Piszę od kilku dni. W myślach, na kartce, na skrawkach papierków, w telefonie. Tworzę zdania w myślach bojąc się, że znowu będzie banalnie i byle jak. Trudno ubierać w dobre słowa myśli, które są ulotne, a zwłaszcza te, przed którymi uciekam. Jak każdy. Bo nie lubię tego tematu, tego myślenia i tych zdań. Nie chcę ich, ale pocieszam się, że każdy przed nimi ucieka. Robimy śmieszne uniki, stajemy w zabawnej pozycji, wyprawiamy mentalne akrobacje, żeby myśl, TA myśl pobiegła gdzieś obok i dalej, i łukiem, i w bezpiecznej odległości, i niezauważywszy gdzies pomknęła. Żeby nawet nie otarła się, nie musnęła.
Nie da się w ten sposób, a te zabiegi stają się śmiesznie dziecinne, a z czasem lub czasem irytujące. Umieramy, giniemy, znikamy ze świata, odchodzimy , zostawiamy po sobie pustą przestrzeń. W jej miejscu inni na czas jakiś wlewaja smutek, żal i pamiątki. Myślą, wypełniają tę wyrwę po nas, ale pęd, maraton życia i świata trwa dalej. Przychodzi ktoś następny, a po nim kolejny i tak to się odbywa od jakiegoś zawsze. Potem pamięć potomnych i bliskich też zapomni, bo ci następni przejmą pałeczkę w sztafecie istnienia. I tak to już jest, tak to wygląda.
Piszę o tym, bo poczułam jakiś rodzaj żalu i smutku. Dotknęło mnie czyjeś cierpienie. Usłyszałam niemy krzyk bólu. W wyobraźni zobaczylam ogromną ranę, z ktorej leje się rzeka rozpaczy wymieszana z oceanem łez. Chciałoby się zrobić coś, a właściwie dużo i więcej, ale nie można nic. Jak zwykle najtrudniejsze są bezradność w parze z bezsilnością. Tanecznym krokiem, w rytmie, w pośmiertnym marszu marszu kroczą dostojnie. Ubrane w symboliczną czerń. Tę żałobę, która zalała czyjeś życie. Ciemność, która jak po zgaszeniu ostatniej lampy zapanowala w sercu, kto bezgranicznie i bezwarunkowo kochał.
Nikt nie zrozumie i ja też tego nie pojmę. To trudniejsze pomimo albo tym bardziej, że się ma doświadczenie i książki, które i tak wszystkiego nie wyjaśną. Mam tę wiedzę, która nie może pomóc, uchronić i uratować.
Są takie choroby, których większość nie zrozumie, choć nie są rzadkością. Szczęśliwie w tym wszystkim ich wymiar i głębia są różne i nie zawsze tragiczne. Mogą dotknąć najsilnieszych, z najlepszą wiedzą, z apetytem i fizycznym zdrowiem, bo choroby są sprawiedliwe w swoim okrucienstwie. One nie patrzą na status spoleczny, zasób portfela, zakres wiedzy. To nawet medycznie ciekawe, ale też niezmiernie trudne.
Rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dotyczy mózgu, a dokładniej sfery, której nie widać i której żadna najlepsza maszyna badawcza nie pokaże. Dlatego jeszcze mocniej nas przeraża, bo nie jest widoczna, dostępna dla skalpela. Nie da się jej wyrwać z mózgu, ani delikatnie i precyzyjnie wykroić.
Choroby psychiczne można poczuć, usłyszeć w słowach chorego, zobaczyć w zachowaniu. Przerażają i przestraszają i słusznie, bo jest czego się bać. Trudno je pojąć i ogarnąć umysłem, bo ten jest nadal na to za głupi i nie ma możliwości zrozumieć i pojąć w matematyczny, logiczny sposób. choć może trochę się da, ale to nie zmienia postaci rzeczy, że to pozwoli czemuś zaradzić albo przed czymś uchronić. Pomimo ogromu wysiłku i mnóstwa starań mądrych i ppomysłowychludzi nadal nie udaje się uratować zbyt wielu.
Ten długi wywód jest efektem niedawnej śmierci pewnego młodego człowieka. W niewidoczny dla mikroskopu sposób zachorowała ciężko i na zawsze. Zdecydował się na to, czego nie da się zdrowszym zrozumieć. Gdy my planujemy swoje jutro, ktoś może z tego jutra zrezygnować i go nie chcieć. I nie będzie mieć, bo to już niemożliwe. Nie da się, gdy się umrze, zniknie ze świata, przekroczy swoją metę. Chorował ciężko na depresję i nie udało się go uratować. To takie trudne do zrozumienia, ale gdy chemia mózgu straci równowagę, gdy przekrzywi się balans substancji, których nie da się zobaczyć, można zatracić się do takiego stopnia, że tylko śmierć, własna śmierć wydaje się jedynym rozwiązaniem i pomysłem na siebie.
Tak myślę..
W rozpanoszonej cywilizacji życia i zalosnym czasem kulcie młodości warto się zastanowić, pomyśleć, co jest tak naprawdę ważne, istotne, niezbędne. Warto odsiać pęd za pieniędzmi, kolejnym zbędnym przedmiotem i chwilowo ważną rzeczą. Te materialne dobra są przyjemne, ale nie dają zbyt wiele. Zabijamy się dla pieniędzy, a ktoś w tym czasie robi to dosłownie..
Chaos w tym snuju jest po trosze celowy. Próbowałam go uporządkować, ale chyba jak każdy gubię się w tym. Też uciekam przed trudnymi odpowiedziami i też nie chcę myśleć o tym, co przeraża i przestrasza i o czym myśleć po prostu nie chcę.
Obraz Gerd Altmann z Pixabay
Zostaw komentarz