą przyszło mu zapłacić. Ale warto wspomnieć o Gadowskim czy też Leszku Szymowskim, tego od strzałów, którymi ruskie dobijały pod Smoleńskiem osoby, które przeżyły zamach 10 kwietnia 2010 roku. Można też wpiąć w to towarzystwo Wojciecha Sumlińskiego. Łączy ich jedno – piszą tak, by maksymalnie budzić zainteresowanie swoimi książkami, z wydawania których żyją.

Niewątpliwie jednak pierwszy z wymienionych, nestor Michalkiewicz (zwany też Stanisławem Dobrotliwym, polskojęzycznym Rosjaninem, a także wyrazami powszechnie uważanymi za obraźliwe), jest jednym z największych szkodników w dziejach myśli polskiej po 1989 roku.

Trudno dzisiaj odnaleźć polskojęzyczny portalik nurtu filoputinowsko-antysemickiego (przez autorów natomiast nazywany polskim i narodowym) bez choćby maleńkiego cytatu Miszcza.

Aktualnie furorę robi tekst zamieszczony przez starego Miszcza w Najwyższym Czasie; Michalkiewicz bezpardonowo (zdaniem proputinowskiej „narodwoej” szurii) zdemaskował knowania żydoPiS-u oraz zaprzedanie Polski Mossadowi. Poniżej dowód:

Spis powszechny. Co chcą wiedzieć?

Chodzi o to, że GUS niezwykle wnikliwie interesuje się stanem prawnym mieszkań i w ogóle nieruchomości. I tak, po kolei: tytuł prawny gospodarstwa domowego do zajmowanego mieszkania, rodzaj pomieszczeń mieszkalnych, stan zamieszkania mieszkania, własność mieszkania, liczba osób w mieszkaniu, powierzchnia użytkowa mieszkania, wyposażenie mieszkania w urządzenia techniczno-sanitarne, rodzaj stosowanego paliwa do ogrzewania mieszkania, tytuł prawny zamieszkiwania mieszkania przez gospodarstwo domowe, rodzaj budynku, w którym znajduje się mieszkanie, stan zamieszkania budynku, wyposażenie budynku w urządzenia techniczne, powierzchnia użytkowa mieszkań w budynku, liczba izb w budynku, własność budynku, liczba mieszkań w budynku i wreszcie – rok wybudowania budynku.

Z kolei inni obywatele są zaniepokojeni wnikliwymi pytaniami (…) o przynależność narodową lub etniczną, wyznanie czy język, w którym mieszkańcy posługują się „w kontaktach domowych”.

Wszystko to niby proste, chociaż w podejrzliwcach to właśnie wzbudza dodatkowe podejrzenia, tym bardziej że niektórzy pamiętają, co mówił Beniamin Disraeli: że są kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka. I oto pewien obywatel daje wyraz następującej wątpliwości: mieszka z rodzicami i jeśli każdy poda, że mieszkają z nim dwie osoby, to wtedy będzie ich sześcioro?

Bezpiecznie jak w Izraelu

Gwoli uspokojenia podejrzliwców GUS zapewnia, że wszystkie informacje będą objęte ochroną i powołuje się przy tym na faszystowskie przepisy RODO, które pozornie służą ochronie danych osobowych, ale tak naprawdę używane są do blokowania swobody wypowiedzi, czego doświadczyłem na własnej skórze.

Warto zwrócić uwagę, że to całe RODO zostało wprowadzone akurat w epoce totalnej inwigilacji – o czym mogliśmy przekonać się choćby na przykładzie pana Obajtka, którego rozmowy były podsłuchiwane w czasie, gdy nie tylko nie był prezesem PKN Orlen, ale nawet wójtem Pcimia!

W jaki sposób żydowska gazeta dla Polaków weszła w posiadanie tych nagrań mimo RODO? Wprawdzie operatorzy telefonii komórkowej muszą rejestrować wszystkie rozmowy, utrwalać je na elektronicznych nośnikach informacji, a następnie przechowywać w kancelarii tajnej pod nadzorem ubeka, to jest pardon – oczywiście pracownika posiadającego certyfikat dostępu do informacji niejawnych – oraz udostępniać je na żądanie tajnych służb, ale czy „Gazeta…” jest tajną służbą? A jeśli tak, to czy polską, czy może izraelską? Ładny interes!

