Widzimy to wszędzie, począwszy od samych rządzących, którzy zachowują się, jak na prywatnym folwarku pańszczyźnianym i decydują jak chcą, za nic mając prawo, wydając publiczne fundusze nas wszystkich zupełnie bezkarnie. My musimy się urzędom skarbowym tłumaczyć z zakupu papieru do drukarki-dlaczego tak dużo??-a oni wydają miliony i nikt im nic nie zrobi. Tak jest od wiele lat. Brak odpowiedzialności wspaniale wspiera poczucie bezkarności.

Nie inaczej dzieje się w szpitalach i gabinetach. Dominuje kompletny brak odpowiedzialności za WŁASNE zdrowie, klientyzm traktujący lekarza, jak sklepikarza, który ma „dać” – bo sienależy za darmo – to, co sobie klient zażyczy. Klient nie musi nawet składek zdrowotnych płacić we właściwej wysokości, ale i tak mu sienależy.

W sklepiku klient wybiera badania, jakie sam chce-a raczej żąda-często wyczytane w necie lub podpowiedziane przez @misiaczek92 z forum internetowego, wydruki badań z labu/netu już nikogo w gabinecie nie dziwią. Nie dziwi nie stosowanie leków, ale za to stosowanie wynalazków z Peru/Chin/Tajlandii za bajońskie sumy, kupowanych bezmyślnie, bez świadomości co to naprawdę jest i ile w suchych liściach można znaleźć pestycydów. Walka często z góry skazana jest na niepowodzenie, odmowa i próby uzasadnienia medycznego odmowy budzi agresję, a często wyzwiska. Bo brak odpowiedzialności za własne zdrowie łączy się w Polsce harmonijnie z ….. bezkarnością.

O ile klient może się skarżyć do wielu instytucji, które spadną nam na głowę w poczuciu misji i „ratowania” pacjenta, o tyle my niewiele możemy zrobić. Nawet opis zdarzenia w dokumentacji często nie jest dowodem, bo wiadomo, że kłamiemy/oszukujemy/działamy na niekorzyść pacjenta-jak to konowały mają w zwyczaju. Nie dziwi, że i my stajemy się wyczuleni, często uprzedzeni, zmęczeni kopaniem z koniem nieuctwa i bezmyślności, chociaż zdajemy sobie sprawę, że jak nie powiemy czegoś, nie spróbujemy wytłumaczyć skutki „leczenia” na własną rękę, to zjadający lecznicze kambodżańskie grzybki z netu trafi do szpitala i wróci do nas szybko z oskarżeniem o nasze zaniechanie/brak leczenia/brak informacji. Bo tak zostało u nas ustalone, że klient robi co chce, a odpowiedzialność jest NASZA.

Ubezpieczenia zdrowotne określające komu i co, za ile i kiedy „sienależy” zrobiłyby szybko porządek z nadużywaniem świadczeń. Wpis w dokumentacji o stosowaniu kambodżańskich grzybków, w razie powikłań stosownie zwiększałby kwotę do zapłacenia za drogie leczenie szpitalne.

Awantury, wyzwiska i agresja udokumentowana dawałaby wilczy bilet i konieczność wyboru lekarza POZ 40 kilometrów od domu. Wtedy, gdyby zostały prawa pacjenta bez zmian, wymusiłoby to również zmiany w NAS, w naszym zachowaniu, traktowaniu pacjenta, we współpracy z chorym – bo nie stałby przed nami żądający klient pozbawiony odpowiedzialności za siebie, ale świadomy, wyedukowany obywatel. Wtedy leczenie byłoby naszą radością. Teraz często nie jest …..

Jak słusznie pisze Lekarz Dawid Ciemięga cytuję:

Podjąłem niedawno decyzje o częściowej rezygnacji z zawodu, w związku z tym mój tryb pracy się znacząco zmieni od listopada. Będę wciąż zajmować się działalnością edukacyjną, pisaniem itd

Pracuje z pacjentami 7 lat i dziś pierwszy raz wyrzuciłem rodziców z gabinetu, otworzyłem drzwi i kazałem im wyjść.

Przez 5-6 lat mojej pracy zdarzały się sporadycznie nieporozumienia, ale od roku coraz częściej spotykam się nie tylko z coraz większą bezmyślnością rodziców, ale przede wszystkim skrajną nieodpowiedzialnością. I nie będę tego tolerować i nie będę brać za to odpowiedzialności.

Dwa lata temu nie pomyślałbym, że rodzic może świadomie ukrywać chorobę dziecka, aby dostać zgodę na treningi, które zagrażają jego życiu, a dziś to dla mnie nie jest już zaskakujące. Czasami myślę, że niektórzy lepiej jakby oddali swoje dzieci, bo chyba chcą je uśmiercić. To co się dzieje jest szokujące.

I chciałbym tu zaznaczyć, że to nie jest tak, jak dziś rodzicom się wydawało – mamy prawo wyboru, prawo robić co chcemy, a lekarz – którego się i tak nie słuchamy, nie ma nic do gadania i ma nam usługiwać. Otóż ma:
Zgodnie z art. 38 u.z.l i zgodnie z art. 7 Kodeksu Etyki Lekarskiej – Lekarz może odmówić opieki nad pacjentem z istotnych powodów.

Powtórzę publicznie to, co powiedziałem dziś w gabinecie – jeśli ktoś stwierdzi, że będzie bez żadnego uzasadnienia rozdzielać wszystkie szczepienia i przychodzić sobie co tydzień i z jednej wizyty szczepiennej robi 5, to działa na szkodę dziecka i dodatkowo utrudnia innym dostanie się na wizytę.

Szczególnie w obecnej sytuacji. I takie postępowanie (rozdzielanie szczepień i mnożenie niepotrzebnie wizyt) nie ma żadnego uzasadnienia medycznego. A każdy rozsądnie myślący rodzic wie, że chodzenie bez potrzeby po przychodni jest potencjalnie szkodliwe dla dziecka. Co z resztą spokojnie wyjaśniłem miesiąc temu, zostałem zignorowany.

Lekarz powinien wyjaśniać rodzicom takie kwestie, ale czasy są teraz takie, że coraz więcej rodziców ma totalnie gdzieś naszą wiedzę, wykształcenie, szkolenie bo z góry deklarują, że wiedzą lepiej i nie interesuje ich to, co mówię. To nie jest tak, że ktoś przychodzi i pyta, to jest tak, że ktoś przychodzi i go już nic nie interesuje, bo wie lepiej.

Jeśli ktoś powołuje się na to, co ktoś pisze w internecie, albo bo jak dziś usłyszałem – „mamy w rodzinie kogoś ze służby zdrowia kto ma inne zdanie” – to proszę niech ten ktoś zajmuje się dzieckiem, niech je leczy, szczepi i ratuje. Ja nie będę brać odpowiedzialności za pacjenta, kiedy rodzice mają mnie gdzieś. Bo coraz częściej jest tak, że rodzic postępuje bezmyślnie ale chce żeby lekarz za wszystko odpowiadał, wydał zgodę, receptę itd. Ja nie będę, jeśli rodzic mnie okłamuje, ukrywa ważne kwestie albo nie słucha argumentów – w takich sytuacjach lekarz ma prawo odmówić współpracy.

Ja dziś zacząłem grzecznie – nie wyrażamy zgodny na takie postępowanie i jeśli Państwo chcecie tak postępować z dzieckiem, proszę zmienić przychodnie. Usłyszałem stek bezwartościowych bzdur typu – pan nam odbiera prawo do opieki medycznej, gdzie pana przysięga Hipokratesa itd. A ponieważ zdarza się to coraz częściej, to jasno podkreślam – lekarz nie jest od spełniania bezmyślnych zachcianek rodziców, bierze za pacjenta odpowiedzialność i jak się rodzic zaleceń nie słucha, to współpraca się kończy.

A na koniec proszę sobie dobrze zapamiętać – przynajmniej 50% problemów z dostępnością do lekarza, brakiem miejsca, wynika z bezmyślności i egoizmu innych. Naprawdę mnie już nie zdziwi jak ktoś w ramach teleporady zapyta jak się gotuje makaron.

I ja mówię dość. Kiedyś do tego wrócę, ale teraz nie będę opisywać co się regularnie dzieje, ale to jest po prostu szokujące. Mam dość bycia okłamywanym, ignorowanym, obrażanym, poniżanym.

Dość.” – pisze Lekarz Dawid Ciemięga.