Poranek 5 lipca 2018 roku powitał nas słońcem. Wstaliśmy bardzo wcześnie aby z Targu Mures dojechać Sighisoary, gdzie o godz 9.00 miała być odprawiona msza święta w kościele pod wezwaniem św. Józefa. Mimo, że obie miejscowości są od siebie oddalone o kilkadziesiąt kilometrów i dojazd nie trwał długo, to jadąc zachwycaliśmy się przepięknymi widokami.

Wpisana na listę UNESCO, Sighisoara to jedno z najpiękniejszych miast Transylwanii. Zbudowane na wzgórzu leżącym nad Wielką Tyrnawą. kusi turystów z całego świata nie tylko murami i basztami, ale również legendą o hrabim Drakuli. Jego historia sięga do czasów Rzymskich, kiedy to pod nazwą Castrum Stenarum stanowiła część Dacji. Ze względu na położenie miasto przez kilka wieków odgrywało ważną rolę strategiczną i handlową w tej części Europy.

Będąc jednym z najważniejszych miast Siedmiogrodu (Transylwanii), napływali do niego rzemieślnicy z całego cesarstwa głównie niemieccy. Szybko stali się wpływową i zamożną grupą społeczną. O ich dominacji gospodarczej świadczy fakt, że sami zbudowali fortyfikacje obronne. To tutaj ojciec Palownika, Wład Diabeł bił monety oraz wydał pierwszy dokument zawierający rumuńską nazwę miasta Sighișoara. Miasto było też siedzibą księcia Siedmiogrodu Jerzego Rakoczego, późniejszego króla Węgier (od 1629 r.). Obecnie to liczące ponad 27 tys mieszkańców ze względu na swoją historię jest chętnie odwiedzane przez turystów.

Gdy dotarliśmy na miejsce czekała nas wspinaczka po dość stromych schodach do rzymsko-katolickiego kościoła pod wezwaniem św. Józefa. Usytuowany on jest wśród starych kamieniczek. Nieopodal niego stoi pomnik Sandora Patofi – (1823-1849) poety węgierskiego, ideowego przywódcy młodzieży budapeszteńskiej, uczestnika powstania węgierskiego .

Na ścianie przy wejściu do kościoła znajdująca się tablica informuje, że został on zbudowany w 1896 roku, oraz o tym , że w 1983 roku spłonął doszczętnie.
Kościół jest skromny. Na białych ścianach nie ma zbyt wiele obrazów i rzeźb. Największe wrażenie zrobił na mnie kaflowe piece ogrzewające wnętrze i tabernaklum w kształcie rakiety.

Po mszy udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Jego Starówka jest jednym z najlepiej zachowanych starówek we wschodniej Europie. Przemieszczając się w kierunku murów obronnych, szliśmy uliczkami w których pełno było kramików z pamiątkami różnego rodzaju, w tym dotyczące Drakuli. Idąc spacerkiem dotarliśmy do jego XIV-wiecznych fortyfikacji i murów obronnych, których punktem charakterystycznym jest wzniesiona w 1556 roku, Wieża Zegarowa mająca 64 m wysokości.

Nazwę swą zawdzięcza zegarowi wykonanemu w 1648 r. przez Jana Kirschela. Stworzył on skomplikowany mechanizm zegara, poruszający również figurki znajdujące się po obu stronach wieży. Z dołu nie najlepiej je widać, ale można obejrzeć je z bliska, zwiedzając urządzone w jej wnętrzu Muzeum Historyczne. Wieża służyła również jako punkt obserwacyjny i przez pewien czas pełniła funkcję ratusza w którym odbywały się zgromadzenia rady miejskiej.

Sighisoara to również miejsce urodzenia Wlada Palownika, będącego inspiracją dla słynnej postaci Draculi. Dom Drakuli w kolorze ochry(Casa Dracula) znajduje się na Placu Cytadeli, niedaleko Wieży Zegarowej. Jest prawdopodobnie najstarszym świeckim obiektem w mieście. Jego parter zbudowano z kamienia rzecznego. Trzy dokumenty wspominają o pobycie tu w latach 1431-36 Włada Dracula (zwanego tak z powodu przynależności do rycerskiego zakonu Dragonów), ojca Włada Palownika. Przypuszcza się więc, że młody książę Wlad mógł się właśnie tutaj urodzić. Jego życie to nieustająca walka o życie i władzę.

