Są pewne tematy i pewni ludzie, z którymi nie da się dyskutować. Myślę o komentarzu, który znalazłem na FB a propos artykułu w GW. Podaję link po to, by młodzi ludzie, szczególnie młodzi zrozumieli manipulacje. We wspomnianym komentarzu jest porównanie dzisiejszych czasów do epoki breżniewowskiej z sugestią, że to Jarosław Kaczyński ma być tym „współczesnym Breżniewem”. jak zapowiedziałem nie będę dyskutował z takimi „tezami”. Nie ma sensu. Żyłem w epoce gomułkowskiej, breżniewowskiej i jaruzelskiej. Różnice przedstawię poniżej w punktach, opisujących bardziej dzień dzisiejszy, a nie tamte czasy:

1. Mamy kilkanaście partii politycznych, z czego kilka w parlamencie, wybranych w wyborach powszechnych, bez frekwencji 99,99. jedna partia, dwa stronnictwa, złożone z partyjnych skierowanych do bycia bezpartyjnym odeszły w przeszłość wraz ze sztandarami. Każda partia mówi co chce, kiedy chce i jak chce.

2. Dziennikarze plotą bzdury na jaki chcą temat przez 24 godziny na dobę i żadna cenzura ich nie ściga i nic mi nie grozi, nikt ich nie inwigiluje, chyba, że rządzi PO, jak dziś dowiedziałem się od nich samych z mediów.

3. Na swoich wykładach lub wystąpieniach mówię co chcę i nikt mnie za to nie ściga, nie muszę wyznawać jedynej słusznej linii, zgodnie z zaleceniami Wydziału Propagandy KC.

4. Uczyć się mogę i czytać co chcę i na każdy temat, bo książki leżą w księgarniach i nie potrzeba zdobywać, wydawanych w konspiracji przez „Nową” lub „Spotkania, publikacji Miłosza, Dmowskiego, lub Mackiewicza, ani uczęszczać na TKN i pilnować by „młodzież robotnicza z ZSMP” nie zakłóciła wykładów (to lata najmocniejszego Breżniewa, czyli siedemdziesiąte).

5. Oglądać mogę co chcę i nikt mi nie zagłusza żadnej stacji, a w dodatku jest internet bez ograniczeń i nie trzeba łapać „Londynu” lub RWE, klnąc na zagłuszarki, bo wystarczy „kliknąć”.

6. Funkcjonariusz służb specjalnych, idąc na rozmowę musi liczyć się z obywatelem i nie może uzależnić zgody na wyjazd zagraniczny od podpisu, gdyż paszport może zabrać tylko sąd, w dodatku jeździ się na dowód i bez kontroli prawie po całej Europie.

7. W Borne-Sulinowo, Brzegu, czy Legnicy są normalne osiedla oraz zakłady, a nie strzeżone enklawy dla ludzi w mundurach z czerwoną gwiazdą na czapkach, a w Warszawie zniknęły szlabany odgradzające niektóre ulice, by „dzieci z Alei Róż” miały spokój i żaden plebs im się po podwórkach nie pałętał.

Zauważmy też, że „Gazeta Wyborcza” udostępnia w ramach ” bezpłatnego limitu tylko artykuły o określonej wymowie. To wspaniałe. Widzę, iż nauki rodziców „dzieci z Alei Róż” nie poszły na marne. Jest jeszcze prośba o kulturalne komentarze i „nie dyskutowanie z trollami”. Poczytałem te pod artykułem (szczególnie rozbawił mnie ten o „ruskiej agenturze”, chociaż znalazł sie we właściwym miejscu). Cóż, ich język, stwierdzenia, ekspresja oraz aprioryczne skreślanie innych poglądów przypomina mi epokę, o której napisał w swoim komentarzu jeden z użytkowników FB. Jeśli mam się czegokolwiek bać, to powrotu rodziców „dzieci z Alei Róż” i ich samych.