Prokuratura zaskoczona decyzją oskarżyciela posiłkowego. W tle sprawy pojawia się prawnik ministra Ziobry. Firma zawarła już ugodę z jednym z oskarżonych.

O sprawie zrobiło się głośno, kiedy we wrześniu 2020 roku zatrzymano byłego dziennikarza, a obecnie prawnika Pawła Mitera pod zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Sprawa była szeroko komentowana. 

Wczoraj w tej głośnej sprawie przed poznańskim sądem okręgowym ruszył proces. Istotne, na co wskazują już komentatorzy i niektóre media, sędzia Tomasz Borowczak po wnioskach obrońcy Mitera dr Karola Rusina o zdjęcie z jego klienta tajemnicy, wskazał wyraźnie, że obecne na sali media powinny pamiętać o domniemaniu niewinności oskarżonych. To rzadkość, bo zdaniem komentatorów sędziowie nie kierują takich próśb do dziennikarzy relacjonujących procesy. Rodzą się zatem pytania, czy to przypadek?

O sprawie opinia publiczna do tej pory informowana była tylko przez media rządowe, a komunikaty, które się pojawiały opierały się tylko na stanowisku prokuratury. Pojawiały się nawet opinie, że Mlekovita jako firma wspierająca rządowe gale może liczyć w tej sprawie na nadzwyczajne działania służb i prokuratury.

Do tej pory przekaz był taki, że to Mlekovita padła ofiarą szantażu. Ale wczoraj okazało się, że to oskarżeni mogli paść ofiarami spisku i fałszywych pomówień. Na trwającej ponad 5 godzin rozprawie okazało się, że prokuratura nie dysponuje żadnym materiałem dowodowym potwierdzającym, że doszło do szantażu. Są tylko zeznania rzeczniczki firmy Adrianny Sapińskiej i jej prezesa Dariusza Spińskiego nie poparte żadnymi dowodami. Pojawiło się w związku z tym więcej pytań niż odpowiedzi. Obecni na sali dziennikarze byli zdziwieni.

Po wczorajszej rozprawie i wyjaśnieniach oskarżonych prokurator Łuaksz Stanke nie był tak chętny do rozmowy z mediami, jak w czasie zatrzymania Mitera. 

To co budzi największe kontrowersje w sprawie, to fakt, że Mlekovita najprawdopodobniej stworzyła sama spisek w momencie, kiedy nie doszło do porozumienia ugody z pracownikiem, który dziś zasiada na ławie oskarżonych Przemysławem S. To on miał zgłosić się do prawnika Marcina O. z prośbą o pomoc, był w pracy źle traktowany i przymuszany do antydatowania produktów, miał konflikt z Ewą K., która dokonywała w firmie zmiany etykiet i dat na produktach. Pracownik ten miał zgrać wewnętrzny monitoring firmy a także inne materiały i zanieść je do leszczyńskiej kancelarii. Ta z kolei skontaktowała się z Miterem, prawnik Marcin O. był kolegą Pawła Mitera ze studiów, które razem kończyli. Miter współpracujący wtedy z Gazetą Finansową zainteresował się tematem.

Zainteresowanie Mitera sprawą spowodować miało panikę Mlekovity według zeznań na wczorajszej rozprawie. Wtedy to miały paść propozycje podpisania ugody. Zdaniem oskarżonych ugoda dotyczyć miała zwolnienia Przemysława O. z pracy, ale, dla szefostwa Mlekvity ważne było to, aby temat nie został opisany przez media i Mitera. Rozpoczęły się negocjacje. Mlekovita zabiegała o spotkanie w kancelarii Marcina O. Padały propozycje finansowe w zamian za milczenie, a zdaniem prawnika Marcina O. ugoda miała dotyczyć sprawy Przemysława S. zwolnionego i pomówionego pracownika, bo Mlekovita naruszyła dobra osobiste i nie tylko Przemysława S. 

Padać miały różne propozycje, jak ta, którą wczoraj ujawniono przed poznańskim sądem, że prezes Mlekovity na spotkaniu w kancelarii zaproponował zwolnionemu pracownikowi Przemysławowi S. przeniesienie go wraz z rodzina do innego miasta łącznie z zapewnieniem mu domu, propozycja dotyczyła okolic Zakopanego. 

W momencie, kiedy nie doszło do zawarcia porozumienia, Mlekovita miała zgłosić do prokuratury fakt, że jest szantażowana, w tym momencie  w sprawie pojawia się Maciej Zaborowski, znany adwokat i jak relacjonują media kolega ministra Zbigniewa Ziobry. I nagle w sprawie zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Z relacji oskarżonych wynika, że nagle pojawia się CBŚP, które pozwala ukryć nagrania w śmietniku. Przemysław O. zeznający przed sądem wskazał, że służby weszły do kancelarii Marcina O. w czasie, kiedy był u niego na rozmowie w tej sprawie. Były to pierwsze działania z października 2019 r.

Służbom i prokuraturze nie udało się wtedy przejąć nagrań wskazujących na antydatowanie produktów. 

Prokuratura bardzo szybko umorzyła wątek dotyczący przebijania dat, ale zmieniła kwalifikacje prawną postępowania na działanie zorganizowanej grupy i szantażu. We wrześniu 2020 r. dokonuje zatrzymania prawników Pawła Mitera, Marcina O. i dwóch pracowników Mlekovity Zuzanny C. I Przemysława O. 

