Moim gościem jest Patrycja Baczyńska, uzdolniona i wykształcona muzycznie oraz pracująca zawodowo w tym obszarze niewidoma mieszkanka Ustki. Ja i moja rozmówczyni nawiązaliśmy świadomą znajomość dopiero teraz, konkretnie Patrycja pierwsza odkryła mnie, choć przez całe nasze życie wiele słyszeliśmy o sobie z opowiadań naszych mam, bowiem byliśmy leczeni w tym samym czasie w Krakowie, a nasze mamy pisały do siebie jeszcze potem przez kilka lat.

Właśnie z racji, że Patrycja od zawsze zajmuje się muzyką w innych mediach jest trochę artykułów o niej, dlatego mogłem nieco przygotować się do tego wywiadu, ale ta rozmowa pozwoli jeszcze lepiej poznać drogę edukacyjną oraz związaną z rozwojem społecznym naszej bohaterki. Patrycja od wyjścia za mąż zmieniła nazwisko na Malinowska, konkretnie używa dwóch, bowiem znana jest bardziej pod nazwiskiem panieńskim.

Maciej Bącal: Czy mogłabyś ogólnie przedstawić nam swoją rodzinę, konkretnie czy masz rodzeństwo i o ile starsze? To pozwoli zrozumieć twoją drogę, możliwości, jakie miałaś w tych nie łatwych czasach Polski lat 90 i pierwszych dwutysięcznych.
Patrycja Baczyńska-Malinowska: Mam dwóch braci. Są starsi o 9 i 12 lat.

M.B. Czy twoi rodzice od zawsze wiedzieli i podzielali pogląd, że powinnaś uczyć się i wychowywać jednym słowem rozwijać się wśród widzących, czy też był jakiś moment na początku lub potem, że zastanawiali się nad którymś z ośrodków? Uzupełnię to pytanie o jeszcze jeden element czy uczęszczałaś także do jakiegoś przedszkola?
PatrycjaB.M.: Na początku, gdy miałam zacząć edukację, pojechaliśmy z rodzicami do Lasek, gdzie znajduje się ośrodek dla osób niewidomych. Po całodniowym pobycie tam i zaznajomieniem się z panującymi warunkami i zasadami, rodzice jednoznacznie stwierdzili, że będę uczyć się w szkole masowej razem z dziećmi widzącymi. Rozpoczęłam swoją edukację od zerówki. Do przedszkola nie chodziłam. Wzrastałam wśród dzieci widzących.

M.B. Wiem, że cała twoja edukacja przebiegała w szkolnictwie masowym, ale czy mogłabyś przybliżyć nam, który rodzaj edukacji z widzącymi został wybrany? Czy był to system w pełni zwykły, czyli współcześnie nazywany edukacją włączającą, czy też miałaś jakieś doświadczenia z klasami integracyjnymi, gdzie jest dodatkowo nauczyciel wspomagający oraz czy miałaś jakiś epizod z nauczaniem indywidualnym w szkole lub w domu? Wiem z innych artykułów, że w twojej edukacji czynnie uczestniczyła twoja mama przebywając z tobą w klasie.
Patrycja B.M.: Tak, to prawda. Cała moja edukacja opierała się na szkołach masowych. Począwszy od zerówki, przez szkołę podstawową, gimnazjum, Liceum oraz studia. W czasie, kiedy się uczyłam nie było klas integracyjnych. Dużo pracy włożyła moja mama w to, żebym nadążała z programem w szkole. To fakt, że na niektóre przedmioty tj. matematyka czy chemia mama chodziła ze mną i siedziała w ławce. Było to bardzo ciekawe doświadczenie dla moich rówieśników, którzy tak się przyzwyczaili do mojej mamy, że pewnego razu podczas sprawdzania obecności, policzyli Ją do składu klasy. Było wtedy mnóstwo śmiechu. Istniała możliwość, by starać się o dodatkowe godziny indywidualne z konkretnych przedmiotów. Miałam takie w podstawówce z matematyki, tak samo w gimnazjum
i liceum. Oprócz tego w szkole średniej przyznano mi godziny z j. angielskiego i polskiego.

