Śledzę a czasem uczestniczę w fejzbukowych przepychankach zwolenników JOW z ich przeciwnikami. Dla poprawy samopoczucia nazywamy to dyskusją.
Im więcej tych „dysput” przerabiam, tym większa ogarnia mnie niechęć do tych pojedynków.
Świadomość, jak mało wiedzą i jedni i drudzy – optymizmem nie nastraja.
Jedni propagują, bo bardziej wierzą niż wiedzą, drudzy – krytykują, bo bardziej się boją, niż wiedzą.
Wniosek z tej obserwacji nieodkrywczy. Do książek! I jedni i drudzy. Ja – też. Są ulotki, broszury, plakaty… Ale to propaganda, nie edukacja. Obie strony sporu te same konstatacje postrzegają z dwóch biegunów. Jedni jako szanse, drudzy jako zagrożenie. Dochodzę więc do wniosku, że nie zawsze warto rozmawiać. Tak, nie warto. Nie warto dyskutować w zamkniętym gronie z tymi samymi rozmówcami. Rozejrzyjcie się – macie policzalną ilość oponentów, do tego grono „establiszmętu” politycznego i medialnego. Oni wierzą w swoje, niech więc pozostaną w swoich politycznych i redakcyjnych kapliczkach czcząc ordynację proporcjonalną. WoJOWnicy – na ulice. Są sondaże, które mówią, że ponad połowa Polaków nie rozumie istoty JOW. Trzeba więc zanieść im „dobrą nowinę”. Że to nieprawda. Że tak jak Molierowski Pan Jourdain – mówią prozą, tyle że, nie wiedząc, iż to proza właśnie. Bo przecież w swoim życiowym doświadczeniiu każdy z nas albo miał do czynienia z JOW, albo się z o głosowanie większościowe otarł. Kto z Was nie wybierał albo nie obserwował wyborów samorządu klasowego? Wrócę do tego za chwilę. Ale wcześniej podkreślę – warto samemu uzbroić się w proste argumenty i ciągle się dozbrajać. Prof. Przystawa i jego środowisko sporządziło katalog zalet; szczęśliwie – przeciwnicy tworzą katalog zagrożeń. Szczęśliwie, bo wskazują rafy i mielizny, które będzie można dzięki temu ominąć. Wracając do katalogu zalet-argumentów – nie ma sensu go teraz wymieniać. Należy zastanowić się, jak przełożyć je na konkret, który wskaże na ich praktyczną użyteczność.
Na przykład – zmiana „umocowania” posła z antyszambrownika na salonach prezesa w przedstawiciela środowisk lokalnych, u których ubiega się o poparcie. Nie wiem, czy ludzie wierzą w uczciwych polityków. Wiem, że ich oczekują. Mechanizmy kontroli w sposób istotny podnieść mogą u ludzi wiarę w siłę ich głosów. Pamiętajmy, że do zmiany jest Konstytucja, a w ślad za nią – ordynacja wyborcza. Tam dopiero zawarte zostaną szczegóły – rozwiązania, które pozwolą wykorzystać potencjał JOW i uniknąć zagrożeń – tych, które wskazują sceptycy lub przeciwnicy. Dyskusja o JOW odbywa się bowiem na dość ogólnym poziomie a warto wspomnieć mechanizmy – i upomnieć się o nie – kontroli deputowanego. Tak, by elektorat miał realny wpływ na rozliczanie posła – w skrajnych przypadkach też – mógł skrócić jego posłowanie. Nie ma sensu boksować się na portalach społecznościowych i komentować bzdur i coraz to innych wrzutek i prowokacji – chyba, że są to kłamstwa. Szkoda czasu i energii.
Internet już swoje wie. Internet już podjął decyzję – w pierwszej turze wyborów prezydenckich. A co grubsze przekłamania i plotki Pawel Kukiz komentuje i dementuje dość szybko i skutecznie. Do nas należy robota w regionach. A trzeba tłumaczyć efekty JOW na realia Elbląga, Pasłęka, Tarnowa Pogórnego, Konina czy Ustrzyk Górnych. Trzeba wykazać, co dla regionów, powiatów, każdego z 460 okręgów wyborczych znaczyć mogą JOW. Sposobów jest wiele. Najprościej – wskazać problemy i zaniedbania, z którymi boryka się region. Potem – znaleźć zagadnienie ponadlokalne, wokół którego powinni (i mogą) skupić się posłowie wybrani w JOW. To argument przeciwko ryzyku rozdrobnienia. Wspólne problemy – jednoczą. Koalicje problemowe, nie programowe, to sposób na poprawę funkcjonowania państwa a więc i jego naprawę. Można też mimochodem napomknąć, że te problemy narosły na skutek bezsilności parlamentarzystów dotychczas sprawujących mandaty… :-).
Kolejna rzecz – wskazywanie owych problemów… Nie może odbywać się arbitralnie. Tak naprawdę – należałoby poprosić o współpracę przedstawicieli różnych środowisk i ich o to pytać, ich postulaty zbierać. Suma takiej wiedzy stanie się podstawą przyszłych działań parlamentu. Parafrazując Jedno z haseł PO – nie piszmy programów – rozwiązujmy problemy.
To tyle jeśli chodzi o bieżącą refleksję.
Teraz propozycja konkretnych działań w kampanii.
Wspominałem, że mamy doświadczenie z wyborami większościowymi. Mój pomysł jest prosty, ale jak sądzę – skuteczny. Jeśli macie znajomych dyrektorów szkół średnich – umawiajcie się na pierwszy tydzień września – przed referendum – na lekcje WOS.
Chodzi o to, by przeprowadzić z młodzieżą symulację wyborów w dwóch ordynacjach. Tak, by pokazać różnice między nimi. Nie ma to nic współnego z polityczną agitacją, więc nie powinniście mieć kłopotów, wiem to, bo sam jestem po kilku rozmowach z dyrektorami. I mam taką zgodę.
A niebawem zamieszczę rodzaj konspektu takiej lekcji.
No a co do września? Trzeba wyjść na ulicę. Plakatować, rozkładać ulotki, zaciekawiać a ciekawskich – informować. Szansą są nieprzekonani. Nie przekonujmy przeciwników, oni wierzą w swoje. Grunt, żeby poszli do referendum. Oni zrobą frekwencję, woJOWnicy – wynik!