USA przestają być sojusznikiem, na którego można bezwarunkowo liczyć. Waszyngton coraz częściej traktuje sojusze jako instrument bieżącej gry politycznej. Jeśli interes Ameryki wymaga porozumienia z Moskwą, bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej może zejść na dalszy plan. Historia uczy, że o losie mniejszych państw wielokrotnie decydowano ponad ich głowami.

Ameryka prowadzi politykę dla Ameryki. Polska musi wreszcie nauczyć się prowadzić ją dla siebie.

Sama jednak nie ma wystarczającej siły, by stać się równorzędnym partnerem Waszyngtonu czy Pekinu. Dlatego potrzebujemy Międzymorza — bloku państw między Bałtykiem a Morzem Czarnym, z Polską i Rumunią jako strategicznym rdzeniem, państwami bałtyckimi oraz, w odpowiednich warunkach, niepodległą Ukrainą.

Z USA powinniśmy współpracować w dziedzinie bezpieczeństwa, a z Chinami rozwijać korzystne relacje gospodarcze. Bez naiwności, bez politycznej zależności i bez rozbijania jedności regionu.

Nie chodzi o zamianę amerykańskiego patrona na chińskiego. Chodzi o własną siłę militarną, gospodarczą i polityczną.

Niech Międzymorze stanie się blokiem, z którym trzeba się liczyć — a nie przestrzenią, o której przyszłości inni decydują bez nas.