Po pełnych wrażeń dniach spędzonych w Rzymie, a potem noclegu i odpoczynku we Fiuggi, wczesnym rankiem wyruszamy na Monte Cassino. Ranek był jeszcze chłodny więc musieliśmy założyć ciepłe swetry, ale z każdą chwilą robiło się coraz cieplej, słońce coraz mocniej przygrzewało i cieplejsze okrycia nie były już potrzebne. Letnia pogoda towarzyszyła nam zresztą przez cały pobyt w tym przepięknym kraju. Żeby zjechać na autostradę prowadzącą na Monte Cassino, musieliśmy jeszcze raz przejechać ulicami przez niektóre dzielnice Rzymu, które zwiedzaliśmy w dniach poprzednich. Tym razem podziwialiśmy je z okien naszego autokaru.

Mój mąż był bardzo zawiedziony, że w planie tak niesamowicie napiętym, nie było zwiedzania Kaplicy Sykstyńskiej ani Muzeum Watykańskiego. Ja miałam szczęście oglądać te wspaniałe miejsca w 2001 roku. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze wrócimy oboje do Rzymu, tym razem na dłużej, aby odrobić te zaległości.
Z Rzymu udaliśmy się do Monte Cassino, (Montecassino). Jest to wzgórze wysokość 516 m. na którym znajduje się klasztor Benedyktynów. W czasie II wojny światowej razem ze wzgórzami Monte Cairo, San Angelo i Passo Cornons wchodził w skład niemieckiej linii obronnej Gustaw. Monte Cassino było kluczową pozycją obronną, blokującą drogi z Neapolu do Rzymu.
Jadąc z Rzymu słuchaliśmy z zapartym tchem opowieści naszego przewodnika o walkach jakie były toczone w tym miejscu. Wjeżdżając na wzgórze zobaczyłam jak duże zmiany zaszły tu od 2001 roku. Nie było już stromej, budzącej grozę serpentyny i zbocza góry najeżonej pozostałościami z walk o Monte Cassino takimi jak: zasieki z drutów kolczastych, rozbitych fragmentów czołgów i armat.
Dowiedzieliśmy się od przewodnika, że wjazd na Monte Cassino został przebudowany, serpentynę poszerzono, zakręty stały się łagodniejsze, strome zbocza porosły wysokie drzewa i bujna roślinność. Ale piękne widoki na miasto Cassino i na Apeniny były tak samo fascynujące jak dawniej.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od klasztoru który został założony przez św. Benedykta około 529 roku ery chrześcijańskiej, na miejscu istniejącej fortyfikacji rzymskiej municipium Casinum. Od czasu jego powstania, na przestrzeni wieków, był on wielokrotnie niszczony, odbudowywany i upiększany co nadało mu wielkość i okazałość. W takim stanie przetrwał aż do 15 lutego 1944 roku kiedy to, w końcowej fazie drugiej wojny światowej Montecassino znalazło się na linii frontu walczących wojsk. Na skutek trzygodzinnego nalotu klasztor w ciągu trzech godzin został całkowicie zniszczony. Zostało po nim wielkie rumowisko. Ocalała tylko statua św. Benedykta i to bez głowy, oraz tabernaklum. Odbudowany został od podstaw, i gdyby nie archiwalne zdjęcia trudno byłoby uwierzyć, że dotknęła go taka tragedia. Z tarasów rozpościera się wspaniały widok na okolicę oraz Cmentarz. Jak zażarte trwały walki o zdobycie wzgórza Monte Cassino i jak wielką daninę krwi złożył polski żołnierz świadczy fakt, że pochowanych jest na nim przeszło tysiąc polskich żołnierzy. Po złożeniu wieńców i kwiatów, na grobie gen Andersa który po śmierci zgodnie z jego wolą został pochowany wśród swoich ukochanych żołnierzy, chcieliśmy zapalić znicze, ale okazało się, że po renowacji cmentarza jest to zabronione. Niezapomnianym i wzruszającym przeżyciem, było uczestniczenie w mszy, za spokój poległych, jaką odprawił wśród grobów będący z nami na pielgrzymce ksiądz.
Przy bramie cmentarza powstało małe muzeum historii walk o Monte Cassino i znaczącego w nich udziału żołnierzy polskich. Miejscowa przewodniczka i zarazem opiekunka tego muzeum bardzo ciekawie nam o tym opowiadała. Muzeum oraz cmentarz odwiedzają w ciągu roku tysiące turystów z innych krajów, jednak głównie z Polski.
Spytałam ją czy zna pół- Włocha, pół-Polaka Maurizio, który opiekował się wtedy polskim cmentarzem, a którego poznałam w 2001 roku, gdy po raz pierwszy odwiedzałam Cmentarz Żołnierzy Polskich na Monte Cassino. Był On synem żołnierza polskiego, który tu walczył i wraz z innymi Polakami zdobywał klasztor, oraz Włoszki z którą się po wojnie ożenił. Mówił płynną polszczyzną i opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy. Mam nasze wspólne zdjęcie z tego spotkania, chociaż nie jest to zdjęcie najlepszej jakości. Żył wtedy jeszcze jego ojciec, ale miał trudności w poruszaniu się.
Okazało się, że znała i to bardzo dobrze. Powiedziała mi, że Maurizio mieszka w pobliskim mieście Cassino i jest mocno zaangażowany w powstanie w mieście Cassino u podnóża góry, pomnika Żołnierzy Polskich uczestniczących w bitwie pod Monte Cassino. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, poprosiłam o przekazanie mu pozdrowień. Niestety jego ojciec zmarł.
Z Monte Cassino, udaliśmy się do Monte Sant Angelo, a następnie do San Giovanni Rotondo.