Jednym z bohaterów mediów, niekoniecznie pozytywnym stał się dr hab., profesor uczelniany Przemysław Czarnek. Dzięki swojemu zapleczu politycznemu został szefem megaministerstwa oświaty i nauki. Polityk od szeroko rozumianej „edukacji”, to wychowanek KUL-u, swego czasu – co najmniej w dobie pisania habilitacji, reform Leszka Balcerowicza, co jest o tyle ciekawe, ponieważ jego obóz polityczny odżegnuje się od liberalizmu. Ale to nie jest najważniejsze.

„Bohaterem” stal się poprzez swoje różnorakie wypowiedzi – często pełne jadu wobec kobiet, które miały rodzić dzieci zamiast się kształcić (wg niego to ich „naturalna” misja życiowa) i pracować, albo mniejszości seksualnych, odmawiając tym chłopakom czy dziewczynom, co kochają inaczej, człowieczeństwa. Ów były wojewoda lubelski, związany swego czasu z inną z byłą „gwiazdą” na polskim politycznym firmamencie, burmistrz Brzeszcz i wskazaną przez „Naczelnika” ż Żoliborza na premiera – Beatą Szydło.

Niektórzy twierdzą, że to tylko słowa, że warto dać człowiekowi szansę. Na słowach jednak ten człowiek nie skończył. Podczas swego urzędowania, w Lublinie pokazał, że może szkodzić i wygrażać. Przykładem i faktem jest sprawa historyka dr Grzegorza Kuprianowicza, reprezentanta ukraińskiej mniejszości.

Czym naraził się ów badacz?

Przypomniał nieco wstydliwe wydarzenie, które miało miejsce w marcu 1944 roku, gdy oddziały AK i BCh przeprowadziły akcję odwetową we wsi zdominowanej przez Ukraińców – Sahryń k. Hrubieszowa, w odwecie za działania banderowców. Zginęły tam kobiety i dzieci, co miało zastraszyć Ukraińców. Tak – była wojna, przeciwnik nie przebierał w środkach, ale jeśli słusznie krytykujemy zbrodnie jakich potrafiła dopuścić się UPA, to miejmy odwagę powiedzieć, że i my czasem ich dokonywaliśmy. Jednak dla Czarnka przypomnienie smutnego faktu mieści się w tzw. filozofii i polityce „wstydu”, z którą zapowiada walkę w swym resorcie. Zaczął nękanie dr Kuprianowicza po sądach, a że te są nierychliwe, no to rzecz trwa.

Napisano już tysiące słów, że nominacja medialnego polityka, motywowanego ideologicznie (?- sorry nie mamy pewności, czy też nie oportunisty), jest efektem wewnętrznych tarć w łonie tzw. Zjednoczonej Prawicy. Istniała akurat potrzeba na kogoś wyrazistego i taki się znalazł, a Żoliborz nie raz pokazał, że lubi się drażnić z opinią publiczną i chyba nawet go „jara” i „pasi”, krytyka – lubi forsować swoje plany, czasem fantasmagoria, stosując taktykę „ani kroku wstecz”. Dlaczego jednak za to płacić mają dzieciaki, młodzież studencka i polska humanistyka, którą zamierza Czarnek – „znacjonalizować”? Podobnie z umysłami młodych ludzi – którzy wg. Czarnka i jego ludzi  ulegli ponoć satanizmowi. Jego doradcy wręcz twierdzą, że ci młodzi ludzie na ulicach, to nie Polacy… Można zatem zapytać publicznie – skąd tylu cudzoziemców w Polsce? Przecież PIS obiecał powstrzymać napływ imigrantów…  A propos, przecież my pozostali reprezentujemy zgniłą, zdegenerowaną część narodu

O tempora, o mores!

Fot. scren z FB/Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Autor: Długi John