Podobnie jak pani Jadzia z mięsnego za rogiem,  wsłuchiwałem się w przekazy medialne ogólnopolskich gadzinówek równie pilnie, jak w strumienie informacji stacji i redakcji szumnie określanych mianem – „prawicowych”.

Bez wypieków na twarzy, ba, nawet beznamiętnie, doszedłem do wniosku, że wybory już wygrał obecnie nam panujący p(P)rezydent. To tak oczywiste, jak garść faktów, które z trudem przeciskają się poprzez głośniki do społeczeństwa, ( w którym zaledwie 10% ma pojęcie, o czym mówię), że tu i ówdzie karty do głosowania mają już powstawiane krzyżyki przy konkretnym nazwisku. Skandal, dowody? Jest ich sporo i prawie nikt o nich nie mówi. Wszystko zależy od punktu siedzenia. Rzekomi liberałowie, którzy w socjotechnicznym imadle ścisnęli prawie 38 milionów moich rodaków, nie pozostawiają złudzeń i mogą sobie już dzisiaj gratulować. Czego? Skutecznego ich ogłupienia, a chwilę później doprowadzenia nas do całkowitej apatii w kwestiach naszej: przeszłości, teraźniejszości i być może przyszłości, o ile mój scenariusz się ziści, a tego jestem pewny.

Platformiana klika doskonale wie, że jeżeli do władzy dojdzie ktoś inny, niż „ich” człowiek, lwia część tych niby-polityków zasiedli Rakowiecką. Nie zawahają się nawet przez chwilę, bo nie mają zwyczajnie wyjścia.

Naiwnym jest łudzenie reformatorów z Bożej łaski, że „układ”  pozwoli zbliżyć się do sukcesu któremuś z kontrkandydatów do fotela prezydenckiego. Że co? Że Duda ma szanse? Być może, choć trzeba być naiwnym, aby w to uwierzyć, a nawet gdyby, nic się nie zmieni, bo zmienić się nie może, z wyjątkiem jednego – najbliższe pięć lat pochłoną emocje związane z mnożącymi się komisjami śledczymi, które będą odwetem za lata wyrzeczeń i kontrakcji przeciwko tzw. opozycji. Sam Duda? Miły chłopak, będzie kiedyś świetnym politykiem, może za pięć lat?

Kukiz? Przepraszam serdecznie pana Pawła i jego sympatyków, ale aby piastować urząd prezydenta potrzeba troszeczkę więcej wiedzy i obłudy, bo na mitycznych JOW-ach daleko się nie ujedzie. Niestety, Jego pomysł na „normalność” ma wyjątkowo miałkie fundamenty. Prawdziwy polityk nie okazuje emocji, jest pospolitym zimnym draniem, który realizuje swoje cele po trupach. Przerażające stwierdzenie? Oczywiście, zwłaszcza, że mamy świadomość tego, że nawet prezydent jest wyłącznie naszym sługą, którego wybraliśmy po to, aby dla nas pracował. Kukiz się do tego nie nadaje, być może znowu ucieknie do nałogu, bo polskości na trzeźwo, opanować się nie da.

Obecny prezydent pracuje niewiele, ciągle boi się, że z Pałacu „buchną” mu żyrandol, do którego przez ostatnie lata, cholernie się przywiązał.

Korwin? Cóż, wpatrując się w jego dobrotliwe lico dochodzę do wniosku, że po latach upadków i sukcesów zwariował w chwili, gdy „zżarł” przed kamerami PiT-a, później jego stan uległ ukryciu, następnie pogorszeniu. Dzisiaj kompletnie utracił kontakt z rzeczywistością. I choć pomysł ze strzelaniem do ludzi może być chwytliwym, warto mieć świadomość tego, że związkowiec, również jest człowiekiem, a Jego Wysokość Putin, którego Korwi broni intelektem, pospolitym wojennym zbrodniarzem, któremu wszystko ujdzie płazem, no chyba, że powtórzy się scena z filmu Michałkowa.

Ciekawą propozycją jest „Wunderwaffe” Millera – dama o dość pospolitym nazwisku. Podczas pamiętnej debaty telewizyjnej nie pokazała piersi ( i słusznie, bo widzowie mogliby się poczuć rozczarowani) i być może przez to utraci część elektoratu. Seksizm w czystej postaci? Oczywiście, a jego geneza wywodzi się wprost ze spluwaczki z napisem Facebook. Trafił się nawet jeden analfabeta – polityk, który „paluszkiem do góry” zasygnalizował sakramentalne „lubię to”. Jasne, wycofał się, bo zrozumiał, że w chwili, gdy przycisnął feralny guzik, stał się celem numer jeden połowy gadzinówek. Nie wiem, kim jest pani Ogórek, ale wiem, że wypada równie słabo, co… mizeria na słono. Ratuje ją tylko uroda, ale wybory prezydenckie nie są konkursem, gdzie wybiera się miss mokrego podkoszulka.

Palikot? Cóż, będąc na jego miejscu podzieliłbym los ptaków dodo. Naprawdę! Z radości skoczyłbym z moimi redaktorami…, na piwo, a by świętować desperacki krok Szanownego Pana Janusza.

Któż tam jeszcze… Jarubas! Nie ufam ludziom, którzy mają na czole siwego „loka” i którym nie mogę spojrzeć w oczy, bo mają wadę wzroku, wszak – oko jest zwierciadłem duszy w tym przypadku węgierskiej duszy, którą Jarubas okazuje podczas publicznych wystąpień. Orban to „łon” nie jest.

Pozostałych kandydatów pomijam, wyjątkiem będzie pan Braun, który jeszcze kilka miesięcy temu zupełnie dobrze mówił, ale obecnie chce nas „walnąć” krzyżem prosto w oczy, aż nam sęki wyskoczą. Osobiście nie czuję się wampirem, tym bardziej nie boję się wody święconej, bardziej niekompetencji i bicia piany z białka jajka, do którego zapomniano wrzucić szczyptę soli. Przez brak tej prostej czynności, piana nie będzie trwałą, podobnie jak kadencja pana Brauna, który musiałby piorunem abdykować, z braku perspektyw i ogólnej wściekłości „błogosławionych”, którzy uwierzyli i zakreślili wyborczy krzyżyk swoim długopisem, oczywiście na papierze i tym należącym do komisji ze zrozumiałych względów atramentowo – sympatycznych.

Skoro nazwisko wybrańca już praktycznie znamy zastanówmy się, kto mógłby natychmiast zdetronizować pana ( jak to mówił Cejrowski? Bredzisława?) Komorowskiego?

Jest ktoś taki! Pani Jagoda Wątroba! Problem polega na tym, że nie kandyduje, ale gdyby się zdecydowała, byłaby najlepsza. To kwintesencja kompetencji, porównywalnych z pozostałą jedenastką chętnych, którzy już w najbliższą niedzielę, z nerwów, wyłamywać sobie będą palce i walczyć z permanentnym rozwolnieniem.

wątroba

____________

ZeZeM