Coraz częściej mam wrażenie, że żyjemy w państwie bandyckim, które bardzo dobrze nauczyło się jednej rzeczy. Wie, jak sięgać do kieszeni obywatela i jak go ,,doić”.Komornik wie, gdzie znaleźć emeryta. Urząd skarbowy wie, gdzie znaleźć przedsiębiorcę.

Państwo wie, jak podnieść podatki, składki,mandaty, grzywny i opłaty.Tylko coraz częściej mam pytanie: czy to państwo równie dobrze wie, jak dbać o pieniądze swoich obywateli i ich dobrostan?
Bo kiedy zaczynam przyglądać się temu wszystkiemu po kolei, obraz wcale nie jest wesoły.

Weźmy najpierw emerytów.
Od 1 marca 2026 roku najniższa emerytura wynosi 1978,49 zł. Tymczasem przy egzekucji należności wolna od egzekucji jest kwota 1401,57 zł. A teraz spójrzmy na pracownika.Od 1 stycznia 2026 roku minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto. Przy egzekucji należności innych niż alimentacyjne pracownikowi zatrudnionemu na pełen etat przysługuje ochrona do wysokości minimalnego wynagrodzenia, po odpowiednich odliczeniach.
I tutaj zaczyna się problem.Przepisy są skonstruowane tak, że każdy emeryt jest automatycznie gorzej chroniony od każdego pracownika.Człowiek, który przepracował trzydzieści, czy czterdzieści lat, powinien być dla państwa szczególnie chroniony. Ale nie dla państwa bandyckiego. Dodatkowo istnieje cały system windykacyjny, który potrafi skupować przedawnione wierzytelności, dochodzić ich przed sądem i kierować sprawy do egzekucji.
Dług można sprzedać, można kupić,można odzyskiwać.
A człowiek pozostaje z tym wszystkim sam.Czy państwo powinno być przede wszystkim państwem wierzyciela, czy państwem obywatela? A problem w Polsce według statystyk narasta.Bo bardzo łatwo być silnym wobec człowieka, który ma 2000 czy 3000 zł emerytury.
Znacznie trudniej być silnym wobec wielkich instytucji, korporacji czy własnych urzędników.I tutaj dochodzimy do pieniędzy publicznych.
Budżet państwa na 2026 rok zakłada 647,2 mld zł dochodów, aż 918,9 mld zł wydatków i maksymalny deficyt na poziomie 271,7 mld zł.Prawie 919 miliardów złotych wydatków.
To już nie są abstrakcyjne liczby.To są nasze podatki.
Nasze pieniądze.I dlatego obywatel ma prawo zapytać: skoro państwo wydaje coraz więcej, to czy działa coraz sprawniej?
Czy mamy lepszą administrację?Sprawniejsze urzędy?Szybsze sądy?
Lepszą ochronę zdrowia?
Mniej biurokracji?
Czy może po prostu mamy coraz droższe państwo?
Bo łatwo wydawać pieniądze. podatników.Trudniej nimi dobrze gospodarować.
A teraz zadłużenie.
Według założeń budżetowych relacja państwowego długu publicznego do PKB ma wzrosnąć z 48,9 proc. w 2025 roku do 53,8 proc. w 2026 roku. Według unijnej definicji długu sektora instytucji rządowych i samorządowych ma to być 66,2 proc. PKB.
I znowu słyszymy: spokojnie, przecież państwa się zadłużają.Oczywiście.
Dług sam w sobie nie jest jeszcze tragedią.
Pytanie brzmi jednak:
co kupujemy za pożyczone pieniądze?Bo jeżeli za dług budujemy elektrownie, drogi, porty, fabryki, il technologie i przemysł, to przyszłe pokolenie dostaje rachunek, ale dostaje również majątek.
A jeżeli pożyczamy na bieżącą konsumpcję, administrację i łatanie dziury budżetowej to, przyszłe pokolenie dostanie przede wszystkim rachunek do zapłacenia i nic więcej.
I tutaj zobaczmy Gierka.Nie, nie zamierzam z niego robić bohatera.Jego polityka zadłużania kraju zakończyła się katastrofą. To fakt.Ale jest też drugi fakt.
Po tamtej epoce pozostały wielkie inwestycje przemysłowe i infrastrukturalne.W latach 70. powstały m.in. Huta Katowice, Port Północny w Gdańsku, Trasa Łazienkowska i Dworzec Centralny w Warszawie, a także tysiące mieszkań z wielkiej płyty. Rozbudowano przemysł, energetykę, drogi i infrastrukturę, powstały też Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej i Tychach. I właśnie dlatego pytanie jest zasadne:
co zostanie po dzisiejszym zadłużeniu Polski?
Co zostawimy naszym dzieciom poza rachunkiem do zapłacenia? Co pozostanie po tym Tusku i jego nieudacznikach? A skoro już jesteśmy przy pieniądzach, przejdźmy do KPO, to ogromne pieniądze. Polska ma w ramach KPO 158,5 mld zł, z czego 106,9 mld zł stanowią dotacje, a 51,6 mld zł preferencyjne pożyczki.
