Kontemplacyjny pobyt w średniowiecznych murach tynieckiego opactwa zaowocował głębokimi przemyśleniami, a także nostalgią wspomnień sprzed 55 lat, gdy przed autorem niniejszego felietonu ukazały się po raz pierwszy w życiu ówczesne ruiny klasztorne obmywane zakolem Wisły.
Poza wszelką dyskusją oraz oczywistą oczywistością pozostaje fakt, że ten najstarszy na ziemiach RP klasztor jest znamiennie alokowany na wapiennym wzgórzu charakteryzując się przy tym posiadaniem pierwiastka genius loci, czyli miejsca pozytywnie ubogaconego. Monastyczne mury opactwa od wiek wieków przyciągały rzesze pątników, a także turystów pragnących podziwiać ten jakże urokliwy zakątek. Niczym dziwnym są aktualnie turystyczne odwiedziny z egzotycznych, dalekich krajów jak np. z Japonii, bowiem rysy facjat ich obywateli są natychmiast zauważalne. Wszechobecny internet pozwala nie tylko wirtualnie umożliwić zwiedzanie atrakcyjnych, popularnych miejsc, ale także pełni rolę swoistego turystycznego magnesu, aby planując zwiedzanie znanej na całym świecie bywszej stolicy TEGOKRAJU Krakowa zahaczyć o pobliski Tyniec. Zapewne nikt nie żałował takiego wyboru, a wielu po pewnym czasie dokonuje powrotnych odwiedzin. Oprócz zachwytów nad architektonicznymi rozwiązaniami budowli usytuowanej na klasztornym wzgórzu doznać można wysublimowanych, niepowtarzalnych, spirytualnych przeżyć. Chwatit, to po prostu należy samemu doświadczyć i co oczywiste stosownie się do takowych przeżyć ustosunkować.
Duchowość w sposób oczywisty immanentnie związana jest z osobistą potrzebą kontaktu odnoszącego się do sfery przeżywania, a w konsekwencji do autentycznego uświadomienia sobie tego przeżycia. Nie ogranicza się ona wyłącznie do sfery religijności. Stanowi jednak o dalece idącej ważkości tego elementu człeczego żywota wpływając znacząco na jego takie, a nie inne postępowanie. Pierwiastki co nieco filozoficzne korelujące się z doznaną klasztorną kontemplacją zostały ujęte w felietonie z dnia 22 bm pt. MODUS VIVENDI. Prezentowany obecnie felieton jest logiczną jego kontynuacją, albowiem przedstawiając uprzednio tzw. sposób na życie z koherentnymi w tym względzie odnośnikami aktualnie odnosi się człeczych wariantów postępowania związanych z jego egzystencją. Zasadną jest konstatacja, że poprzez wielowiekowe doświadczenia cywilizacyjne wykształcone zostały fundamentalne zasady postępowań i zachowań odnoszących się do wszelakich rodzajów okoliczności. Ta empiria zaskutkowała m.in. wypracowaniem kanonów socjologicznych pozwalających na prawie dowolne kształtowanie odbioru społecznego ukierunkowanych w sposób zgodny z oczekiwaniami kreatora takowych zachowań. W antycznych realiach Imperium Romanum skierowanie kciuka spektatora gladiatorskich walk w górę lub w dół przesądzało o życiu bądź śmierci uczestnika takowych igrzysk. Rzecz jasna pro forma takowy werdykt spektatorski wydawał ostatecznie imperator jako depozytariusz omnipotencyjnej władzy sprawowanej dla dobra ludu rzymskiego. Do rzadkości należało zaliczyć sprzeczność zapadłej przez vox populi w tymże zakresie decyzji z ostatecznym imperatorskim wyrokiem.
Zdefiniowanie człeczej istoty jako homo sapiens, czyli jako stworzenia myślącego w sposób jednoznaczny zaakcentowało tenże wymiar myślenia jako wysokiej rangi atut pozwalający człowiekowi na coraz doskonalszą egzystencję na planecie Ziemia. Zbędnym jest przypominanie historii dokonań w dziedzinie wynalazczej, czy też związanej z architekturą, a szerzej rzecz ujmując z budownictwem aż do dzisiejszych czasów bowiem jest to problematyka powszechnie znana. Podporządkowując sobie świat w różnych jego aspektach człowiek zmuszony został do stosowania różnorakich środków i metod postępowania, aby osiągnąć taki status cywilizacyjny jaki aktualnie możemy naszym wzrokiem i umysłem ogarnąć. To po prostu rezultat wielowiekowej empirii pozwalający ludzkości pewne sposoby jej funkcjonowania rozwijać, ugruntowywać, a nawet ulepszać, względnie gdy przynoszą negatywne efekty takowe nieskuteczne sposoby i metody realizacji wyznaczonych celów z całą premedytacją odrzucać.
Rozwijając felietonowe meritum podnieść należy podnieść, że modus operandi oznacza pojęcie występujące przede wszystkim w zakresie kryminalistyki opisując charakterystyczny i częstokroć repetycyjny czyli powtarzalny sposób zachowania się sprawcy czynu zabronionego, kształtujący jego indywidualne cechy oraz potencjalne sprawcze możliwości. Policje na całym świecie wykorzystują takowe kompendium w postaci zarejestrowanych faktów modus operandi; co pozwala zawęzić krąg osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa, a nawet niektóre z tego kręgu wyeliminować. To paralelnie rzecz ujmując swoisty odcisk linii papilarnych. To odniesienie się „kryminalistyczne” jest niezbędne, aby P.T. Czytelnikom przybliżyć tytułową kwintesencję, albowiem w rzeczywistości odnosi się ona do sensu largo kryminalistyki.
