Zobaczcie, jak zmienił się świat mediów.Kiedyś, żeby mieć wpływ na ludzi, trzeba było mieć gazetę.
Najlepiej dużą. Jeszcze lepiej kilka gazet.William Randolph Hearst był jednym z pierwszych, którzy zrozumieli, że gazeta nie musi być tylko miejscem, w którym podaje się informacje. Może być także narzędziem wpływu. Był królem tak zwanego żółtego dziennikarstwa, czyli prasy, w której sensacja często wygrywała z faktami. Jego nazwisko przeszło zresztą do historii nie tylko dziennikarstwa, ale i kina. To właśnie Hearst był główną inspiracją dla Charlesa Fostera Kane’a z filmu Orsona Wellesa „Obywatel Kane”. Oglądaliście? Pewnie dawno temu. Krąży do dziś słynna historia o jego korespondencie na Kubie. Miał podobno napisać do Hearsta, że na miejscu nic się nie dzieje i nie będzie żadnej wojny. Hearst miał odpowiedzieć:
„Ty dostarcz zdjęcia, a ja dostarczę wojnę. Historia okazała się prawdopodobnie równie efektowna jak niektóre materiały, które publikowała prasa Hearsta.
I to jest chyba najlepsza lekcja z epoki żółtego dziennikarstwa.
Sensacja potrafi przeżyć fakt.
W Wielkiej Brytanii podobną rewolucję przeprowadził Alfred Harmsworth, późniejszy Lord Northcliffe. Jego „Daily Mail” był tani, krótki, szybki i pisany tak, żeby zwykły człowiek chciał go przeczytać. Pierwszy numer z 1896 roku miał zaplanowany nakład 100 tysięcy egzemplarzy, a faktycznie wydrukowano ponad 397 tysięcy. Kilka lat później gazeta przekroczyła milion egzemplarzy nakładu.
To był już nowy świat.
Nie chodziło tylko o to, co napisać.
Chodziło o to, jak napisać, żeby przeczytali to wszyscy.
Potem przyszła telewizja. I człowiek, który zrozumiał ją chyba lepiej niż większość swoich konkurentów.Ted Turner. To on stworzył CNN i zrobił rzecz, która wówczas wydawała się szaleństwem. Uruchomił telewizję informacyjną działającą przez całą dobę. Na początku CNN miała zaledwie 35 pracowników, niewielkie przychody i przynosiła straty. Trzydzieści lat później była już wielką światową siecią.
Turner miał prostą receptę na sukces:
„Wcześnie kładź się spać, wcześnie wstawaj, pracuj jak diabeł i reklamuj się”.
Proste? Prawda?
Ale trzeba było jeszcze mieć odwagę zrobić coś, czego inni nie chcieli zrobić.
We Włoszech pojawił się Silvio Berlusconi. Najpierw zbudował potężne imperium telewizyjne, a potem udowodnił, że właściciel mediów może sam stać się politykiem. Media i polityka zaczęły się przenikać w sposób, który wcześniej trudno było sobie wyobrazić.
A potem był mój ulubieniec Rupert Murdoch (na zdjęciu).
Gazety, telewizja, radio, „The Times”, „The Sun”, Fox News, „The Wall Street Journal”. Murdoch zbudował jedno z największych imperiów medialnych współczesnego świata.
Ale nawet imperia mają swój koniec.
Dziś Murdoch nie kieruje już wszystkim osobiście. W 2023 roku ustąpił z funkcji przewodniczącego Fox Corporation, a jego następcą został najstarszy syn Lachlan.
Po drodze mieliśmy też Roberta Maxwella. Człowieka, który zbudował potężne imperium wydawnicze, kupił Mirror Group, stworzył ogromną machinę medialną, a po jego śmierci w 1991 roku wyszło na jaw, że wyprowadził około 450 milionów funtów z funduszu emerytalnego pracowników, aby ratować swoje firmy.To była brutalna przypominajka, że za wielkimi nazwiskami, pięknymi gabinetami i pierwszymi stronami gazet zawsze są pieniądze. Ogromne pieniądze.
Ale świat właśnie zaczął zmieniać reguły gry.
John Malone, Thomsonowie, Agnelli i inni wielcy właściciele pokazali, że media mogą być częścią wielkich międzynarodowych struktur kapitałowych. Thomsonowie poprzez Woodbridge nadal kontrolują około 70 procent akcji Thomson Reuters.
Tyle że dzisiaj największym problemem nie jest już pytanie:
„Kto ma gazetę?”
Pytanie brzmi:
„Kto decyduje, co zobaczysz?”
I tutaj zaczyna się zupełnie inna epoka.
Mark Zuckerberg nie musi posiadać gazety.Nie musi wysyłać reporterów na drugi koniec świata.
Wystarczy, że posiada platformę, przez którą miliardy ludzi otrzymują informacje.
Sam Zuckerberg powiedział kiedyś:
„Największym ryzykiem jest niepodejmowanie żadnego ryzyka”. On to ryzyko podjął.
Elon Musk zrobił coś jeszcze innego. Kupił platformę, na której wcześniej spotykały się miliony ludzi, i zaczął wpływać nie tylko na sposób komunikacji, ale także na debatę publiczną. Wszyscy pamiętają jak nazwał Radosława Sikorskiego na platformie X ,,śliniącym się imbecylem” czy ,, marionetką Sorosa”.Google natomiast nie musi niczego publikować. Wystarczy, że ustawia kolejność wyników wyszukiwania i decyduje, co dla użytkownika pojawi się na pierwszym miejscu.
I tutaj dochodzimy do najważniejszej zmiany.
Hearst potrzebował papieru. Northcliffe potrzebował drukarni. Turner potrzebował nadajnika. Murdoch potrzebował stacji telewizyjnych i gazet.
Dzisiejszy magnat potrzebuje przede wszystkim platformy, algorytmu i milionów użytkowników.
Kiedyś człowiek rano kupował gazetę i czytał to, co redaktor naczelny uznał za najważniejsze.
Dzisiaj bierze telefon do ręki i często nawet nie wie, kto zdecydował, co właśnie zobaczył.
I może właśnie dlatego świat mediów zmienił się bardziej w ciągu ostatnich dwudziestu lat niż przez poprzednie sto.
Od Hearsta do Murdocha mieliśmy władzę właściciela nad redakcją.
Dzisiaj coraz częściej mamy władzę algorytmu nad odbiorcą.
A zasada w gruncie rzeczy pozostała ta sama.
Sensacja. Seks. Skandal. Emocje. I wszystko, co sprawia, że człowiek nie przejdzie obojętnie obok nagłówka.
Tyle że kiedyś trzeba było tę sensację wydrukować.
Dzisiaj można ją wyprodukować, przesłać i pokazać miliardom ludzi w kilka sekund. I dlatego nie jestem pewien, czy największym problemem współczesnych mediów jest to, że świat jest coraz szybszy.Bo technologia się zmieniła. Człowiek niekoniecznie.
Zostaw komentarz