No i doczekaliśmy się. Tym razem gazeta wyborcza jawnie już stanęła w obronie stalinowskich zbrodniarzy.

Konstanty Gebert, używający jako publicysta ksywy Dawid Warszawski (kiedy zaczął jej używać nikt w Polsce nie znał słowa nick) okazał się pojętnym uczniem Grossa i Grabowskiego.

I tak w wielkopiątkowym numerze GazWyb w felietonie zatytułowanym Co premier widzi, a czego nie. Morawiecki w Nowym Jorku fałszuje historię [SPRAWDZAMY] ( w papierowym wydaniu tytuł ograniczony do Morawiecki znów fałszuje historię) Gebert stawia tezę, dorozumianie postawioną wcześniej w filmie Ida:

Źli Polacy zabijali Żydów, dobrzy Sowieci ratowali im życie.

Ni mniej, ni więcej.

Szacuje się, że na terenie okupowanym przez Niemców przetrwało około 50 tys. polskich Żydów (większość w obozach), reszta ocalała w ZSRR. Przeżyli nie dlatego, że „spotkali Polaka” – jak mówi premier – lecz dlatego, że spotkali „Sowieta”. Spotkania z Polakami często kończyły się dla Żydów źle (…).

http://wyborcza.pl/7,75399,24679715,co-premier-widzi-a-czego-nie-morawiecki-w-nowym-jorku-falszuje.html

By dodatkowo uzasadnić tą tezę Gebert dodaje:

Nigdy dość uznania dla Sprawiedliwych, których w Polsce (podobnie jak w Danii czy Francji) było na pewno więcej niż liczba przyjęta przez izraelski Instytut Yad Vashem. Ale skala oddolnego udziału w mordowaniu Żydów była w Polsce nawet większa niż we Francji (choć tam uczestniczyło w nim państwo), o Danii nie wspominając.

(op. cit.)

A więc nadreprezentacja Żydów w powojennym aparacie terroru komunistycznego, udział w najwyższych władzach PRL (Minc i Berman) to tylko przysługa dla Stalina za uratowanie życia.

Nie mieli jak podziękować, to zajęli wyższe stanowiska m.in. w UBP.

Tak to Konstanty Gebert tłumaczy brata swojego szefa. Stefan Michnik po takim tekście jawi się już nie jako oczadziały ideami Marksa, Lenina i Stalina komunistyczny zbrodniarz, ale…

Tylko czekać, kiedy GazWyb uczyni zeń coś w rodzaju anioła zemsty.

Zemsty na tych, którzy czynnie włączyli się w Holokaust.

Przy okazji Gebert załatwia też swój interes. Otóż ojciec czołowego publicysty czerskiej gazety już przed wojną był agentem sowieckim, aktywnie działającym przeciwko interesom Polski na terenie USA. Z kolei matka to funkcjonariuszka Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.*

I choć ręce ich nie ociekały krwią tak, jak ręce starszego Michnika, to przecież nie da się przecenić „zasług”, jakie dla zniewolenia Polski położył ojciec Dawida Warszawskiego.

To nie jedyny „prezent na zajączka”. W dodatku Ale Historia (wyd. internetowe) przypomniany jest pochodzący sprzed dwóch lat tekst.

W Wielki Piątek czerscy zamieścili pochodzący z 2017 r. wywiad z byłym pracownikiem IPN, dr. Adamem Puławskim**. Najważniejsza teza:

Zatajenie przez rząd wiedzy o Zagładzie w kluczowym momencie jest faktem. Możemy się tylko domyślać, dlaczego to zrobiono. Rząd oczywiście wiedział, co się dzieje w kraju, znał skalę terroru wobec Żydów, ale priorytetem było odbudowanie po wojnie Polski w odpowiednim kształcie.

We wspomnianej akcji propagandowej przeprowadzonej w czerwcu i lipcu 1942 r. główny nacisk został położony na protest przeciw przymusowemu wcielaniu Polaków do armii niemieckiej, ale o terrorze wobec Żydów też mówiono. Jednak potem – aż do listopada-grudnia 1942 r. – Londyn wyciszał kwestię żydowską.

(…)

Można się spierać, czy działania aliantów były wystarczające, ale na pewno nie można mówić, że nic nie zrobili. Informowali, ostrzegali, apelowali, a po deklaracji z 17 grudnia dokonali nawet bombardowania miast niemieckich, rozrzucając ulotki z informacją, że to odwet za eksterminację ludności żydowskiej.

http://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,21635836,dlaczego-rzad-na-uchodzstwie-patrzyl-obojetnie-na-powstanie.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.5-L.4.gruby

Polski rząd na uchodźstwie zatajał prawdę o holocauście ??

To „odkrycie” na miarę tego z połowy lat 1990-tych, kiedy to czerscy odkryli praprzyczynę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Tymczasem prawda historyczna jest zupełnie inna.

