Uczestniczyłem w wielu Radach Gabinetowych pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego, z udziałem rządów kierowanych przez różnych premierów: Oleksego, Cimoszewicza i Buzka nie przypominam sobie by kiedykolwiek miały miejsce tak żenujące sceny jak podczas tej zwołanej przez Nawrockiego, z udziałem rządu Tuska.

Zacznijmy od tego czym jest Rada Gabinetowa.

Konstytucja mówi jasno, to obrady rządu pod przewodnictwem głowy państwa.

Nie ma żadnych kompetencji, nie może podejmować żadnych decyzji.

Prezydent może ją zwoływać, w istotnych dla państwa sprawach, by wysłuchać informacji rządu i przedstawić swoje stanowisko w odniesieniu do nich.

Podkreślam raz jeszcze, stanowisko, które może lub nie może być brane przez rząd pod uwagę.

Bo to rząd, wyłoniony przez parlament, rządzi.
Nie prezydent.
Tymczasem Nawrocki ma problemy ze zrozumieniem tego prostego faktu.
Nie jest „super rządem, a w Polsce mamy system parlamentarno-gabinetowy.
Nie prezydencki.

Najpierw trzeba zmienić konstytucję i wpisać do niej taki zapis.
Na razie prezydent musi przestrzegać konstytucji i nie wychodzić poza ramy swoich prerogatyw.

Za dzisiejszą, głupią pyskówkę, obwiniam i Nawrockiego i Tusk.
Rady Gabinetowe są nie po to by prężyć muskuły i pokazywać kto tu rządzi.
Tak zachowują się dzieci w piaskownicy.
Nawrocki prowokował, a Tusk dał się w tę pułapkę wciągnąć.
Obaj muszą wreszcie zrozumieć, że z krótkich spodenek się wyrasta.
Kohabitacja to „współzamieszkiwanie” , a nie lanie po mordzie.

Ps. Moich Przyjaciół przepraszam za zablokowanie możliwości komentowania, ale to jedyny sposób by zablokować oszołomów, z obu stron