Makabrycznymi czynami przyczynił się do śmierci mniej więcej jednej dziesiątej populacji swego kraju.

W wieku jedenastu lat Wlad został pojmany przez Turków wraz z ojcem i młodszym bratem. Gdy sułtan Murad II uwolnił Wlada Diabła, jego synowie pozostali na tureckim dworze jako zakładnicy, mający gwarantować lojalność ojca względem Imperium Osmańskiego.

Spędził w Turcji siedem lat na dworze sułtańskim i prawdopodobnie w szkole janczarów. Po śmierci ojca sułtan Murad osadził na tronie wołoskim młodego Wlada, licząc na jego lojalność.

Od początku swoich rządów pokazał, że jest człowiekiem mściwym i okrutnym. Ponieważ do śmierci jego ojca i brata przyczynili się bojarzy którzy ich zdradzili, w dzień Wielkanocy 1457 zaprosił ich z rodzinami na posiłek do swojej twierdzy a następnie uwięził. Część z nich kazał wbić na pale, pozostałym nakazał iść bez odpoczynku ok. 200 km przez góry. Ci, którym udało się przeżyć marsz, zostali zmuszeni do budowy twierdzy – zamku Poenari.

Początkowo Wlad utrzymywał pokojowe stosunki z Turcją, płacąc coroczny haracz w wysokości dziesięciu tysięcy dukatów. Zaprzestał jednak tego umocniwszy się na tronie w 1459 r. Gdy w 1461 r. na jego dwór przybył turecki poseł, osobisty sekretarz sułtana Mehmeda, i zażądał by Wlad stawił się na życzenie sułtana w Stambule, z zaległym haraczem, oraz 500 wołoskimi dziećmi.

Drakula zrozumiał, że jest to pułapka podobna do tej, w jaką wpadł jego ojciec osiemnaście lat wcześniej. Udał, że przystaje na żądania Mehmeda II i z niewielką strażą przyboczną osobiście odprowadził posła w do granicy. Niedaleko niej otoczył go wojska tureckie. Jednak siedem lat spędzonych na dworze sułtana nauczyły go przebiegłości tureckiej. W pewnej odległości za jego orszakiem cały czas podążała wołoska armia. Oddział turecki został otoczony i teraz poseł został jeńcem. Pojmani Turcy zostali odtransportowani do Târgovişte, gdzie nadziano ich na pale. Jak głosi legenda, książę nakazał „uhonorować” posła i kazał go nabić na pal wyższy od pozostałych.

Od tego czasu Wlad zaczął prowadzić krwawą wojnę z Turcją zdobywając jej kolejne twierdze i miasta na pograniczu. Gdy doszło do decydującego starcia z głównymi siłami Mehmeda II przegrał bitwę wobec ogromnej przewagi wroga. Po tym wydarzeniu, oczekując na wsparcie ze strony króla węgierskiego Macieja Korwina, rozpoczął działania o charakterze partyzanckim. Zatruwał studnie, palił wsie, robił wszystko aby wróg nie znalazł schronienia, pożywienia i wody na swojej drodze. Organizował również zasadzki: wciągał Turków głęboko na swoje terytorium, pozorując odwrót, by potem zaskoczyć ich nagłym atakiem. Zastosował nawet „broń biologiczną”, podsyłając wrogom chorych na rozmaite zakaźne choroby. Zasłynął również ze śmiałych ataków na tureckie obozy w tym obóz sułtana Mehmeda II.

Mimo wszystko Turcy nieubłaganie postępowali w głąb Wołoszczyzny, aż wreszcie stanęli pod Târgovişte, siedzibą Włada. Tu Drakula zgotował sułtanowi makabryczne powitanie, które do historii przeszło pod nazwą „Lasu Pali”. Jak podaje grecki historyk Chalkondyles, Turcy w swym marszu napotkali przerażającą „dekorację” przydrożną, składającą się z jeńców tureckich nabitych na pale i ustawionych w szpaler szeroki na kilometr i długi na trzy. Samych pali miało być dwadzieścia tysięcy. Sułtan, widząc jak ten widok nadwyrężył morale jego armii która na dodatek na skutek stosowania przez Włada taktyki spalonej ziemi, była głodna, spragniona, wyczerpana zarządził odwrót.

