Szewach Weiss były ambasador Izraela w Polsce – tak mówi o armii Izraela: „nasza duma narodowa – potężna armia – jest najlepszym gwarantem przetrwania mojej ojczyzny”. Z powodu sytuacji na wschodzie prezydent Bronisław Komorowski prowadząc swoją kampanię wyborczą, kładzie bardzo silny akcent na bezpieczeństwo Polski. Na każdym kroku podkreśla, że „silna armia gwarantuje bezpieczeństwo państwa”. 28.03.2015 r odwiedzając województwa lubuskie i wielkopolskie w Siedlcu (Wielkopolskie) mówił:

„Polska podjęła, tak jak wszystkie kraje europejskie, decyzję o przejściu na armię zawodową. Armia zawodowa ma to do siebie, że jest mniejsza liczebnie, jest też zawsze lepsza profesjonalnie, a w związku z tym musi być też lepiej uzbrojona. To jest tendencja ogólna, związana z postępem techniki w wojsku”

To są piękne słowa, które nijak się nie mają do rzeczywistości. Gdy od 2008 roku zaczął się obniżać się realny udział wydatków obronnych w wykonanym PKB nigdy nie słyszałam, aby Pan prezydent protestował, czy bezustannie naciskał na rząd, by pieniądze przeznaczone na Siły Zbrojne nie podlegały obcinaniu, a były całkowicie wykorzystane zgodnie z ich przeznaczeniem.

Panie prezydencie jako historyk z wykształcenia dobrze Pan wie, że uzbrojenie jest tylko jednym z elementów decydujących o sile armii. Drugim, o wiele ważniejszym jest jej morale, czyli gotowość do wypełniania obowiązków, bez względu na trudy i niebezpieczeństwo oraz poczucie odpowiedzialności i wiara w sukces. Trzecim z kolei jest patriotyzm, który przejawia się postawą szacunku, miłości i oddaniem ojczyźnie, z gotowością – w razie potrzeby – ponoszeniem ofiar.

Historia pokazuje, że na nic najnowocześniejsza broń, jeśli jej posiadacze nie wierzą w swój kraj i nie chcą walczyć. By każdy obywatel utożsamiał się z ojczyzną musi być od najmłodszych lat wychowywany w duchu miłości do niej.
Głównych spoiwem łączącym naród – w sensie etnicznym i politycznym – jest historia. W szkołach zamiast od pierwszej klasy wpajać nienaruszalny kanon wartości „Bóg, Honor, Ojczyzna”, krzewić patriotyzm i miłość do ojczyzny zmniejszono ilość godzin nauki historii.

Z kanonu lektur obowiązkowych decyzją MEN-u zniknęły m.in. „Pan Tadeusz” i „Konrad Wallenrod” Adama Mickiewicza, trylogia Henryka Sienkiewicza, na której wychowało się wiele pokoleń Polaków i ukształtował się etos Rzeczpospolitej, nie ma też „Kordiana” Juliusza Słowackiego. Zamiast klasyki literackiej gimnazjaliści będą musieli przeczytać dowolny kryminał Artura Conan Doyle’a lub Agaty Christie oraz wybrany utwór, fantasy Tolkiena, Andrzeja Sapkowskiego bądź Ursuli Le Guin. Poloniści zastanawiają się, jak mają rozwijać postawy patriotyczne uczniów przy takim podejściu MEN do polskich lektur.

Pan, Panie prezydencie zamiast głośno protestować i bronić kanonu lektur milczał, a jedyną reakcją było objęcie patronatem akcji „Cała Polska czyta Trylogię Henryka Sienkiewicza” w ramach ogólnopolskiego Narodowego Czytania i otwarcie tej akcji głośnym przeczytaniem pierwszych stron „Potopu” we wrześniu 2014 r. To nie przypadek, że w walce z polskością w przekazie publicznym zamiast patriotyzmu zaszczepia się pacyfizm, „eksperci” i lewactwo tłumią dumę narodową ośmieszając i dezawuując tych, którzy mieli odwagę na przestrzeni naszych dziejów dokonywać jednoznacznych moralnie wyborów podczas patriotycznych narodowych powstań. Nie świętuje się rocznic i wydarzeń narodowo-historycznych, które krzewią wśród Polaków patriotyzm, miłość do ojczyzny i pamięć o historii oraz prawdziwych bohaterach, dzięki którym zawdzięczamy to, że Polska przetrwała aż do dziś. Jako pierwsza osoba w państwie ma Pan duży wpływ na kształt polityki historycznej, jednak nie wpłynął Pan na swoje zaplecze polityczne by Sejm przyjął uchwałę ustanawiającą rok 2013 rokiem Powstania Styczniowego. Panie prezydencie, wie Pan doskonale, że bez pamięci nie ma narodowej tożsamości.