Tak czy owak, skoro dziennikarze, mimo RODO, jakby nigdy nic drukują zapisy z podsłuchanych rozmów, to jakże mamy traktować zapewnienia, że informacje uzyskane przy okazji spisu zostaną utrzymane w tajemnicy? Jeśli bowiem nawet, to nie przed każdym.

Oto fragment rozmowy, jaką przy okazji spisu powszechnego w roku 2011 przeprowadziła pani Teresa Semik z „Dziennika Zachodniego” z panią Grażyną Witkowską, zastępczynią dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego w Katowicach.

Pani Semik pyta, czy to prawda, że dane ze spisu 2011 będą przechowywane w Izraelu – na co pani dyrektor odpowiada: Do dwóch lat pozostaną w Polsce, dopóki nie ogłosimy wszystkich wyników. Potem w formie zagregowanej przekażemy je Unii Europejskiej, a ona zdecydowała, że dane pozyskane we wszystkich krajach członkowskich będą przechowywane na serwerach w Izraelu– podał „Dziennik Zachodni” z 25 maja 2012 roku.

Ale skoro nasi generałowie, którzy coś tam na temat bezpieczeństwa naszego demokratycznego państwa prawnego muszą przecież wiedzieć, przechowują swoje oszczędności, jakie uzbierali sobie z pensyjek, na kontach w bankach szwajcarskich, to dlaczego dane uzyskane ze spisu nie mogą być przechowywane w Izraelu?

Przecież zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak obóz zdrady i zaprzaństwa przed Izraelem nie ma żadnych tajemnic. W przeciwnym razie pan redaktor Michnik sprawiłby, że popamiętaliby ruski miesiąc.

Stanisław Michalkiewicz

https://nczas.com/2021/05/08/w-owym-czasie-spis-powszechny-czyli-historia-zatacza-kolo/

Z oczywistych powodów nie podaję adresów portalików, gdzie powyższy tekst uchodzi za objawiony. 😉

Zwróćcie, szanowni państwo, uwagę na manipulację starego putinowca. Otóż za dowód swoich twierdzeń z 2021 roku przytacza fragment wywiadu z 2011 roku.

Co więcej, wystarczy zadać sobie ciut więcej trudu niż wymaga tego dłubanie w uchu i wyszukać odpowiedź na interpelację posła Wojciecha Szaramy nr 4894 z 2012 roku. Szarama zgłaszał wątpliwości te same, co żurnalistka Semik.

Ówczesny Prezes GUS Janusz Witkowski odpowiedział wyczerpująco na wątpliwości posła Szaramy, które po 9 latach powtarza red. Myszugene z Najwyższego Czasu:

Podkreślić należy, że nigdy nie zakładano przechowywania wyników spisu powszechnego poza granicami Polski. Nikt też takiej decyzji nie podjął. Wprost przeciwnie, wszystkie prace związane z przetwarzaniem i przechowywaniem wyników spisu zostały tak zorganizowane, aby nikt nieupoważniony (nie tylko za granicą, ale również w kraju) nie miał do danych spisowych dostępu. Zdziwienie budzi zatem fakt pojawienia się pogłosek o przechowywaniu wyników spisu poza granicami Polski, a nawet z konkretnym wskazaniem na państwo Izrael.

Polska, jak każdy członek UE, ma obowiązek przekazać do Eurostatu w określonym terminie wyniki spisu. Jednakże przekazywane one będą w formie odpersonalizowanych agregatów danych z całkowitą niemożnością identyfikacji podmiotów. Zatem również w tym przypadku zachowane zostaną zasady dotyczące przestrzegania tajemnicy statystycznej.

Z poważaniem

Prezes Głównego Urzędu Statystycznego

Janusz Witkowski

Warszawa, dnia 12 czerwca 2012 r.

Ale Michalkiewicz wie lepiej. Żydzi i żydoPiS zanim przeprowadzą ludobójstwo za pomocą zaczipowanych „szczypawek” (jak nazywa szczepionki inny świr antyszczepionkowy – doktor Hałabała) chcą wiedzieć dokładnie, jaki majątek zagarną.

Cała jego nadzieja w Putinie. A w Polsce w Braunie, JKM i jeszcze kilku innych świrach.

.

Pyrsk, dobrzy ludkowie!

.

11.05 2021

.

_________________________________

*meszugene (meschugener) – tak w języku jidysz określany był tzw. wariat (niekoniecznie chory psychicznie)

.