Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW) to szansa na szybki rozwój naszego kraju i odpartyjnienie obecnie rządzącego układu okrągłostołowego. Czas na zmiany, ale gruntowne. Musimy zbudować silne i zdrowe fundamenty. – Mówimy o tym, że w Polsce wystarczy zmienić system polityczny  na taki, który da możliwość realizacji POLAKOM wszystkich talentów, jakie posiadamy. Pozwoli głosować na osoby niezależne, spoza partii politycznych. Bo co innego jest umieć poruszać się w systemie, a co innego jest być człowiekiem wolnym. I to jest zasadnicza różnica – podkreśla Paweł Kukiz, lider Ruchu Obywatelskiego, były kandydat na Prezydenta RP, samorządowiec, wokalista zespołu „Kukiz i Piersi” i lokomotywa zmieleni.pl w rozmowie z dr hab. Józefem Brynkusem.

Dr hab. Józef Brynkus: Spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Mój gość specjalny Paweł Kukiz już zapłacił swoją cenę za to, że chce walczyć z systemem. Powiedz, co można zrobić, jak zmienić ten system partiokracji, żeby żyło nam się lepiej? Jak zbudować te fundamenty, żeby Mieszkańcy Razem mogli zmieniać Polskę na lepsze?

Paweł Kukiz: Przede wszystkim trzeba zacząć od siebie i od autoedukacji. Trzeba porównać różne systemy polityczne, sprawność innych państw z naszą sprawnością i wysnuć wnioski, z czego nasza słabość może wynikać. Musimy się zatem cofnąć do roku 1989 i zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście w Polsce wtedy rozpoczęły się te wszystkie zmiany, które wpłynęły na obecny układ sił w Europie i jej obecny kształt? Czy faktycznie po roku ’89 rozpoczął się w Polsce proces burzenia muru berlińskiego? Zaryzykuję stwierdzenie, że  tak się nie stało.

Kiedy zatem rozpoczął się ten proces?

– Ten proces rozpoczął się w roku 1988 na Łotwie – kiedy gdzie ta republika ogłosiła wyższość swojego prawa wewnętrznego nad prawem federacyjnym – czyli de facto ogłosiła swoją suwerenność. Po Łotwie doszła Estonia, a po niej Litwa. Rosjanie wówczas nie zareagowali. Co dzieje się wtedy w Polsce? Mamy jakieś ruchy, ale lekkie, nie tak masowe jak osiem lat wcześniej. Władza ludowa w Polsce w 1988 roku  zauważyła, że Rosja jest tak słaba, że nie potrafi u siebie opanować ruchów separatystycznych, czy ruchów narodowo – wyzwoleńczych. Mówimy tu o Litwie, Łotwie i Estonii.

Reasumując – o ile w roku 1981 władza komunistyczna w Polsce miała pewność, że w razie większych zamieszek, jakiejś rewolucji, Związek Sowiecki pospieszy im z pomocą, o tyle w roku 1988 już tej pewności nie miała. I co trzeba było zrobić? Trzeba było stworzyć – według teorii troszkę Machiavellego, troszkę Parety – pozory porozumienia, pozory rozmów, dyskusji z opozycją. Nie działo się nic szczególnego – były to naprawdę słabe ruchy, w większości sprowokowane. Więc stworzono wtedy Okrągły Stół.

Na czym polega perfidia tego wszystkiego?

– Ta umowa doprowadziła do tego – zgodnie z teorią elit Parety, a jednym z elementów tej teorii jest : jeżeli władza czuje na karku oddech opozycji, a nie ma siły, żeby ją spacyfikować, to należy przyjąć część elity opozycji do władzy, a wtedy ona się zasymiluje i rozwali się cały ten bunt – i tak zrobiono. To porozumienie zakończyło się częściowo wolnymi wyborami – epatowano nas zresztą latami tym, że to były pierwsze WOLNE WYBORY (ostatnio trochę się z tym zrespektowali).

I co się stało?