Jednak nie pogodził się z porażką. Skupił się na zakulisowej walce politycznej. Wysyłał swoich emisariuszy do krajów ościennych. Przez nich nawiązał kontakty z wołoską opozycją, która za jego wsparciem wysunęła jako kandydata do tronu wołoskiego młodszego, brata Drakuli, Rada Pięknego. Wład, mimo energicznej obrony, został ostatecznie schwytany i wydany Węgrom w listopadzie 1462. Tam siedmiogrodzcy wrogowie Drakuli, fałszywie oskarżyli go o antywęgierskie knowania z Turcją i doprowadzili do jego uwięzienia.

W niewoli, a potem na wygnaniu spędził czternaście lat. Następnie wspierany militarnie przez Węgrów i Mołdawię Drakula powrócił na tron wołoski jesienią 1476. Na przełomie 1476 i 1477 podróżując tylko z niewielkim oddziałem jazdy mołdawskiej wpadł niedaleko Bukaresztu w zasadzkę zastawioną przez przez Turków. Zginął przypadkowo raniony w zamieszaniu przez jednego ze swoich żołnierzy, wedle innych zamordowany skrytobójczo. Jego uciętą głowę, zakonserwowaną w miodzie, wysłano do Stambułu, zaś ciało pochowano, według legendy, w monasterze Snagov, leżącym na wyspie na jeziorze o tej samej nazwie.

Jego okrucieństwo było opisywane książkach. W jednej z nich opublikowanej w 1488 roku w Norymberdze pisano:

„Zakopywał nagich ludzi po pępek w ziemi i strzelał do nich. Piekł ludzi i obdzierał ze skóry. Schwytał młodego Dana, wykopał dla niego grób, odprawił chrześcijańskie ceremonie pogrzebowe i ściął mu głowę przy grobie. Miał wielki sagan przykryty deskami z otworami i trzymał w nim ludzi, tylko ich głowy wystawiał ponad deski. Wypełniał sagan wodą, rozpalał pod nim wielki ogień i słuchał krzyków ludzi gotowych na śmierć. Lubował się w najokrutniejszych, trudnych do opisania katuszach, takich jak nabijanie na pal matek wraz z dziećmi przy piersi, tak że dzieci zanim skonały wiły się w konwulsjach na piersiach matek. Do otwartych brzuchów matek wkładał głowy dzieci i oboje nabijał na pal. Palował wszystkich bez wyjątku: chrześcijan, żydów, pogan – wszyscy tak samo cierpieli długotrwałe męczarnie. […] Gdy do jego kraju przybyło około trzystu Cyganów, wybrał trzech najdorodniejszych i kazał ich upiec; pozostali musieli zjeść swoich pobratymców.”

Legenda Włada – Drakuli powróciła pod koniec XIX wieku za sprawą wydanej w 1897 r. książki Brama Stokera „Drakula”, opowiadającej o losach transylwańskiego hrabiego – wampira o imieniu Dracula, który jednak niewiele ma wspólnego z pierwowzorem Wladem IV Palownikiem.

Następnie udaliśmy się do Braszow, ale po drodze mieliśmy wizytę w Fagares. Făgăraş (Fogarasz) niewielkiej miejscowość w Rumunii, położonej nad rzeką Alutą (Olt) u podnóża Gór Fogaraskich (Rumunii Făgăra). W samym sercu miasteczka znajduje się średniowiecza forteca z pierwszej dekady XIV wieku. Jej głównym zadaniem miała była ochrona południowej części Transylwanii przed najazdami tureckimi. Swój obecny renesansowy kształt twierdza uzyskała w czasie ostatniej większej rozbudowy jaka przeprowadzona została w XVII wieku. Budowla ma nietypowy kształt nieregularnego trapezu z czterema masywnymi narożnymi basztami. Całość zaś otoczona jest szeroką i głęboką fosą. Uchodziła za jedną z największych i najpotężniejszych budowli obronnych w Transylwanii.

W czasie II wojny światowej forteca wykorzystywana była jako więzienie dla internowanych żołnierzy polskich. Po wojnie reżim komunistyczny przekształcił ją w ciężkie więzienie dla oponentów i dysydentów ustroju. Obecnie twierdza udostępniona jest dla zwiedzających, a w jej murach funkcjonuje muzeum w którym wystawiane są kolekcję broni w tym starożytnych zbroi, dawnego wyposażenia wnętrz, stroje ludowe, narzędzia tkackie, ceramikę i szkło a nawet narzędzia tortur wykorzystywane w dawnych wiekach. W suterenie zaś mieści się bardzo ciekawe muzeum zabawek. Znajduje się tu również biblioteka, a piwnice warowni wykorzystywane są jako przechowalnia wina.

