Na Podkarpaciu zginęła kobieta zagryziona przez niedźwiedzia. Pogłowie tego gatunku, tak jak pogłowie wilków, żubrów czy łosi wymknęło się w Polsce spod kontroli i od dawna napływały w tej sprawie sygnały alarmowe, zgłaszane przez takie osoby jak np. poseł Andrzej Zapałowski.
Bicie na alarm w tej sprawie spotyka się niestety z histerią i agresją. Owa histeria, agresja i stojący za nimi zielony fanatyzm, blokujący należytą regulację populacji niektórych gatunków dzikich zwierząt w Polsce, są pośrednimi przyczynami tragicznej śmierci kobiety. Tyle jeśli chodzi o fakty.
A teraz o ideologii. Wszyscy z zaciekawieniem oglądamy zdjęcia i nagrania jeleni chodzących po Zakopanem, dzików buszujących w Warszawie czy Gdyni, żubrów tratujących podlaskie pola, wilków i niedźwiedzi przechadzających się po ulicach podkarpackich miejscowości.
Zaobserwowałem przy tym pewną prawidłowość. Im kto dalej się od codziennego kontaktu z przyrodą wychowywał czy żyje, ten często z większym fanatyzmem do tematu podchodzi. Ja, podobnie jak wiele osób wychowanych na wsi, kocham przyrodę, tęsknię za nią żyjąc na co dzień w mieście, staram się mieć z nią kontakt gdy tylko można.
Wiele osób żyjących na prowincji ma do natury bardzo zdrowy stosunek, wynikający z życiowej praktyki. Wie, że zjawiska przyrodnicze i zwierzęta, zwłaszcza dzikie, to nie igraszka. Trzeba je kochać, umieć z nimi współistnieć ale też umieć je okiełznać kiedy zaczynają zagrażać człowiekowi. Taka postawa rodzi się z żywego doświadczenia.
Jest jednak w Polsce rosnącą grupa osób, która nie kocha przyrody tylko, chyba z braku innej koncepcji religijnej, wyznaje kult przyrody. Są ludzie głęboko sfanatyzowani na tym punkcie, a spora część tych fanatyków żyje w miastach, nie mając doświadczenia codziennego, żywego kontaktu z przyrodą i posiadając jej zniekształcony, wyidealizowany oraz zideologizowany obraz.
Fanatycy stawiają dziś w środku miasta tabliczki ku czci zlikwidowanych przez służby dzików a zarazem są w stanie zabitej przez niedźwiedzia kobiecie przypisać winę za „wypadek”. Jak „śmiała” wejść do lasu, zresztą lasu znajdującego się blisko miejscowości i ludzkich osiedli. Tych osiedli i miejscowości, do których nadmiernie rozmnożone dzikie zwierzęta zaczęły w ostatnich latach masowo zaglądać.
Bo też powiedzmy sobie jasno, wbrew zielonej propagandzie – to nie jest tak, że „człowiek coraz bardziej narusza przestrzeń przyrodniczą”. Nie w Polsce. W naszym kraju nieustannie rośnie stopień zalesienia i nasycenia terenów leśnych wieloma gatunkami dzikich zwierząt. Ludzi w Polsce akurat ubywa, nasza populacja, właściwie chyba jako jedynego, dużego ssaka, kurczy się systematycznie między Odrą a Bugiem.
Jeśli nie ograniczymy w Polsce wpływów fanatyków i nie zaczniemy regulować na serio rosnących populacji dzikich zwierząt, będzie dochodziło do kolejnych tragedii. Nie tylko na Podkarpaciu i nie tylko związanych z drapieżnikami. Spłoszony łoś czy jeleń może wziąć przypadkowego przechodnia na rogi i rozpruć mu brzuch a niewinnie wyglądający dzik potrafi z łatwością rozorać np. tętnicę w nodze.
Człowiek jest koroną stworzenia. Powinien przyrodę kochać i otaczać opieką. Ale nie możemy, niczym ludzie jaskiniowi, przed nią nieustanie drżeć. Ochrona środowiska powinna być w rękach ludzi rozumiejących i kochających naturę, nie sfanatyzowanych ideologów.
PS. Z myśliwymi i regulacją populacji dzikich zwierząt jest jak z ludźmi naprawiającymi drogi. Mnóstwo osób jest wkurzonych jak muszą robić objazd albo stać w korku bo gdzieś drogowcy kładą nawierzchnię albo łatają dziury. Ale po dwóch-trzech latach bez ani jednej naprawy na drodze czy nowej nawierzchni większość Polaków na kolanach błagałoby ich o powrót do pracy.
Podobnie z odstrzałem prowadzonym przez myśliwych. Fanatycy lamentują nad każdą, padłą sztuką dzikiej zwierzyny i mają dużą publikę, która im klaszcze ale… gdyby myśliwi na kilka lat zaprzestali regulowania populacji to ta sama publika błagałaby ich o powrót do odstrzału. Bardzo wielu ludzi ma generalny problem z wyobraźnią i zdolnością do oceny zjawisk przekraczających ich jednostkowe doświadczenie.
Fot. Pexeles.com
Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.
Zostaw komentarz