Precyzując klasy integracyjne zaczęły wtedy powstawać, ale w skali kraju odbywało się to stosunkowo wolno i akurat w moim mieście było tak, że miałam taką możliwość, ale nie wszędzie tak było.

M.B. Czy w swoich szkołach byłaś jedyną uczennicą niepełnosprawną nie tylko w klasie, ale w ogóle?
Patrycja B.M.: W szkole podstawowej byłam jedyną uczennicą z niepełnosprawnością. Natomiast w gimnazjum byli już uczniowie np. z niepełnosprawnością ruchową i umysłową. W Liceum znowu byłam „jedynaczką”.

M.B. Czy szkoły te mieściły się bezpośrednio w Ustce, czy w Słupsku?
PatrycjaB..M.: Szkoły, do których chodziłam mieściły się w Ustce. Nie musiałam dojeżdżać do Słupska.

M.B.: Czy jeśli w tych wszystkich szkołach pojawiały się jakiekolwiek problemy, ale nie natury naukowej, lecz związane z relacjami rówieśniczymi, bądź w kontaktach z nauczycielami były rozwiązywane na bieżąco, czy też niestety dochodziło do ich nawarstwienia, co w wielu przypadkach miało i może nadal ma miejsce?
Patrycja B.M.: W chwili, kiedy pojawiał się problem w relacjach rówieśniczych, zostawał on bardzo szybko rozwiązywany. Nie dochodziło do żadnego nawarstwienia konfliktów. Poza zwykłym dogryzaniem czy po prostu różnicą zdań, nie było innych problemów. Nauczycieli miałam naprawdę w porządku. Jeśli, któryś nie wiedział, jak sobie poradzić z niewidomą uczennicą, starał się bardzo szybko rozwiązać tę zagadkę z oczywiście pozytywnym skutkiem.

M.B.: To bardzo dobrze i tak właśnie zawsze powinno być. Czy od wejścia w okres dojrzewania zmieniła się twoja pozycja w gronie rówieśniczym? Pytam, bo to się często zdarza i sam też o tym wspomniałem w jednym z wcześniejszych artykułów, ponieważ wiadomo, że wtedy tworzą się różne grupy i podgrupy?
Patrycja B.M.: Nie zauważyłam aż tak wielkich zmian po wejściu w okres dojrzewania. Miałam swoją koleżankę i kolegów, którzy chętnie ze mną przebywali i pomagali mi w przemieszczaniu się po szkole.

M.B.: Czy reforma wprowadzająca gimnazja mocno wpłynęła na całokształt twojej sytuacji szkolnej?
Patrycja B.M.: Moim zdaniem wprowadzenie gimnazjum, to nie zbyt dobry pomysł. Uczniowie za szybko czuli się jak dorośli i mieli różne dziwne pomysły. Nie wspominam miło tego okresu w moim życiu.

M.B.: Kiedy zaczęły się twoje początki z komputerem? Czy dopiero w domu, czy też wcześniej w szkole i od kiedy zaczęłaś korzystać z internetu? Czy od zawsze był to Windows, czy tak jak ja miałaś też styczność z systemem DOS? Ja za nim miałem w domu pierwszy komputer z Windowsem w podstawówce i gimnazjum zresztą też pracowałem właśnie z DOS-em, gdyż tak się złożyło, że szkoła pozyskała sprzęt jeszcze z tą już wtedy starą technologią, ale to była moja pierwsza przygoda, czyli uczyłem się komend, jakie były w tym systemie.
Patrycja B.M.: Tak naprawdę to moja przygoda z komputerem zaczęła się dopiero na studiach. Wcześniej miałam styczność z komputerami na turnusie rehabilitacyjnym w Krakowie. Byłam wtedy w 3 klasie podstawówki. Pracowałam od razu na systemie Windows.

M.B.: Czy w swoich szkołach miałaś dobrych nauczycieli informatyki, którzy potrafili zaszczepić w tobie bakcyla technologicznego? Ja miałem wielkie szczęście w podstawówce i gimnazjum, że tego przedmiotu uczył mnie pan, który to we mnie zaszczepił i nie miał wykształcenia tyflopedagogicznego (tyflopedagog specjalista zajmujący się niewidomymi), ale miał po prostu to coś, że potrafił zainteresować wielu, nie tylko mnie, jak też miał zdrowe podejście do niepełnosprawnych uczniów.
Patrycja B.M.: W czasie, kiedy się uczyłam nie bardzo jeszcze były rozwinięte wszelkie pomoce dla osób niewidomych. Mam tu na myśli programy mówiące do komputerów czy telefonów. Moi nauczyciele od informatyki mimo wszystko starali się ze wszystkich sił mi jakoś pomóc. Używali przy tym swojej wyobraźni i tłumaczyli mi różne techniczne sprawy związane z komputerem.