Konferencja w Wannsee, na której podjęto decyzję o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” miała miejsce w połowie stycznia 1942 roku.

Dopiero na kanwie jej ustaleń rozpoczęto rozbudowę machiny masowej śmierci (obozy zagłady).

M.in. powstał wtedy olbrzymi kompleks krematoriów w Auschwitz II.

Wielka akcja wysiedleńcza w getcie warszawskim rozpoczęła się w drugiej połowie 1942 r. (22 lipca).

Puławski przez przeoczenie zapewne zapomniał, iż w 1942 roku na okupowanych ziemiach Polski nie działał Internet i nie było także systemu telefonii komórkowej.

Niemcy również nie informowali ludności (nie tylko podbitej) o swoich zamiarach i działaniach.

Zdobycie i przekazanie kurierem informacji o Zagładzie w ciągu trzech miesięcy należy uznać więc za ogromny sukces.

Dlatego pierwszą informacją, jaka wpłynęła do alianckich rządów była tzw. nota Raczyńskiego (polskiego ministra spraw zagranicznych) z 10 grudnia 1942 roku.

Ale dr Puławski nie przejmuje się czymś takim, jak fakty.

On nimi kugluje tak, aby pasowały do przyjętych z góry założeń. Nie pasujące zaś pomija.

Ewidentną bzdurą, obliczoną już chyba na całkowity brak wiedzy o II wojnie światowej są opowieści o bombardowaniu miast niemieckich jako „odwecie za eksterminację ludności żydowskiej”.

W II wojnie światowej miasta padały ofiarą bomb praktycznie od samego początku. Ot, nasz Wieluń, w odróżnieniu od Warszawy zupełnie nie broniony.

Niszczenie wielkich miast miało być po prostu sposobem na przyspieszenie zakończenia wojny (wg teorii włoskiego generała lotnictwa Giulia Douheta) poprzez zastraszenie ludności cywilnej i dezorganizację zaplecza walczących armii.

Więc Niemcy bombardowali Londyn i inne miasta, Anglicy zaś Berlin, Hamburg, Kolonię itd..

Od 1940 r. do końca wojny.

Po 8 grudnia 1942 roku wespół z Amerykanami.

I nie miało to nic wspólnego z holocaustem.

20.04 2019

______________________________________

* Ojciec Bolesław (Bill) Gebert (banialuki o jego pochodzeniu  ze zubożałej rodziny szlacheckiej można między bajki włożyć. Najsłynniejszy Herbarz Polski Adama Bonieckiego nie notuje nikogo o tym nazwisku) przez pewien czas podlegał nawet słynnemu Pawłowi Sudopłatowowi (Sudopłatow m.in. organizował zamach na Lwa Trockiego, w Hiszpanii z ramienia NKWD oczyszczał szeregi republikanów z mienszewików i innych, uznawanych przez Stalina za wrogów).

„Bill” Gebert zasłynął z antypolskich działań już w 1920 roku. Sam zresztą przechwalał się tym w wydanej w PRL autobiograficznej (??) książce:

„Byliśmy jedyną grupą wśród Polonii, która zwalczała wspieraną przez imperialistów rosyjską kontrrewolucję. Pozostała prasa polonijna popierała wyprawę Piłsudskiego i prowadziła kampanię na rzecz kupowania obligacji rządu polskiego na finansowanie wojny z Krajem Rad. Akcję prowadzono pod hasłem ‚Bij Bondem [tj. obligacją] bolszewika’. Rząd polski usiłował sprzedać w USA i wśród Polonii obligacje na sumę 50 milionów dolarów. Zwalczaliśmy tę akcję i odnosiliśmy rezultaty”.

Na szczęście udało się zatrzymać Tuchaczewskiego pod Warszawą w 1920.

Również po napaści Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 r. Bolesław Gebert nie szczędził sił ani środków, aby usprawiedliwić Stalina.

Ówczesny polonijny „Dziennik Zjednoczenie” pisał wtedy:

„W pisaniu głupstw prześcignął wszystkich niejaki B.K. Gebert, członek Krajowego Komitetu Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, który w języku polskim opowiadał o raju, w jakim dziś żyje lud rosyjski”.

Po wojnie Bill musiał uciekać z USA zagrożony aresztowaniem.

Do Polski przybył w 1947 na pokładzie Batorego.

A tu czekała już na niego kariera.

„(…) wyrasta od razu na sztandarowego człowieka reżimu w ruchu tak zwanych związków zawodowych. Wchodzi do Centralnej Rady Związków Zawodowych, zostaje redaktorem ‚Głosu Pracy’, obejmuje nawet stanowisko zastępcy sekretarza generalnego komunistycznej Światowej Federacji Związków Zawodowych. Reżim używa go do akcji propagandowej w związkach zawodowych na Zachodzie (…)” (cyt. za: Z. Błażyński „Mówi Józef Światło. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955”, Londyn 1985, s. 167).