– A no to, co było zaplanowane, bo 65 % zagwarantowali sobie w Sejmie komuniści. Skąd jest te 65%? Bo to jest 2/3 – więc gdyby Związek Sowiecki się odbił od dna i opanował sytuację na Litwie, Łotwie i Estonii, gdyby się militarnie podniósł w taki sposób, że w razie czego mógłby pomóc polskim komunistom – to oni w każdej chwili mogli zgodnie z prawem zmienić konstytucję –  w każdej chwili, zupełnie legalnie, zgodnie z prawem. Te rzeczy nie zaczęły się w Polsce, tylko zaczęły się na Łowie, Estonii i Litwie, a polscy komuniści ze strachu spreparowali Okrągły Stół.

Jeżeli chodzi o tamten czas, to z tą diagnozą można się częściowo zgodzić. Słabość Sowietów spowodowała, że polscy komuniści – bardzo słabi – mogli przekształcić ten system. Doszło do takiej – jak słusznie zauważyłeś – ugody elit, i został stworzony ten system, dzięki któremu został wykreowany ten układ, który istnieje do dnia dzisiejszego. Jeszcze nie udało się stworzyć (wtedy) takiego społeczeństwa obywatelskiego, gdzie siła tego społeczeństwa tkwi nie w partiach politycznych, ale w jednostkach. W związku z Twoją ostatnią działalnością zadałem sobie takie pytanie – Ty dla tego systemu byłeś taką pożyteczną, potrzebną osobą – wypowiadałeś się w mediach – i wydawało się im, że będą Tobą sterować. A okazało się, że się nie da – dlatego też jak sądzę upadła Twoja idea JOWów. Upadła na poziomie ogólnopolskim, ze szkodą dla społeczeństwa.

– I tu dochodzimy do klucza. Potwierdził to zresztą ostatnio Palikot (i również Grzegorz Schetyna) – w rozmowie z Olejnik, którą mieliśmy we wspólnej audycji. Potwierdził on bowiem fakt, że postulat zmiany ordynacji wyborczej na jednomandatową w ogromnej mierze zostały wypisany na 4 razy TAK Platformy, po moich kilkukrotnych dyskusjach u mnie w mojej rodzinnej wsi z Grzegorzem Schetyną – w jaki sposób rozwalić Magdalenkę, zmienić system, itd.

Ja się czuję jednym z głównych współautorów jednego postulatu zmiany ordynacji wyborczej. Chociaż było mi światopoglądowo bliżej do PiSu niż Platformy, to żadna inna opcja polityczna nie chciała zmienić ordynacji wyborczej. W związku z tym bardzo mocno wspierałem tę partię, która ten postulat wpisała. Kiedy „zmielono” te podpisy, to oczywiście dałem sobie to wytłumaczyć, czy sam sobie to wytłumaczyłem, że faktycznie jest zasada  kadencyjności Sejmu i ponieważ te podpisy nie zostały złożone wcześniej, to wszystkie te projekty, które nie były rozpatrywane z poprzedniej kadencji, z automatu są „mielone”. Chociaż z drugiej strony gdzieś tam w środku coś takiego się we mnie odezwało – no przecież mogli tego jakoś pilnować, przecież tu jest 750 tysięcy obywatelskich głosów. Potem przez kolejne dwa lata dawałem się zwodzić twierdzeniom moich byłych kolegów  z PO – my byśmy ordynację zmienili, ale sprzeciwia się PiS. No i mówili zgodnie z prawdą – PiS nie chciał zmiany ordynacji wyborczej, którą ja uważam za kluczową.

Jak zatem obalić ten partyjniacki układ Okrągłego Stołu?

– Magdalenkę można obalić na dwa sposoby – albo dynamitem (Majdanem), ale to nie w tym narodzie, nie w tej chwili, nie z naszą mentalnością, bo bliżej jest nam do kobiety z brodą niż do Majdanu; a druga metoda to jest zmiana ordynacji wyborczej na przynajmniej ordynację mieszaną, na model węgierski. Przynajmniej pół na pół. To jest to minimum.

