Wieloletnia, jeśli nie wielodekadowa, narracja „partii miłości”, zgodnie z którą PiS miał skupiać ludzi biednych i mało (jeśli w ogóle) wykształconych w przeciwieństwie do PO – partii ludzi mądrych i bogatych, za sprawą jednej wypowiedzi prezydenta Poznania wzięła w łeb.

Otóż pan Jaśkowiak, mgr prawa, wykształcenie odbierający w czasach minionego ustroju (r. 1964), podczas inauguracji Studium Obywatelskiego im. Pawła Adamowicza zabłysnął taką oto wypowiedzią:

U nas ten pruski element, te 123 lata tej obecności w Prusach i to wszystko, co się z tym wiązało, jednak prowadzi do tego, że się świetnie rozumiemy, jeśli chodzi o Gdańsk, Wrocław i uważamy, że z wiedzy, z nauki warto czerpać, należy czerpać i w związku z tym tak dobrze się u siebie wzajemnie czujemy.

W sukurs panu Prezydentowi (byłemu działaczowi Związku Młodzieży Wiejskiej w PRL) w programie TVP INFO(Minęła dziewiąta) przyszedł pan poseł Koalicji Obywatelskiej niejaki Aleksander Miszalski.

Zdaniem krakowskiego posła Jaśkowiak wygłosił oczywistą oczywistość, jako że poziom rozwoju ekonomicznego zaboru pruskiego, w skład którego wchodziły zarówno Poznań (Posen), Gdańsk (Danzig) i Wrocław (Breslau) był nieporównywalnie wyższy od innych. Wystarczy wspomnieć, że w Galicji w rolnictwie pracowało ponad 77%, natomiast w Wielkopolsce ok. 20%.

Oczywiście w czasach zaborców.

No to przypomnijmy sobie, jaka to ludność mająca rzekomo korzenie w zaborze pruskim mieszka w Gdańsku i Wrocławiu…

Wrocław

Breslau w 1944 roku liczył sobie prawie milion mieszkańców, czyli znacznie więcej, niż teraz. Oczywiście miasto było tak liczne ze względu na ilość uchodzących przed Armią Czerwoną. W styczniu następnego roku pada jednak rozkaz ewakuacji. Wrocław, jako Festung Breslau, ma stanowić punkt oporu, wstrzymujący sowieckie natarcie.

I faktycznie Wrocław broni się dłużej niż Berlin. Aż do 6 maja 1945 r. Nim jednak doszło do oblężenia w styczniu 1945 roku przyszedł rozkaz ewakuacji.

Nie wszystkim się udało, to fakt. Ale praktycznie do końca lat 1940-tych problem niemiecki we Wrocławiu przestał istnieć. Skąd zatem wzięli się ludzie? Ano, spora część z pogardzanej przez posła Miszalskiego Galicji. Politechnika, Uniwersytet – tam znalazło schronienie grono profesorskie wyjeżdżające z sowieckiego już wtedy Lwowa.

Część z nich została 160 km wcześniej, w Gliwicach. Kadry dla Wrocławia zostały znowu „zaimportowane” z Łodzi (były zabór rosyjski).

Podobna historia dotyczy Gdańska (Danzig). Niedobitki ludności niemieckiej w przeważającej większości opuściły Gdańsk do końca lat 1940-tych. Ich miejsce zajęli tzw. repatrianci ze wschodnich ziem Rzeczpospolitej, lwowiaków i wilnian nie wyłączając, przybysze z Polski centralnej…

Powróciła także część przedwojennych gdańszczan polskiej narodowości, aczkolwiek nie górowała liczebnością nad ww.

Nie zapominajmy również, że nowy socjalistyczny porządek w ciągu zaledwie kilku lat sporą część przedwojennych Polaków zamieszkujących teren ówczesnych Niemiec panowie z MBP dość skutecznie przekonali do odszukania w rodzinie „śladu niemieckiego” i opuszczenia lenna towarzysza Stalina. To jednak temat na zupełnie inną historię.

Jak widać powoływanie się na „wspólnotę pruską” klasyfikuje Jaśkiewicza jako głąba.

Chciał chłop zabłysnąć, a zamiast tego jak gołąb na parapet…

I tak właśnie należy do jego wypowiedzi podchodzić. Przypisywanie mu jakichś głębszych treści, w szczególności proniemieckości, jawnego zaprzaństwa narodowego etc. to nadużycie.

Powiedzmy sobie wprost – poznaniacy na prezydenta wybrali zwykłego głupka.

Więc niech się teraz wstydzą.

Na osłodę mogą sobie pooglądać „parady równości”, w których „prusak” Jaśkiewicz brał (i pewnie weźmie) udział.

3.06 2021

.

fot. pixabay