M.B.: Należę do tej grupy niewidomych mających świadomość, że szkoła to nie wszystko i że warto w rozwoju społecznym zabiegać o różne opcje kontaktów pozaszkolnych na ile to możliwe, to też kolejne pytanie czy brałaś udział w jakichś przedsięwzięciach poza szkołą, choćby w zakresie muzyki, ale nie tylko, dzięki czemu mogłaś rozwijać swoje różne horyzonty i nawet inne zainteresowania oraz poznawać przychylnych tobie ludzi?
Patrycja B.M.: Poza szkołą lubiłam jeździć na różne wycieczki, brałam udział w konkursach i festiwalach muzycznych, gdzie poznawałam nowych ludzi, nie tylko widzących, ale z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Nawiązywałam ciekawe znajomości i niektóre trwają nawet do dzisiaj. Nie lubiłam i nadal nie lubię siedzieć w miejscu. Jestem osobą, która musi aktywnie działać.

M.B.: Wiem, że ukończyłaś studia na Akademii Pomorskiej w Słupsku na kierunku edukacja artystyczna i był to jak się domyślam okres bogaty w wiele wydarzeń.
Patrycja B.M.: Zgadza się. Ukończyłam te właśnie studia, które dały mi naprawdę wiele satysfakcji i pozwoliły rozwinąć skrzydła. Był to zdecydowanie piękny i ciekawy czas w moim życiu. Uczelnia pozwoliła mi na nowe doświadczenia w dziedzinie muzyki i wiele mnie nauczyła.

M.B.: Czy możesz scharakteryzować swój kierunek pod kątem osoby niewidomej studiującej w tamtym czasie, mianowicie czy dużo jest tam materiału z książek do przyswojenia na pamięć, co wówczas wiązało się z przygotowaniem tych materiałów we własnym zakresie, czy też jest to bardziej ćwiczenie talentu muzycznego i na tym polega większość przedmiotów tam obecnych?
Patrycja B.M.: W przypadku studiów muzycznych większą wagę przykłada się do przedmiotów indywidualnych, gdzie bezpośrednio szkoli się swój talent w praktyce. Teoria oczywiście też była i przyswajałam ją poprzez nagrywanie wykładów, ale także jak już wcześniej wspomniałam korzystałam z komputera i Internetu.

M.B.: Czy w twoim przypadku wykładowcy godzili się na nagrywanie wykładów? Ja nigdy nie miałem problemów w tym temacie?
Patrycja B.M.: Wykładowcy nie byli przeciwni, bym nagrywała wykłady, bo wiedzieli, że jest to mój sposób na naukę.

M.B.: Czy wtedy na twojej uczelni działało biuro do spraw studentów niepełnosprawnych lub przynajmniej było jednoosobowe stanowisko pełnomocnika? Jeśli to wsparcie studentów było bardziej rozwinięte na czym ono polegało? Nie mam tu na myśli wsparcia materialnego w postaci stypendiów, bo to akurat było wszędzie.
Patrycja B.M.: Takie biuro działało na uczelni. Głównie pomagało ono np. w tym, by otrzymać różnego rodzaju dofinansowania do sprzętu komputerowego, lektorskiego lub innych przydatnych przedmiotów. Można było też uzyskać wsparcie w otrzymaniu psa przewodnika.

M.B.: Czy byli tam wtedy również inni studenci niepełnosprawni, nie koniecznie z tytułu wzroku i czy utrzymywałaś takie kontakty?
Patrycja B.M.: Na moim kierunku i wydziale nie było osób z niepełnosprawnością.

M.B.: Czy studiowałaś dziennie, czy zaocznie?
Patrycja B.M.: Studiowałam dziennie.