Jest na takie zmiany szansa w Polsce?

– Często jak rozmawiam z  członkami PiS o różnych sprawach, to oni częstokroć mówią: Węgry, Orban. Zadaję im wtedy pytanie: czy zdajecie sobie sprawę z tego, że gdyby na Węgrzech istniała ordynacja proporcjonalna, to Orban w życiu nie byłby w stanie zmienić konstytucji? Z dwóch powodów – po pierwsze: w historii wszystkich państw posługujących się ordynacją proporcjonalną – prześledźcie sobie historię  – nigdy nie było precedensu, żeby jedna partia samodzielnie rządziła, żeby przekroczyła 50% – nie było takiego państwa. A druga sprawa – przy wyborach parlamentarnych na Węgrzech było tak, że z list partyjnych wchodziło 54%, a z list jednomandatowych 46%. I na listach partyjnych, Fidesz dopiero po zjednoczeniu z Chadecją uzyskał większość nad postkomunistami – którzy mieli media, mieli różne środki oddziaływania i dużą dyscyplinę partyjną.

Na Węgrzech kluczem do zwycięstwa były okręgi jednomandatowe?

– Tak! To właśnie w okręgach jednomandatowych – w tych 46 procentach – na 178 mandatów, Fidesz otrzymał 176. Dlaczego? Bo w każdym narodzie jest rys raz bardziej lewicowy, raz bardziej prawicowy. Na Węgrzech ludzie dość mieli banków, dość mieli tego liberalizmu, wręcz już chorego. Mało tego – Orban tuż po wygraniu wyborów odwrócił proporcję wyborczą – na listy partyjne dał 46%, a z JOW – 54% – bo zobaczył dobrodziejstwo tej ordynacji.

Dlaczego w Polsce PiSowcy nie chcą zmiany ordynacji – nie wszyscy oczywiście, ale kto się najbardziej sprzeciwia zmianie ordynacji na jednomandatową?

– Odpowiedź jest prosta. W Polsce jest mafia poselska, czyli te wszystkie „jedynki”, które dostają nagrody za wierność wodzowi – to jest oczywiście fałszywa wierność. Bo o ile Jarosława Kaczyńskiego nie podejrzewałbym w życiu o cień korupcji czy chęci korupcji, to już ludzie, którzy go otaczają – w rodzaju Hoffmana – właściwie niczym szczególnym się nie różnią od Nowaka. No, może skalą nadużyć. Bo bez wątpienia nadużyciem jest wykorzystywanie urzędu do zatrudnienia swojej żony w KGHM-ie, do brania pożyczek od kolegi, którego się wcześniej zatrudnia w KGHMie, płacenie za taksówki naszymi pieniędzmi itd.

Dlaczego oni się sprzeciwiają?

– Dlatego, że gdybyśmy założyli, że 50% wchodzi do Sejmu z list partyjnych – tych wiernych żołnierzy wodza, a 50 % z jednomandatówek, to by się okazało, że z list JOW wchodzą ich koledzy z PiS z dolnych miejsc – ci prawdziwi działacze, prawdziwi samorządowcy, prawdziwi obywatele. A 50% (z list partyjnych) to już istnieje ryzyko, że będzie musiał wracać i tyrać do szkoły za trzy tysiące, czy też dwa i pół – w podstawówce. I to jest właśnie ten dramat, to jest przerażające.

W tej sytuacji to już wolę Nowaka, po którym ewidentnie wiem, czego się spodziewać, bo on się z tym nie kryje. Pamiętam rozmowę z nim, kiedy Tusk dostał nagrodę „Człowieka roku” w 2009 roku – on mówi do mnie: to zagrasz Pawełek z nami w Gdańsku. Ja na to – gdzie z wami zagram w Gdańsku i z jakiej okazji? A z okazji XX-lecia odzyskania przez Polskę niepodległościon do mnie. Liczę – 1918 do 2009 – i nie wiem o co mu chodzi. On mówi – no wiesz, pierwsze wolne wybory.  Mówię mu – jakie wolne? Częściowo wolne. A on na to: a jak zwał tak zwał, jest okazja, trzeba zagrać.I takie właśnie rzeczy mnie zniechęcają do Platformy.