Absolutnie jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby sukursywnie problematykę wyboru konkretnych sposobów człeczego postępowania zaimplementować do rozważań związanych ze stosunkami społeczno-politycznymi.
Każdy z nas od dzieciństwa poczynając doświadczył na sobie, podobnie jak i jego otoczenie różnorakich sposobów oddziaływania zarówno rodziców, pedagogów, żony (męża), przełożonych w pracy, czy też znajomków, przyjaciół na przebieg codziennych czynności częstokroć realizowanych w formule automatyzmu. W przestrzeni temporalnej takowy sposób oddziaływania kojarzyć się musi wręcz z arsenałem różnego rodzaju sposobów, czy też środków oddziaływania na drugiego człowieka. Właściwy dobór tych sposobów czy też środków uzależniony jest rzecz jasna od stosownych predyspozycji jakimi wykazuje się obiekt człeczy mający podlegać skutecznemu oddziaływaniu. Konieczny jest zatem swoisty rekonesans, czyli podjęcie czynności mogących przybliżyć indywidualny kościec moralny danego osobnika uwzględniający kompleksowo spectrum jego wad i zalet. To właśnie w oparciu o takową wiedzę można zastosować najbardziej adekwatne środki oddziaływania, czy też opracowaną strategię celem uzyskania jak największego pozytywnego wpływu na osobę, która stała się wyznaczonym celem do oddziaływania. Najbardziej prozaiczną metodą oddziaływania z bardzo często pozytywnym skutkiem jest metoda kija i marchewki. Koreluje wręcz nieodmiennie ze słynnym odruchem Pawłowa pozwalając na uskutecznienie swoistej tresury, a tym samym na spełnienie oczekiwanych postaw. Nie bez kozery zatem winniśmy przywołać na tęże okoliczność długoletnie oddziaływanie takowych mendialnych szczujni głównego ścieku jakim od swego zaistnienia stała się i ustawicznie bywa gufniana gazeta pod naczalstwem Adasia Szechtera, czyli braciszka bandyty sądowego Stefana Michnika. Dzielnie temu szmatławcowi dotrzymuje kroku żydowsko-esbecka telewizornia funkcjonująca pod kryptonimem TEFAŁEN. Te przykładowe li tylko szczujnie wyhodowały sobie szczególną człeczą rasę zasadnie definiowaną jako zastęp polactwa. Polactwo zakwitło już ponad 30 lat temu dając ewidentny dowód swojego zaistnienia głosując na jako kandydata na prezydencki stolec zwanego człowiekiem znikąd względnie z czarną teczką czyli Stana Tymińskiego. Dalszy rozwój i elektorskie wybory polactwa skoncentrowały się na takowych cynicznych, złajdaczonych kreaturach tego typu jak: PALIGŁUP, PETRESCU, a przede wszystkim PINOKIO DONALDINO zwany także Hyrzym Rujem. Obecnie do takowej elyty dołączył płaczliwy Kotłownia, sorry – Hołownia.
Wszyscy oni uskuteczniają i udoskonalają metodę kija i marchewki celem wykształcenia w swoim elektoracie automatycznej, bezrefleksyjnej akceptacji nawet najbardziej nieprawdopodobnych łgarstw, przeinaczeń i informacji całkowicie rozmijających się z rzeczywistością jak np. o rtęci, o niepodnoszeniu przez PEŁO wieku emerytalnego, wprowadzaniu przez Kopaczkę 500+, braku gazu w gazociągu z Norwegii, braku węgla, prądu i horrendalnych cenach benzyny etc…
Matołków, półgłówków, debili, osobników (czek) o zaburzonej percepcji rzeczywistości wszak nie sieją, bowiem sami się rodzą, a Konstytucja RP absolutnie nie zabrania przynależności do tego typu osobowości.
Tego typu osobowościom jako ewidentny imperatyw kategoryczny bezwzględnie należy wbić do ich czerepów niepodważalny, a funkcjonujący fakt, że :
gdy ktokolwiek oszuka ciebie choćby raz – to w sposób oczywisty i zasadny należy nazwać go po prostu zwykłym oszustem. Natomiast, gdy tenże sam osobnik dokona wobec ciebie wtórnego oszustwa to……. Twoja osoba prawidłowo winna zostać zdefiniowana jako skończonego durnia, kretyna, debila wręcz; absolutnie nie zasługującego na współczucie.
Ewidentną jest konstatacja, że różnorakie cwelebryty względnie destynowane jako tzw. ałtorytety polactwa osobniki (czki) permanentnie przekształcają swoich akolitów, epigonów, janczarów i fanów w takowych durni, kretynów czy debili, którym można zasadnie napluć w oczy, oczekując w odpowiedzi kurewskiego stwierdzenia, że to jedynie li deszczyk sobie kropi…
Czy może jakoweś znajomki, kumple, bliższe względnie dalsze somsiady mają jakoweś odmienne zdanie w tejże kwestii? Jeśli tak to prosimy o wdanie się w merytoryczny, a nie inwektywny dyskurs.
Na dokonanie skutecznej ekspiacji związanej ze zdradą interesów narodowych, a złożeniu ich wzorem TUSSKA na łonie Szwabolandii nigdy nie jest za późno, jednak czym prędzej lepiej. Podkreśleniu wymaga fakt, że kaca moralnego jest się pozbyć zdecydowanie trudniej niż kolokwialnego kaca alkoholowego leczonego przy pomocy kiszonych ogórków.
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
26.01 2023
fot. pixabay
Zostaw komentarz