M.B.: Kolejne pytanie ma charakter uniwersalny, gdyż dotyczy zarówno okresu szkolnego, jak i studenckiego, a poruszałem ten temat na naszych łamach choćby w ostatnim czasie w związku z trwającym w naszym kraju sporem o edukację włączającą i debatą wokół tego, mianowicie czy osobiście doświadczyłaś tego, że nawet jakieś bardzo bliskie znajomości właśnie z tego czasu wykruszyły się i nie udało ci się ich utrzymać?
Patrycja B..M.: Nie było takich znajomości. Mam przyjaciółkę z czasów szkolnych do dzisiaj. Z innymi koleżankami też utrzymuję kontakty.

M.B.: Przejdźmy teraz do twojej głównej pasji i obszaru zawodowego, czyli muzyki. Wiem, że twoja aktywność muzyczna ma bardzo szeroki wymiar, czyli jest to wiele różnych przedsięwzięć i to pytanie brzmi jakie masz plany w tym zakresie w najbliższym czasie?
Patrycja B.M.: Moje plany na razie są takie, by rozwijać nadal swój talent i podejmować nowe wyzwania.

M.B.: Jeśli chodzi o twoje wykształcenie to jakie dodatkowe możliwości oprócz samego wykonywania muzyki ono daje? Czy przykładowo możesz uczyć muzyki w szkole?
Patrycja B.M.: Oprócz samego wykonywania muzyki mogę jak najbardziej uczyć w szkole, ogniskach muzycznych, domach kultury, bądź indywidualnie udzielać lekcji śpiewu.

M.B.: Jeśli chodzi o wszystkie twoje umiejętności nie związane z kierunkiem studiów, lecz po prostu z twoim talentem to co jeszcze robisz oprócz śpiewania? Czy grasz na jakimś instrumencie? Czy również komponujesz muzykę?
Patrycja B.M.: Poza śpiewaniem moim ulubionym zajęciem jest gotowanie, podróżowanie, rozwiązywanie krzyżówek i po prostu pomoc innym ludziom. Nie komponuję muzyki, ale napisałam parę tekstów do piosenek autorskich.

M.B.: Czy najbliżsi pomagają ci w twojej aktywności muzycznej?
Patrycja B.M.: Moi najbliżsi jak najbardziej wspierają mnie w rozwijaniu mojego talentu muzycznego. Są ze mną na koncertach i towarzyszą mi na publiczności.

M.B.: Jakie masz jeszcze inne pasje i zainteresowania poza muzyką? Czy może uprawiasz jakiś sport, a słyszałem, że w Słupsku działa klub sportowy dedykowany naszej niepełnosprawności, a może masz także jakieś oryginalne hobby jak na osobę niewidomą?
Patrycja B.M.: Zgadza się. W Słupsku działa klub sportowy dedykowany osobom z niepełnosprawnością, ale ja do niego nie należę. Jak już wcześniej wymieniłam swoje zainteresowania, to są to: gotowanie, podróże, krzyżówki, różne nowinki techniczne.

M.B.: Czy w ogóle utrzymujesz głębsze kontakty ze środowiskiem niewidomych i niedowidzących, choćby właśnie w jego części sportowej lub muzycznej? Jak jesteś tam traktowana będąc osobą ukształtowaną wśród widzących, czyli czy część ludzi nie odnosi się do ciebie z wrogością uznając cię za ciało obce?
Patrycja B.M.: Jako osoba wychowywana w środowisku widzących kontakt z niewidomymi lub słabo widzącymi miałam tylko na turnusach rehabilitacyjnych. Niektóre znajomości przetrwały do dzisiaj. Mam bardzo dobrą koleżankę, która też śpiewa i utrzymujemy kontakt telefoniczny. Ze słupskim środowiskiem nie mam bliższych relacji.

M.B.: O czym marzysz? A może wszystkie twoje marzenia już się spełniły?
Patrycja B.M.: Wiele moich marzeń już się spełniło. Na pewno na tym nie poprzestanę, bo jestem osobą, która lubi podejmować różne wyzwania i aktywnie działać. Myślę, że życie pokaże, gdzie jeszcze będę potrzebna.

M.B.: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Patrycja B.M.: Ja również dziękuję za rozmowę i cieszę się, że nawiązaliśmy kontakt. Pozdrawiam serdecznie.