Byli młodzi, pogodni, uśmiechnięci. Gdyby nie język, w którym się porozumiewali, białoruski, nikt by nie pomyślał, że to Białorusini. Zza żelaznej kurtyny, gdzie twardą ręką rządzi kołchozowy satrapa. Poza tym, Europejczycy, z zachodniej części Europy, mają duży problem z rozróżnianiem języków słowiańskich.
Spotkaliśmy się na przystanku przy ogromnym outlecie położonym 50 km od Katanii, na Sycylii. Pierwszy zagaił rozmowę chłopak, w wieku – na oko – nieco ponad 20 lat. Nieporadną angielszczyzną spytał kiedy przyjedzie autobus do Katanii bo nie kupili wcześniej powrotnego i bał się, że może ich nie zabrać. Uspokoiłem go, że będzie prawdopodobnie pusty i kupnem biletów nie będzie problemu. Kiedy jego towarzyszka wtrąciła się do rozmowy w ojczystym języku zorientowałem się, że pochodzą z Białorusi. Te kilka słów zapamiętanych ze współpracy z kolegami z redakcji białoruskiej Biełsatu mi to umożliwiło. Oboje byli objuczeni pakunkami. Kartonami z addidasam. Torbami reklamowymi z dżinsami, T-shiratmi. Jak ja z żoną przyjechali do outeletu po zakupy bo tam znacznie taniej.
Igor , tak miał na imię chłopak, pochodził z Grodna i na stałe pracuje we Wrocławiu, w firmie z branży IT. Ma w Polsce kartę stałego pobytu i nie ma problemów z podróżowaniem po Europie. Dasza, pochodziła z Mińska gdzie pracuje na stałe w firmie logistyczno – spedytorskiej i dlatego także miała wizę Schengen. Byłem wręcz zauroczony ich radością z udanych zakupów. Cieszyli się jak ich rówieśnicy z dowolnego kraju w Europie Zachodniej. Jak wyjaśniła mi Dasza, po wprowadzeniu przez UE sankcji na Białoruś po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborów, para dobrych butów sportowych kosztuje w ich kraju kilkukrotnie więcej jak we Włoszech. Dlatego kupiła też parę dla młodszego brata, a dla rodziców, swetry. Sama dobrze zarabia na Białorusi. Przeciętnie ok. 800 euro, ale bywają miesiące gdzie wraz z premiami, jej miesięczne zarobki dochodzą nawet do 1200. To kilkukrotnie więcej jak średnia pensja na Białorusi. Paradoksalnie „zawdzięcza” je sankcjom dotyczącym przewozu towarów na i przez Białoruś. Jest więcej biurokracji i papierkowej roboty, co znacznie zwiększyło koszty transportu, ale też i zyski białoruskich firm zajmujących się spedycją. Nie narzeka więc na brak pieniędzy, ale jak się wyraziła – na duszność panującą na Białorusi. Kiedy spytałem co ma na myśli, odpowiedziała, że „tam nie ma czym oddychać, nie ma wolności, wielu się boi bo kary za wymyślne prze Łukasznkę „przestępstwa” są coraz wyższe. Do aresztu można trafić nawet za wpis w mediach społecznościowych lub udostępnienie w nich np. informacji o wojnie na Ukrainie krytykującej Rosję. Coraz więcej ludzi zamka się w kręgu swoich rodzin. Nawet ze znajomymi nie rozmawiają o polityce, bo jest niestety wielu donosicieli. Młodzi marzą o wyjeździe z kraju. Na Zachód. Wielu już to zrobiło. Kilka koleżanek Daszy pracuje już w Polsce. Inne, w Irlandii, Belgii czy Niemczech. „To smutne, bo jak tak będzie dłużej, z kraju wyjedzie większość młodych, zdolnych ludzi, a to oni będę potrzebni krajowi kiedy nadejdzie wreszcie wolność” – dodała smutno. Igor był bardziej małomówny od Daszy. Może z powodu bariery językowej. Dasza więc tłumaczyła na angielski jego słowa. Z pobytu w Polsce jest bardzo zadowolony. Ma dobrą pracę, fajnych kolegów, z którymi chodzi na piwo. Nie odczuwa żadnego dystansu z ich strony. Żadnych barier. Niekiedy w tramwaju zdarza mu się usłyszeć jakiś negatywny, polski komentarz, ale coraz rzadziej – jak przyznał. Chciałby kiedyś wrócić na Białoruś, ale na razie, dopóki rządzi Łukaszenka, nie jest to możliwe. Na koniec naszej rozmowy zapytałem, jak według nich, skończy się wojna na Ukrainie. Igor odparł, że na jej początku myślał, że zwycięży Rosja, ale po ostatnich jej porażkach, wierzy w zwycięstwo Ukrainy. „Bo nie może być inaczej, zasłużyli na to „ –podkreślił.
Już na miejscu, na dworcu autobusowym w Katanii pożegnaliśmy się. Życzyłem im wolności, której tak bardzo pragną dla siebie i swojej ojczyzny. Jeszcze długo na nich patrzyłem jak odchodzili. Młodzi, piękni, pełni nadziei.
Artykuł pierwotnie opublikowano na Belsat.eu
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz