Kiedy byłam świadkiem składania majowych przedwyborczych obietnic, na które składały się wszystkie możliwe populistyczne hasła – nie raz chwytałam się za głowę. Nie pierwsze to były w Polsce wybory, ale skala i sposób przekazywania „co my dla was nie zrobimy jak nas wybierzecie” była nie do ogarnięcia przez zwykłego Kowalskiego. Stawka była wysoka, gdyż wybory prezydenckie były wpisane w kalendarz kampanii parlamentarnej i mogły podbić lub osłabić reprezentujących dane partie kandydatów. Bądźmy szczerzy walka trwała między głównymi kandydatami duopolu politycznego tj. Komorowskim a Dudą. Pojawiające się od początku nazwisko Pawła Kukiza nie robiło wrażenia i całe szczęście. Tocząca się w blaskach fleszy walka konkurencji: „co ja wam dam jak wygram” uśpiła sztaby a wybudziła prawdziwego ducha w narodzie, wybudziła odwagę i bunt. W zapleczu umacniał się ruch, któremu nikt na początku nie dawał w sondażach więcej niż 4%. Ruch na czele, którego szedł człowiek samotny, bez zaplecza politycznego i dużej kasy, ale wiódł za sobą tych, którzy dość już mieli obietnic składanych od ponad 25 lat. Pewnie nie realizowanych również z tego samego powodu co składanych – by móc czymś wygrywać kolejne wybory. Paweł Kukiz wygrał wybory szczerością swoich przekonań, jedynym i bardzo twardym argumentem: zmianą ordynacji wyborczej, wprowadzeniem JOW. Jak to możliwe, że nie używając setek populistycznych hasełek porwał za sobą ponad 3 mln ludzi. Odpowiedź jest prosta, Polacy mają dość mamienia i słuchania wyklepanych tych samych formułek przez całą każdą kolejną kampanię. Ma się wrażenie, że każdy program wyborczy, że każda kampania każdego z ugrupowań jest taka sama lub różni się detalami. Kupuje się więc wyborcę obietnicami bez pokrycia i to, co wybory tak samo. To spowodowało, że dotychczasowa frekwencja wyborcza w Polsce była na bardzo niskim poziomie. Nie dlatego, że Polacy nie czują swojego obywatelskiego obowiązku decydowania za kraj. Dlatego jednak, iż przed każdymi wyborami byli oszukiwani a po każdych kolejnych wracało wszystko do starego stanu rzeczy. Obiecujący wcześniej a potem urzędujący z troską odnosili się do swoich obietnic mówiąc: to nie było możliwie, choć bardzo chcielibyśmy to zmienić, nie da rady… Kiedy zatem czytam teraz jak co niektórzy już wycofują się ze swoich przedwyborczych obietnic, uświadamiając sobie i innym, że byłoby to szkodliwe społecznie to znów zadaję sobie pytanie: Panowie, macie nas za durni? Świetnie, że przychodzi świadomość, szkoda tylko że zawsze po wyborach. Mając was jednak za tych światłych i z grupą doradców – specjalistów jestem przekonana, że konsekwencje wprowadzenia waszych wyborczych obietnic znaliście wcześniej, ale trzeba było przecież znów kupić wyborcę. I znów to samo, czuję jednak, że coś się zmieniło …. ale jakby tak samo. Może to poczucie zmian jednak wiąże się z tym co prawdziwe, co nadchodzi i postawiło już pierwsze kroki. Wierzę, że w końcu na jesień zwycięży szczere zainteresowanie Polską i jej obywatelami. Wierzę, że Armia Kukiza zwarta trzecia siła nauczy odpowiedzialności wobec wyborcy !