I właśnie tutaj obywatel ma prawo oczekiwać szczególnej kontroli.
Nie będę pisał, że całe KPO zostało roztrwonione.Ale skoro były kontrowersje, skoro były kontrole, skoro część umów rozwiązano, to pytanie pozostaje: Dlaczego w ogóle doszło do sytuacji, w której pieniądze publiczne trafiały na projekty budzące społeczne oburzenie?Jeżeli wydajemy miliardy, kontrola powinna być od początku.
A nie dopiero wtedy, kiedy media pokażą jacht czy inną kuriozalną inwestycję.
Kto tym wszystkim zarządza? Ale to kolejny temat.
Państwo nie jest abstrakcją.
Państwem zarządzają ludzie.
Ministrowie,wiceministrowie,
Prezesi, dyrektorzy, urzędnicy, rady nadzorcze.
I tutaj naprawdę powinno obowiązywać jedno proste kryterium:kompetencje.
Nie legitymacja partyjna.
Nie znajomość.Nie lojalność.
Nie to, kto z kim chodził do szkoły.Jeżeli ktoś zarządza miliardowym przedsiębiorstwem, powinien znać się na zarządzaniu., być fachowcem. To nasz wspólny majątek.Jeżeli ktoś odpowiada za finanse państwa, powinien mieć wiedzę i doświadczenie
Jeżeli ktoś kieruje resortem zdrowia, powinien rozumieć system ochrony zdrowia.
To nie jest prywatny folwark.
To jest państwo.
A jeżeli błędna decyzja kosztuje miliard złotych, to nie płaci jej minister z własnej kieszeni.Płacimy my.Podatnicy.Dlatego tak ważna jest przejrzystość wynagrodzeń i odpowiedzialność osób zarządzających spółkami Skarbu Państwa.Bo jeżeli ktoś zarabia bardzo dużo, powinien również bardzo dużo odpowiadać za swoje decyzje.
Następna sprawa to wymiar sprawiedliwości.Miał być naprawiony.Miał być szybszy,
Sprawniejszy niezależny.A tymczasem spór polityczny wokół sądów, prokuratury, KRS i legalności nominacji trwa nadal, a system jest jeszcze bardziej upolityczniony i często ,,sterowany ręcznie”. A prawo łamane w świetle kamer.
I jeszcze jeden obraz.
Rolnik.Żniwa.Ciągnik pracuje od rana do nocy.Kombajn musi jechać.
Paliwo trzeba kupić.
Nawozy trzeba kupić.
Maszyny trzeba utrzymać.
A jednocześnie GUS podał, że ceny skupu podstawowych produktów rolnych w czerwcu 2026 roku były średnio o 15,2 proc. niższe niż rok wcześniej. I teraz niech ktoś pojedzie na wieś i powie rolnikowi, że problemem jest tylko cena zboża.Nie.Problemem jest cały rachunek.Paliwo.
Nawozy.Energia.Maszyny.
Podatki.Praca.Kredyty.
A na końcu cena produktu.
Rolnik nie może wydrukować pieniędzy.
Musi je zarobić.
Tak samo jak emeryt nie może wydrukować sobie drugiej emerytury, kiedy pierwszą zabierze komornik.
I tak dochodzimy do sedna.
Bo można oczywiście powiedzieć, że przesadzam.
Że państwo nie jest idealne.
Że każdy rząd popełnia błędy.
Że wszędzie są nieprawidłowości.
Oczywiście.
Tylko że ja nie pytam już o pojedynczy błąd.
Pytam o system.
O państwo, które wydaje setki miliardów.O państwo, które się zadłuża.O państwo, które potrafi bardzo skutecznie ,,doić obywatela”. Ale jednocześnie ma problem z odpowiedzią na pytanie, czy każda publiczna złotówka została wydana prawidłowo i rozsądnie.Bo państwo powinno być silne wobec przestępcy, oszusta, złodzieja i każdego, kto działa przeciwko wspólnocie.
Ale wobec zwykłego człowieka powinno być przede wszystkim sprawiedliwe.
Powinno chronić emeryta.
Powinno pomagać rolnikowi przetrwać trudny rok.
Powinno zapewnić przedsiębiorcy uczciwe reguły.
Powinno zapewnić obywatelowi sprawny sąd.
Powinno pilnować każdej publicznej złotówki.
Powinno dobierać ludzi na stanowiska według kompetencji.
I przede wszystkim powinno pamiętać, że pieniądze państwa nie są pieniędzmi rządu.
To są pieniądze obywateli.
Dlatego zadaje pytanie:
Czy to państwo jeszcze jest dla obywatela, czy obywatel coraz częściej jest dla państwa?
I właśnie dlatego używam mocnego określenia.
Nie dlatego, że każdy urzędnik jest zły.Ale dlatego, że państwo, które potrafi być bezwzględne wobec słabego obywatela, powinno być równie bezwzględne wobec własnych błędów, własnej niegospodarności i własnej niekompetencji.
Bo inaczej zaczyna obowiązywać jedna zasada:
dla obywatela prawo, dla władzy tłumaczenie.
A takie państwo trudno już nazywać państwem sprawiedliwym. To jest państwo bandyckie.