Miterowi służby przeszukują dwukrotnie wrocławskie mieszkanie w tym jedno przeszukanie odbywa się w godzinach nocnych, zdaniem Mitera służby szukały nie tylko taśm Mlekovity, interesowały ich też inne kwestie związane z jego pracą. Prokuratura usilnie chce aresztu dla Mitera, ale nie godzi się na to sąd. Co istotne sąd poznański nie zgodził się na areszt dla żadnego członka tej rzekomo zorganizowanej grupy przestępczej. Wtedy już pojawiają się poważne wątpliwości, czy prokuratura prowadzi tę sprawę rzetelnie. Sytuacje w których sąd nie stosuje aresztu przy tak poważnej kwalifikacji są rzadkością. Są to pierwsze oznaki tego, że prokuratura nie ma dowodów na zarzucane czyny. 

Wczoraj Zuzanna C. składając wyjaśnienia obaliła w dużej części oskarżenie prokuratury wskazując na to, ze to sam prezes Mlekovity namawiał ja do kontaktów z prawnikami Marcinem O. i Pawłem Miterem. To ją też, jak zeznała wysyłał na spotkania ze zwolnionym pracownikiem, aby wybadała, czy będzie skory do podpisania ugody i zawarcia porozumienia i wyciszenia sprawy zamian za okręcona sumę pieniędzy. Jak zaznaczyła, nie wiedziała do końca o jaką sprawę chodzi, wszystko w firmie owiane było tajemnicą. W tej sprawie zdaniem obrony utrwalone zostało nagranie, ale prokuratura nie dysponuje tym materiałem, jest ono niejako potwierdzeniem, że to Mlekovita ukuła spisek przeciwko zwolnionemu pracownikowi, który nie chciał zgodzić się na warunki pisemnej ugody proponowanej przez Mlekovitę.  

Bezpośrednio po tych zeznaniach prawnicy Mlekovity występujący w sprawie jako oskarżyciele posiłkowi prokuratury wycofali się z bycia oskarżycielami posiłkowymi. Jednocześnie złożona została oskarżonym na piśmie oferta mediacyjna z którą Mlekovita zamierza wystąpić. 

Zdaniem obrońców to, co się wydarzyło jest ogromnym zaskoczeniem i nie spotkali się jak dotąd z czymś takim w procesie karnym. Adwokat Paweł Grondal, broniący Przemysława S. po wyjściu z rozprawy stwierdzi „z czymś takim się jeszcze nigdy nie spotkałem” –  dodał też, że jego klient jest otwarty na rozmowy.

Obrońca Mitera, dr Karol Rusin także wstępnie wyraził wolę do zawarcia porozumienia zaznaczając jednak straty swojego klienta za fałszywe oskarżenia. 

Ale co interesujące na wczorajszej rozprawie okazało się, że Mlekovita zawarła już jedną ugodę z Przemysałwem S. w marcu tego roku. Nie wiadomo do końca, co zawarto w jej treści, nie udostępniono tego mediom. Powstaje zatem pytanie, dlaczego Mlekovita chce podpisać porozumienia i ugody z osobami, które ją rzekomo szantażowały? 

– Ja idę po pełne uniewinnienie od zarzutów. Dysponuję obszernym materiałem dowodowym, wskazującym, że Mlekovita ukartowała przeciwko nam spisek, że Ewa K. jest pod specjalna ochroną do dziś w firmie, a to ona odpowiada za to, co się wydarzyło tam – mówi nam Miter, ale ostateczną decyzję podejmie po analizie wniosku Mlekovity ze swoim obrońcą.

Pytany, czy zamierza pozwać Mlekovitę za fałszywe oskarżenie, powiedział, że tak, w sytuacji uniewinnienia zamierza wystąpić z powództwem cywilnym wobec Mlekovity i być może także Skarbu Państwa. – Zatrzymano mnie, organy państwowe złamały wszelkie rygory i wymogi proceduralne w tej sprawie, prokurator prowadził grę, śledztwo prowadzono tak, aby zamieść wątek 306 kk pod dywan, chciano mnie wtrącić do aresztu wydobywczego, chciano mnie złamać, dwukrotnie przeszukiwano mi mieszkanie, medialnie zaszczuto w rządowych mediach, pomawiano, zastraszano pozwami i pismami z kancelarii Macieja Zaborowskiego kolegi ministra Ziobry, naruszono moje dobra osobiste i odbudowywaną latami reputację, dziś ponoszę koszty prawne tej całej sytuacji i nie tylko, nie zamierzam poprzestać się słowie „przepraszam” od Mlekovity. Ja rozumiem i szanuję intencje prezesa Mlekovity Dariusza Spińskiego, ale za dużo się wydarzyło w sprawie i to ma dziś swoją cenę, winni tego poniosą odpowiedzialność bez względu, czy zawarte zostanie porozumienie  – kwituje Miter. 

Sędzia mimo, że był zaskoczony decyzją Mlekovity wyznaczył kolejną sprawę na listopad. Prokurator jest także zaskoczony decyzją Mlekovity, ale w rozmowie z PAP utrzymuje, że oskarżenie w jego ocenie na chwilę obecną jest dalej w toku. 

Miter uważa, że prokurator, aby wyjść z tej sprawy z twarzą powinien ją wycofać z sądu. Nie wykluczone, że tak się stanie, jeśli do sprawy zostanie złożony materiał dowodowy mogący świadczyć o konieczności podjęcia na nowo umorzonego wątku przebijania dat i art. 306 kk. Obrońcy oskarżonych to zapowiedzieli. Można wnioskować, że stanie się to, jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia Mlekovity z Pawłem Miterem, Marcinem O. Przemysławem. S. oraz Zuzanną C. Prokurator Stanke po sprawie w wypowiedzi dla PAP już asekurował się tłumaczeniem, że nie miał wiedzy o materiale dowodowym, na jaki wskazują obrońcy oskarżonych, zatem można przypuszczać, że jeśli nagrania trafią do akt sprawy, to prokurator będzie musiał podjąć na nowo umorzone śledztwo.