W latach 1949–1950 był sekretarzem Światowej Federacji Związków Zawodowych. W 1950 roku został przedstawicielem światowego ruchu związkowego przy ONZ i naczelnym redaktorem „Głosu Pracy”. W latach 1960–1967 był ambasadorem PRL w Turcji. W 1967 roku przeszedł na emeryturę.

(wikipedia)

Matka Konstantego Geberta była również „patriotką”.

Krystyna Poznańska – chorąży UBP, w latach 1944-1945 organizatorka UBP w Rzeszowie. Inwigilowała Bolesława Geberta, sowieckiego agenta niesłusznie podejrzewanego o szpiegostwo na rzecz USA. Dla ułatwienia inwigilacji została za zgodą MBP, najpierw kochanką, a gdy inwigilowany kochanek zaproponował jej małżeństwo, także jego żoną. Pracowała jako dziennikarka, publicystka i tłumaczka. Z Bolesławem Gebertem miała syna, Konstantego Geberta, który pod pseudonimem Dawid Warszawski publikuje m.in. w „Gazecie Wyborczej”.

https://bliskopolski.pl/leksykon/krystyna-poznanska/

** Dr Adam Wacław Puławski (r. 1965) stopień naukowy uzyskał w wieku 44 lat, a więc dość późno jak na człowieka, o którym czerskie media (GazWyb, tokfm) piszą „naukowiec”.

Promotorem jego pracy doktorskiej, poświęconej stosunkowi rządu RP na Uchodźstwie oraz Delegaturze na kraj do deportacji Żydów do obozów zagłady w latach 1941-42 był prof. dr hab. Andrzej Żbikowski, zatrudniony w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie.

Recenzentami zaś byli znana prof. dr hab. Barbara Teresa Engelking-Boni (wtedy jeszcze tylko dr hab. socjologii) oraz prof. dr hab. Janusz Szczepański i specjalizujący się głównie w tematyce banderowskiej prof. dr hab. Grzegorz Motyka.

O ambicjach doktora Puławskiego można dowiedzieć się z czerskiego OKO.press (znanego też jako OKO Michnika).

Żelazny doktor postanowił uszczknąć co nieco dla siebie z pieniędzy przeznaczanych na opłacanie antypolskich wydawnictw.

Najwyraźniej chciałby iść tą samą drogą, którą wcześniej przebył Jan T. Gross.

I jeśli Gross, Engelking i Grabowski atakują wprost, pisząc o setkach tysięcy wymordowanych przez Polaków Żydów, Puławski atakuje polskie podziemne instytucje.

Wg OKOpress:

Bo też, jak dowiemy się za moment, rząd RP w Londynie próbował wykorzystać napływające z Kraju informacje w swoich dyplomatycznych rozgrywkach. Przy okazji historyk rozwiewa różne mity – w tym mity dotyczące roli Jana Karskiego, o którym do dziś możemy usłyszeć (w tym z ust najwyższych rangą polityków), że „pierwszy poinformował Zachód o Zagładzie”.

Wszystko tu jest nieprawdą, poza faktem, że Karski rzeczywiście wykazał się bohaterstwem przemierzając okupowaną przez Niemców Europę jako kurier. Nie był jednak ani pierwszym, ani tym bardziej jedynym źródłem wiadomości o Zagładzie, a informowanie o niej było trzeciorzędnym celem jego misji.

W dodatku Karski nie przewiózł najprawdopodobniej raportu o Zagładzie, co mu się powszechnie przypisuje — twierdzi Puławski.

(…)

Władze w Londynie natomiast opóźniały z różnych taktycznych powodów nagłośnienie w Wielkiej Brytanii i USA informacji o tym, co się działo w getcie – m.in. dlatego, jak przypuszcza Puławski, że mogłoby to “przykryć” prowadzoną latem kampanię propagandową pokazującą na Zachodzie los prześladowanych przez okupanta kobiet polskich.

https://oko.press/rzad-rp-i-ak-patrzyly-na-zaglade-z-obojetnoscia-ksiazka-historyka-zmuszonego-do-odejscia-z-ipn/

Wg Grossa, Engelking i Grabowskiego (oraz kilku innych) Polacy podczas okupacji zajmowali się w zasadzie tylko mordowaniem Żydów. I rabowaniem ich majątków, bo przecież przed wojną wszyscy Żydzi byli jak nie posiadaczami ziemskimi, to przynajmniej przedsiębiorcami.

Nie było czasu na nic innego.

Teraz kolejne „odkrycia” dr Puławskiego mają ukazać Polskę jako kraj, którego instytucje czynnie wspomagały Holokaust.

Czy w 2025 (na 80 rocznicę zakończenia II wś) kolejny historyk promowany przez GazWyb i przystawki odkryje nieznany fragment życiorysu Adolfa Hitlera?

I obwieści dumnie, że był Polakiem?