Dominuje przesłanie potępiające zrywy narodowe jako daremne, nierozważne, niepotrzebne i nieskuteczne oraz uznawanie zaniechania oporu za wybór najrozsądniejszej polityki wobec silniejszego nieprzyjaciela.

Nieprzypadkowo coraz częściej słyszymy o bezsensownym hołubieniu bohaterów. To, dlatego rozpowszechniane są opinie, że w Powstaniu Warszawskim powstańcami dowodzili pijani i sfrustrowani dowódcy podziemia. „Zośka”, „Alek”, „Rudy” to chłopcy związani relacjami homoseksualnymi, „Hubal” to straceniec, (bo od zawsze wiadomo, że musiał przegrać), Sucharski pił i miał depresję lękową, a wielu AK-owców to pospolici bandyci, którzy poszli potem na współpracę z UB. Temu ma służyć przewartościowania polskiej tradycji historycznej, która ma skutkować tym, że Polacy mają wstydzić się Polski.

11.11.2014 r., podczas uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza jako prezydent mówił Pan: „Rodzina, konkurencyjność gospodarcza, bezpieczeństwo militarne i stopień zintegrowania Polski ze światem zachodnim to cztery elementy tworzące wzór na trwałą niepodległość Polski”. Oświadczył również, że istnieje „wzór na trwałą niepodległość Polski”, na który składają się cztery elementy: rodzina, konkurencyjność gospodarcza, bezpieczeństwo militarne i stopień zintegrowania Polski ze światem zachodnim. Według prezydenta, rodzina zawsze była depozytariuszem wolności. Dlatego – jak mówił – „trzeba konsekwentnie tworzyć dobry klimat dla dobrej rodziny”.

Od lat forsuje się w Polsce niezwykle groźną ideologię gender. Jej podstawowym hasłem jest wyzwolenie i uwolnienie człowieka z wszelkich ograniczeń w imię samorealizacji. Wprowadza ona rozróżnienie pomiędzy płcią kulturową a fizyczną, uznając, że płeć jest głównie wymysłem kulturowym, i nie ma istotnego wpływu na ludzką tożsamość, a więc wynikającą z niej różnicę ról społecznych. Zmiana podejścia do płci jest zaprzeczeniem człowieka swojej naturze i dualizmu płciowego ustanowionego w akcie stworzenia. Negowanie natury mężczyzny i kobiety sprawia, że przestaje istnieć rodzina.

Zwalcza ona wszelkie tradycyjne tożsamości – tradycyjną rodzinę, kościół, naród. Pogardza rodzimą kulturą, katolicyzmem, narodową klasyką, wypracowaną przez pokolenia interpretacji dziejów, konserwatywną obyczajowością. Według niej zobowiązania wobec innych mają zostać zastąpione zobowiązaniami wobec siebie. W efekcie promowany jest kult egoizmu. Wychowany zostanie człowiek egoista, wewnętrznie rozchwiany, wątpiący w siebie, o nietrwałej osobowości. Nigdy nie słyszałam by Pan krytykował nową ideologię, a przecież rzutuje ona na siłę moralną rodziny a w konsekwencji zachowanie obywateli i postawę żołnierzy.

Na odprawie kierowniczej kadry wojska mówił Pan prezydent: „Nowoczesnej armii, która ma zniechęcać do agresywnych zamiarów wobec nas, nie buduje się z dnia na dzień. Słabość zachęca, a siła powstrzymuje agresora. Tak działam przez wiele lat i dzisiaj nie muszę niczego zmieniać w moich planach zwierzchnika sił zbrojnych” –.
Mówi Pan o silnej armii, a przecież system obrony państwa jest zawsze zakorzeniony w tkance narodowej danego kraju. Składa się ona z poszczególnych obywateli, którzy nieustannie są bombardowani pogardą do własnego kraju, lewicowymi dewiacjami: ideologią gender, promowaniem homoseksualizmu, negacją cywilizacji europejskiej opartej na chrześcijaństwie, równocześnie neguje się tradycje narodowe. Promowany przez media i popkulturę jest model państwa, bez poczucia odpowiedzialności za nie. W ten sposób niszczy się twarde tożsamości, rozbija wspólnotę narodową. Jak może istnieć armia silna patriotycznie i moralnie w chorym egoistycznym społeczeństwie, w którym mężczyzn oducza się być mężczyznami, którzy nie potrafią bronić się sami.

Zastanawiam się czy Pan prezydent nie widzi zachodzącej korelacji między nauką historii, literatury, polityką historyczną, przekazem publicznym i ideologią gender a siłą armii. A może widzi, tylko celowo „pali głupa”, ponieważ wyborcy chcą słyszeć tylko o silnej, dobrze wyszkolonej armii, nawet gdyby była to tylko mrzonka prezydenta B. Komorowskiego na użytek kampanii wyborczej.