Jak traktujesz – w zamyśle JOW – te jednostki na najniższych samorządowych szczeblach? To jest moim zdaniem szansa dla ludzi spoza układu.

– To jest szansa na rozwalenie układu partyjniackiego…

Ty dzielisz scenę polityczną na te dwie partie i patrzysz przez ten pryzmat na układ ogólnopolski. Problem polega na tym, że „na dole” ten układ jest innego typu. To jest układ kiedy jakiś „baron” PiSowski ma pod sobą także ludzi z PO, albo odwrotnie – „baron” z PO rządzi lokalnymi strukturami np. PiSu.

– Mało tego – w przypadku zagrożenia tych starych – układ się jednoczy – powstają koalicje PiS-SLD, jakiś przedziwny Palikot – itd. Jakieś dziwne koalicje, które teoretycznie powinny się wykluczać. Niemniej jednak interes partykularny powoduje, że oni się jednoczą, żeby nie dopuścić nikogo nowego.

Problem jest jeszcze ze świadomością ludzi – jest ona taka, że mimo, że są oni zwolennikami tych JOW, albo też zwolennikami lokalnych autorytetów, to w przypadku wyborów i tak głosują na osoby, które partia z góry narzuca.

– To jest skomplikowana – i nie – sprawa. Powiem tak – ja w ciągu trzech lat swojej działalności propagowania idei JOWów zrobiłem więcej, niż cała Platforma ze swoimi potężnymi pieniędzmi przez cały czas. Ten system trzyma sprawy tych JOW, jak kiedyś kapłani egipscy trzymali w tajemnicy zagadnienie zaćmienia Słońca. Oni nie edukują ludzi. Pamiętam, że o JOW dowiedziałem się tylko dzięki temu, że studiowałem prawo i politologię – w szkole średniej pojęcia o tym nie miałem. Wmówiono nam, że to jest demokracja, że system proporcjonalny, że jesteśmy wolni, że nie ma wojsk sowieckich. Ale to jest bzdurą! Amerykanie zostawiają system proporcjonalny w tych wszystkich krajach, które wyzwalają – w Iraku, w Afganistanie – z bardzo prostego powodu: dlatego, że system proporcjonalny kreuje partie wodzowskie.

Nawiążę tu do mojej rozmowy z Januszem Korwin-Mikke, gdzie on mi mówi – Jestem monarchistą panie Pawle. Na co ja mu odpowiadam Panie Januszu, ale przecież mamy monarchię, nie dziedziczną, tylko kadencyjną. Bo szef partii zwycięskiej ma władzę absolutną. Jeśli po wydarzeniach na plaży w Gdyni (kibiców naszych z Meksykanami) Tusk może powiedzieć Będę wpływać na sądy i prokuraturę, gdzie w każdym w pełni demokratycznym państwie po powiedzeniu czegoś takiego musiałby się podać do dymisji, bo to jest zaprzeczeniem monteskiuszowskiego trójpodziału władzy. Niemniej w Polsce wykształciła praktyka się taka – dzięki ordynacji proporcjonalnej – że on powiedział prawdę, on nie skłamał – on może wpływać! Przecież wiesz, jakie są mafie prokuratorskie i sędziowskie, jakie one wydają wyroki. Wydają takie, jak tego wymaga zasadnicza linia partii. Na dobrą sprawę wyrok jest ustalony już przed rozpoczęciem sprawy w wielu przypadkach.

A zatem edukacja obywatelska?

– Ludzie są – to nie wynika z tego, że oni są głupi – oni są nie-do-edukowani. Powtarzam ci – ja bym w życiu nie wiedział o tych JOWach, gdybym nie studiował prawa i politologii. Miałem też szczęście, że poznałem po drodze ŚP. Prof. Przystawę, z którym miałem taki dość bliski kontakt.

Skąd się wzięło Twoje zainteresowanie JOWami?

– Spodobał mi się system Common Law – prawa zwyczajowego w Wielkiej Brytanii, czyli że zwyczaj kreuje prawo. Jest to rozłożone w czasie, jest to tradycja, nie jest narzucone z zewnątrz, a jest wynikiem pewnego zwyczaju, obyczaju, postępowania, relacji międzyludzkich. I zastanowiłem się, w jakim systemie funkcjonuje tak świetne prawo? I wtedy dowiedziałem się o JOWach.

Byłeś blisko na pewnym etapie swojej drogi w walce o JOWy z Solidarnością. Co się stało, że się rozstaliście?

– Miałem – to prawda – moment takiej bliskiej współpracy z Solidarnością. Zacznę od tego, że ja od początku traktuję ludzi – każdego człowieka – jako istotę dobrą. Często się na tym „parzę”, ale zawsze szukam w człowieku najpierw rzeczy pozytywnej, a dopiero potem doświadczenie uczy, że mogłem postąpić źle. Kiedy spotkałem się z Piotrem Dudą – a właściwie jeszcze wcześniej z Dominikiem Kolorzem z Solidarności śląsko-dąbrowskiej, którego znam z czasów jarocińskich, i który również jest zwolennikiem mieszanej ordynacji wyborczej – Solidarność śląsko-dąbrowska poparła projekt zmiany ordynacji wyborczej – wydawało mi się, że przekonałem Piotrka Dudę do JOW. Bo jak w tej chwili należy ratować Polskę? Przede wszystkim trzeba odbudować majątek narodowy. Jak możemy odbudować majątek narodowy? Tylko gospodarką wolnorynkową. I tu się zaczyna zgrzyt z Solidarnością no bo jak to, Paweł, robol ma i tak przewalone, jeszcze chcesz wolny rynek wprowadzać? – Tak Piotr, ale pod warunkiem, że zrobimy przynajmniej mieszaną ordynację wyborczą.

To ciekawe co mówisz, ale jak to zrealizować w praktyce?

– Zobrazuję to przykładem: jeśli związek zawodowy chce wystawić swojego kandydata, to musi pójść najpierw z tym kandydatem do wodza partii – dziś jest to PIS, bo ma najbardziej pro-pracownicze postulaty.  Panie Prezesie Kaczyński, czy wystawi Pan naszą pielęgniarkę jako reprezentantkę interesu pielęgniarek do Parlamentu? A Kaczyński mówi: -Tak, wystawię panie Przewodniczący Piotrze Dudo, pod warunkiem, że całą Solidarnością poprzecie nasz marsz w obronie Radia Maryja, bo Radio Maryja poprze nas w wyborach. No i zostaje pewien kontrakt zawarty. Prezes najczęściej się wywiązuje z danego słowa w takich kwestiach i rzeczywiście kieruje tą pielęgniarkę do Parlamentu.

Ale to jest przecież polityczny deal?

– Tak! W tym momencie związek zawodowy już jest ugotowany, dlatego że pielęgniarka jest związana już nie dyrektywami związku, a dyscypliną partyjną. Jeśli panu Prezesowi coś się odwidzi, to ona mówi Panie Przewodniczący, Racja Stanu wymaga, że ja teraz muszę iść z partią – pan tego nie rozumie. Już nie mówiąc o takiej banalnej sprawie, że 9 z dziesięciu osób, które w pracy zawodowej zarabiały jakieś grosze, a w parlamencie dostają dużo więcej, to zostają po prostu przez ten system pochłonięte. Tłumaczę więc Dudzie – jeśli miałbyś JOW, to ten wódz nie jest ci potrzebny. Ty bezpośrednio dajesz górnika, pielęgniarkę, kogoś tam jeszcze – i mówisz: Mamy pieniądze, dostajecie poparcie związku, idziecie do Parlamentu i pilnujecie, żeby ci kapitaliści za bardzo nie rozwolnili tego rynku tą swoją wolnorynkową gospodarką. Czym była Liber Party w Wlk. Brytanii? To była ekspozytura związków zawodowych – dlatego Tatcher rozpirzyła górników. Bo byli za silni – na tym to polega.

Twoja idea JOWów została zasłyszana, ordynacja wyborcza na tym poziomie lokalnym się zmieniła. Po śmierci Prof. Przystawy zostałeś głównym propagatorem tej idei. Jednak gdybyś był zwykłym szarym człowiekiem, Twoja idea zostałaby zapomniana…

– Ja po prostu mam świadomość tego, że po to „dostałem” ten mikrofon, żeby – po pierwsze: spełniły się marzenia mojego życia – wszystkie, bo to jest ogromne szczęście, żeby żyć z tego, co się kocha, robić to z przyjemnością. To dar nieprawdopodobny. Ale „dostałem” ten mikrofon nie tylko po to, żeby chodzić do ZAIKSu, ale też po to, żeby w sytuacjach ekstremalnych – nawet kosztem kariery, kosztem komfortu życia – wykorzystać ten mikrofon dla dobra współobywateli, rodaków i przyszłych pokoleń. Jeśli dalej ten system potrwa – to nas nie ma. Już Bartłomiej Sienkiewicz nie skłamał, że Polska istnieje tylko teoretycznie. Oczywiście, że istnieje tylko teoretycznie – mamy bilion euro zadłużenia.

Myślę, że Sikorski poszedł jeszcze dalej…

– Zgadzam się z tobą. Wyobraź sobie, że minister Niemiec mówi Niemców cechuje pewnego rodzaju murzyńskość, albo minister MSW Niemiec mówi Niemcy istnieją tylko teoretycznie… Mało tego – zaryzykuję stwierdzenie, że w czasach komunistycznych, gdyby takie taśmy zostały nagrane, to może nie ujrzałyby światła dziennego, ale na pewno i Sienkiewicz, i Sikorski ujrzeliby Mongolię – co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Dlatego wolałbym w Polsce system chiński, niż ten obecny, bo to już jest kompletna ściema. To jest pacyfikowanie nastrojów.

Przytoczę tu taką anegdotę, którą kiedyś usłyszałem na temat tego, co jest w telewizji. Tam 90% informacji to jest chłam. 9% stanowią informacje prawdopodobne – dotyczące prognozy pogody. A 1% to są informacje prawdziwe – bo dotyczą nekrologów. Problem więc polega na tym, żeby zacząć to wszystko systematycznie demaskować. I ktoś musi być szyldem tej walki z systemem. Ktoś, kto się nie boi tego wziąć „na twarz” i nie boi się odpowiedzialności za to. Czujesz się liderem walki z systemem?

– Powiem w ten sposób – ja sobie na tyle zdaję sprawę, w którą idę stronę, i mam świadomość tego, że może dojść do sytuacji, że będę bardzo niewygodny. Broń Boże się nie porównuję, ale pamiętam jak rozmawiałem ze ŚP. Sławkiem Petelickim, jak to jeszcze były początki tej walki o JOWy, i zaczęły się już takie lekkie nagonki – to on mi przypomniał słowa Mahatmy Gandhiego – najpierw cię lekceważą, potem się z ciebie śmieją, potem walczą z tobą, a na końcu zwyciężasz. Trzy etapy mam za sobą. Teraz czekam na ten czwarty. Z tym, że ja nie chcę zwyciężyć dla zwycięstwa.

Dlaczego jesteś zatem tak aktywny?

– Żeby mieć czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Mówię całkiem poważnie – jeśli nie będzie w ciągu maksymalnie trzech lat szans na zmianę ordynacji wyborczej, to po prostu wiem, że należy sprzedać wszystko co mam, znacznie skromniej żyć – bo ja stąd nie wyjadę – przeprowadzić się z dużego domu do mieszkania, a ze sprzedaży ułożyć dzieciom życie za granicą. Bo Polska runie – całkowicie. I nasze dzieci nie będą miały już absolutnie nic do szukania w tym kraju. Tutaj wszystko jest „po układzie”, panuje kompletny nepotyzm, gospodarka wolnorynkowa nie istnieje, młodzież nie ma żadnej ochrony.

To tak jak kiedyś Gomułka opowiadał na temat II Rzeczpospolitej – że tam było wszystko źle, że po prostu wszystko upadało. Mówił tak – „II RP to była fatalna rzecz. Wszystko tam było ku upadkowi. Staliśmy nad przepaścią – a teraz zrobiliśmy krok naprzód”. Czyli dokąd? Do przepaści. Porównujmy się z krajami na obecnym etapie, a nie 30 lat temu, bo nie jest sztuką jak się jest na dnie, i jeśli nie ma bagna, to od tego dna można się odbić. Problem polega na tym, że gdyby u nas były inne zasady, i było społeczeństwo obywatelskie, to dziś bylibyśmy o wiele dalej niż jesteśmy. I nie możemy mówić, że w Polsce jest jakaś swoboda, bo ta swoboda jest ograniczona.

– Mówimy o tym, że wystarczy zmienić system polityczny na taki system, który da możliwość realizacji wszystkich talentów, jakie posiadamy. Głosować na osoby niezależne, spoza partii politycznych. Bo co innego jest umieć poruszać się w systemie, a co innego jest być człowiekiem wolnym. I to jest zasadnicza różnica.

I tu dochodzimy do sedna. Ja jestem przedsiębiorcą i wykładowcą uniwersyteckim, Ty Pawle jesteś ”frontmenem”, twarzą JOWów. Jeśli zatem połączymy nasze siły, a Ty od dołu będziesz wspierał kandydatów, którzy chcą zmienić, rozwalić system, to okaże się, że razem możemy więcej. Polacy muszą przestać mówić, że „nic się nie da zrobić”. W jedności jest siła, na tym to polega.

– Podsumowując – po pierwsze – około 70% wypracowanych przez nas pieniędzy jest zabieranych w podatkach – na szminki dla Donalda i obcasy dla Kaczora. Druga sprawa – zadłużanie państwa. Rozmawiałem jakiś czas temu ze swoim kolegą- rówieśnikiem, który mówił, że wszystko zawdzięczamy Unii Europejskiej, że bez UE nie byłoby wielu „inwestycji”, które powstały na przestrzeni ostatnich kilku lat, bo są one z funduszy europejskich. Powiedział mi tak O co ci chodzi? Przecież jest lepiej. Kiedyś był ocet na półkach, a teraz masz pomarańcze.  Wiesz co mu powiedziałem? Że ocet był nasz, a za pomarańcze będą musiały zapłacić jego dzieci w cenie  kilograma złota za litr soku.

Jestem przekonany, że jeżeli ten system przetrwa, to zostawimy naszym dzieciom zrujnowaną Polskę, bo nikt z nas nie jest w stanie odłożyć takich pieniędzy, żeby zakupić im poczucie bezpieczeństwa na przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

Komunikat!

Zapraszamy na spotkanie sympatyków i zwolenników Pawła Kukiza w środę (10.06.2015 r.) o godz. 19.00 – do restauracji Ogrodowa w Wadowicach na ul. Wojtyłów 12. Celem spotkania jest powołanie gminnych i powiatowych komitetów do spraw referendum oraz szkolenie dotyczące JOW-ów, które poprowadzi Agnieszka Białek. Zachęcamy do udziału mieszkańców miast i gmin powiatu wadowickiego oraz suskiego, a także oświęcimskiego. Wydarzenie na Facebook’u – Spotkanie WoJOWników Kukiza w Wadowicach (więcej TUTAJ)