Są wydarzenia, które każą człowiekowi zwątpić w prawa natury. Śnieg w lipcu. Inflacja spadająca sama z siebie. Kolej przyjeżdżająca przed czasem. A teraz do tej listy można dopisać kolejne: Donald Tusk cytujący Jana Pawła II.

Tak, dobrze przeczytaliście. Nie jest to fałszywy pasek z internetu ani eksperyment sztucznej inteligencji. Stało się. Człowiek, którego polityczni zwolennicy przez lata traktowali papieskie cytaty jak relikt zamierzchłej epoki, nagle sięgnął po słowa Karola Wojtyły. W tej chwili gdzieś w Europie musiał zatrzymać się wiatr, a kilka kompasów straciło orientację.

Przez lata słyszeliśmy, że polityka ma być nowoczesna, europejska, postępowa i koniecznie odcięta od „starych symboli”. Jan Paweł II pojawiał się głównie wtedy, gdy należało wyjaśnić, dlaczego nie należy się nim zbyt często posługiwać. Tym większe było zdziwienie, gdy nagle okazało się, że papież Polak wrócił do łask. Oczywiście nie jako autorytet na stałe. Raczej jako polityczny gość specjalny na jeden występ.

A przecież nie chodziło o przypadkowe zdanie wyrwane z kalendarza cytatów. Premier sięgnął po słowa Jana Pawła II wypowiedziane 25 lat temu we Lwowie:

„Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności”.

I tu satyra sama pisze się niemal bez pomocy felietonisty. Oto Donald Tusk, od lat przedstawiany przez swoich przeciwników jako polityk chłodnego pragmatyzmu, nagle przemawia językiem papieskiego pojednania. Nie ekonomiczne wskaźniki, nie europejskie dyrektywy, nie konferencja ekspertów, lecz sam Jan Paweł II zostaje wezwany na mównicę jako świadek oskarżenia przeciw narodowym sporom.

Można było wręcz usłyszeć trzask pękających schematów. Jedni przecierali oczy ze zdumienia, drudzy gorączkowo sprawdzali, czy to na pewno autentyczny wpis, a nie internetowa mistyfikacja. Bo jeśli przez lata część klasy politycznej traktowała papieskie nauczanie z dystansem, to nagłe odwołanie się do niego wyglądało jak niespodziewany zwrot akcji w serialu, który miał już dawno przewidywalny scenariusz.

Największy problem z cytowaniem Jana Pawła II polega jednak na tym, że trudno zatrzymać się na jednym zdaniu. Cytat jest jak nitka wystająca z rękawa – wystarczy pociągnąć, a za nią wychodzi cała szafa. Jeśli bowiem papież staje się autorytetem w sprawie pojednania i pamięci historycznej, to zaraz ktoś przypomni sobie jego słowa o odpowiedzialności, prawdzie, tożsamości czy korzeniach Europy. A wtedy polityczna wygoda może szybko zamienić się w intelektualne zobowiązanie.

Można sobie wyobrazić gorączkowe narady sztabowców.

– Sondaże? – Trudne. – Emocje społeczne? – Jeszcze trudniejsze. – A może… Jan Paweł II? – Genialne! Tego jeszcze nie próbowaliśmy.

I tak oto papież, którego część establishmentu chętnie zamknęłaby w muzealnej gablocie, został wyciągnięty na scenę jako świadek obrony.

Najciekawsze jest jednak to, że cytaty mają tę nieprzyjemną cechę, iż przypominają o całym autorze, a nie tylko o jednym zdaniu wyrwanym z kontekstu. Kiedy już otworzy się drzwi i zaprosi Jana Pawła II do debaty, istnieje ryzyko, że ktoś zacznie czytać dalej. A wtedy może się okazać, że papież miał do powiedzenia znacznie więcej niż jedną wygodną sentencję.

Polityka jest jednak sztuką rzeczy niemożliwych. Skoro można było przez lata przekonywać, że dane słowa są nieaktualne, by następnie uznać je za niezwykle cenne, to kto wie, co nas jeszcze czeka. Być może następnym krokiem będzie konkurs recytatorski z homilii papieskich. A może obowiązkowy klub dyskusyjny o „Pamięci i tożsamości”.

Jedno jest pewne. Gdy Donald Tusk cytuje Jana Pawła II, nawet najbardziej doświadczeni obserwatorzy polityki przecierają oczy ze zdumienia. Bo nie codziennie ogląda się sytuację, w której polityczne okoliczności okazują się silniejsze od wieloletnich nawyków.

Piekło może jeszcze nie zamarzło całkowicie. Ale termometr z pewnością pokazał temperaturę, której nikt się nie spodziewał.