Z Fogarasz udaliśmy się do Braszow będącego ósmym co do wielkości miastem w Rumunii, będącym ważnym ośrodkiem naukowym (uniwersytet , politechnika) i turystycznym.
Już z oddali widać było na zboczu pobliskiej góry u podnóża której znajduje się miasto monumentalny napis Brasov na wzór Hollyvod. Posiada ono liczne zabytki, m.in. rozległe Stare Miasto, reprezentujące różne style architektoniczne, z ratuszem którego początki sięgają 1410 roku. Jego wysoka wieża służyła do obserwacji czy nie nadciąga wróg.

Spacerując po Starówce widziałam najwęższą w Rumunii ulicę ma ona od ściany do ściany 1,32 m. szerokości i 83 m. długości. Podziwiając jej piękne kamienice doszliśmy do rynku na którym stała estrada na której odbywał się koncert z okazji 65 rocznicy istnienia opery Braszov. Miło było choć przez chwilę posłuchać muzyki granej przez operową orkiestrę.

Z rynku przeszliśmy do słynnego Czarnego Kościoła,który mnie osobiście zafascynował. Jest największą budowlą sakralną Rumunii. Ma 89 metrów długości i 38 szerokości. Wysokość wieży południowej wynosi 65 metrów. Czarny kościół inaczej czarna katedra wybudowana w latach1382–1477 w stylu gotyckim była kościołem katolickim obecnie jest protestancka dlatego wszystko jest zamalowane na biało.

W roku 1689 miał miejsce wielki pożar miasta, w którym śmierć poniosło ok. 3 tys. osób i spłonęło wiele budynków. Również kościół spłonął, a wraz z nim stopiły się wszystkie metalowe elementy. Ocalała tylko chrzcielnica co odczytano jako cudowne zdarzenie. Pozostały tylko okopcone czarne ściany od których nosi nazwę Czarny Kościół. Znajdują się w nim XIX wieczne organy największe w Siedmiogrodzie, bo składające się z 4 tys. piszczałek.

Na ścianach wiszą piękne tureckie dywany modlitewne z Anatolii ofiarowane przez kupców tureckich (XIV -XVIII w) w ramach podziękowania za bezpieczną podróż. Zbiór liczy 4 tys. dywanów, większy jest tylko w Istambule. W kościele miał się odbyć wieczorem koncert organowy. Wielu z nas miało ochotę go wysłuchać, ale mieliśmy w planie wieczorek folklorystyczny z uroczystą obiadokolacją.

Tak, że po zwiedzeniu Czarnego Kościoła udaliśmy się na dalszy spacer tym razem na wzgórze mijając po drodze obiekty sportowe. Widok z góry na panoramę miasta w świetle zachodzącego słońca był niezwykle piękny.

Po rozlokowaniu się w hotelu Apollonia, odświeżeniu się i przebraniu udaliśmy się na wspomniany wieczorek,który był przewidziany na godz 20 w restauracji w centrum miasta.

No i tu zaczęły się „schody”, ponieważ zbyt zaufaliśmy GPS więc krążyliśmy po mieście starając się dotrzeć do zarezerwowanej restauracji. Mimo ponawianych prób zawsze trafialiśmy w nieodpowiednie miejsce. Było więc błądzenie i trochę nerwowo. Niektórzy z nas w tym ja, straciliśmy już ochotę na tę rozrywkę i obiadokolację. Jak się potem okazało droga była prosta i a restauracja niedaleko.

A wystarczyłoby zapytać recepcjonistę w hotelu…….a nie zdawać się na elektronikę. Zamiast o godz 20 dotarliśmy na wieczorek dopiero ok. godz 22.

Gdy tam przybyliśmy atmosfera się rozluźniła, muzyka i piękne występy folklorystyczne, oraz dobre jedzenie i wino ukoiły nam nerwy. Tak więc w dobrym nastroju wracaliśmy do hotelu.

Po dniu pełnym wrażeń przyjemnie było położyć się w łóżku i odpocząć. Przed nami kolejny dzień podróży i zwiedzania.

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk