W dniu 5 lipca 2019 roku trasę z Petersburga do Moskwy przebyliśmy pociągiem sypialnym. Mimo wczesnej pory i niezbyt wygodnego spania, nie czułam zmęczenia. Przyjechaliśmy na dworzec Leningradzki. Dawniej nosił nazwę cara Mikołaja I na pamiątkę pierwszego dworca zbudowanego przez cara. Dworców w Moskwie jest w sumie 9, z tym, że 3 znajdują się w pobliżu siebie. Wszystkie one są pomnikami historii. Wśród tłumu Chińczyków przedostaliśmy się na zewnątrz gdzie czekał na nas rosyjskojęzyczny przewodnik Jurij i kierowca Wasilij. Dzień zapowiadał się ciepły i pogodny.

Mieliśmy w planie 4 godzinny objazd Moskwy, gdyż miasto to jest rozległe i nie byłoby szans aby zobaczyć ciekawsze obiekty inaczej.

Powstanie Moskwy – stolicy Rosji, nad rzeką Moskwa, to rok 1147, w którym Jerzy Dołgoruki wydał rozkaz zbudowania na Wzgórzu Borowickim drewnianej baszty, dając tym samym początek kremlowi moskiewskiemu. Ulice są związane z daną nacją, które zaczęły osiedlać się po obu stronach rzeki. Nie będę szczegółowo opisywać dziejów tego miasta. Zainteresowanych odsyłam do materiałów źródłowych.

Obecnie Moskwa zajmuje 2511km², liczy 12,2 mln mieszkańców, (cała aglomeracja to 17,1 mln mieszkańców) jest nie tylko największym miastem tego kraju, ale także największym miastem Europy. W nim znajdują się najważniejsze centra polityczne, gospodarcze, kulturowe, religijne, finansowe, edukacyjne, komunikacyjne oraz turystyczne Rosji. Zaliczane jest do najdroższych miast świata.

Byłam w nim przed laty jeszcze w okresie ZSRR i jadąc tu zastanawiałam się co się zmieniło od tego czasu.

Ponieważ w pociągu nie jedliśmy śniadania, a obiad w hotelu mieliśmy dopiero po zakończeniu zwiedzania, Jurij zawiózł nas do restauracji a w zasadzie bistra – wyglądającego na bar mleczny nazywające się „Mu-Mu”, należącego do sieci tego typu barów działających w całym kraju.

Po nim udaliśmy się w kierunku gór Worobiowskich, by ze znajdującego się punktu widokowego zobaczyć panoramę Moskwy. Uwaga wszystkich skupiła się na słynnym Manhattanie i stadionie Łuźniki.

Manhattan to tylko kilka wieżowców tak szumnie nazwanych.

Gdy byłam tu przed laty to mieszkałam w pobliżu stadionu Łuźniki w obiektach po olimpijskich. Były to budynki przypominające internaty lub domy studenckie.

Po drugiej stronie punktu widokowego znajduje się jeden z siedmiu budynków przypominających warszawski Pałac Kultury. Niektóre są domami mieszkalnymi.

Podczas jazdy przewodnik Jurij opowiadał nam nie tylko o mijanych obiektach.

Widzieliśmy Kreml w pełnym słońcu i pomnik Włodzimierza Chrzciciela.

Pomnik Piotra I na wodzie, porównuje się go do Krzysztofa Kolumba odkrywcy Ameryki.

Jurij żalił się na bezkarność urzędników państwowych, którzy jeżdżą jak chcą. Ich jazda jest prawdziwą zmorą miasta. Wspomniał również o rotundzie Kutuzowa przedstawiającej słynną bitwę pod Borodino w której byłam przed laty i żałuję, iż tym razem nie była ona w planie naszego zwiedzania.

Jadąc widzieliśmy jak stara i nowoczesna budowa mieszają się ze sobą. Zwłaszcza budynki w stylu empire (stalinowskim) zwracają na siebie uwagę.

Jadąc ulicami miasta uwagę zwraca duża ilość drzew, krzewów, trawników i kwiatów.

Kolejnym obiektem przy którym wysiedliśmy był Monastyr Nowodziewiczy, będący żeńskim klasztorem. Na terenie klasztoru przebywały kobiety z najwyższych sfer, bowiem przyjmowano do niego nowicjuszki jedynie z zamożnych rodów. Wybudowany został z rozkazu cara Wasyla III w 1524 w Moskwie dla uczczenia zdobycia Smoleńska.

W nim koronował się na cara Borys Godunow. Był miejscem więzienia kobiet z rodziny carskiej. Na polecenie Piotra I, uwięziona tu była Zofia Romanowa, która nie chciała zrzec się tronu na korzyść swojego brata. Na krótko przed śmiercią została tu przeniesiona Eudoksja Fiodorowna Łopuchina, pierwsza żona Piotra I Wielkiego. Gdy władzę w Rosji objęli bolszewicy budynki klasztorne przeznaczone zostały na siedzibę wydziału teologicznego.

To w nim we wrześniu 1610 hetman Stanisław Żółkiewski rozlokował cztery polskie chorągwie.

Do klasztoru przylega czynny cmentarz, który obok kremlowskiego muru jest panteonem zasłużonych Rosjan. W tej nekropolii pochowano 26 tysięcy osób m. in. wielu rosyjskich aktorów i artystów, wojskowych, kosmonautów, konstruktorów, uczonych, sportowców. Tu miejsce wiecznego spoczynku znaleźli Nikita Chruszczow, Antoni Czechow, Raisa Gorbaczowa czy Sergiusz Bondarczuk.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia na cmentarz można było wejść tylko za odpowiednią przepustką, którą otrzymywali głównie członkowie rodzin pochowanych tam zmarłych. Dopiero w 1994 roku cerkiew zwrócona została władzom duchownym. W 2004 roku wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego.

Po przejściu przez park z licznymi alejkami do spacerowania i dotarciu do rzeki zobaczyliśmy ten najbardziej znany klasztor Moskwy, Monastyr Nowodziewiczy. Uznawany za najpiękniejszy i nazywany przez wielu „małym Kremlem”. Jego widok zrobił na wszystkich wrażenie.

Widzieliśmy go od strony rzeki i wszystkich urzekła jego przepiękna architektura i kolory. Otoczony warownym białym murem długości 870 metrów, w których znajdują się wieże z bogato zdobionymi szczytami częściowo pomalowanymi na bordowo. Znad murów wystaje 72 metrowa dzwonnica z XVII wieku, oraz kopuły z krzyżami Sobór Ikony Matki Boskiej Smoleńskiej, w której wnętrzu znajduje się wspaniała ikona przywieziona ze Smoleńska. Najwyższa złota kopuła uosabia – Jezusa Chrystusa, a otaczające ją cztery srebrne i nieco niższe przeznaczone zostały czterem ewangelistom: Janowi, Łukaszowi, Markowi i Mateuszowi. Z daleka widzieliśmy piękną złotą kopułę cerkiew Przemienienia.

Kompleks klasztoru Nowodziewiczego z otaczającym go parkiem stanowi jedno z najpiękniejszych miejsc w Moskwie. Wejście jest bezpłatne, ale ze względu na program nie było czasu by wejść na teren monastyru czego bardzo żałuję

W drodze powrotnej trafiliśmy na ciekawe odlewy z mosiądzu przedstawiające kaczkę z młodymi kaczuszkami. Spotkaliśmy też kramik z ręcznie malowanymi obrazkami i kupiliśmy obrazek przedstawiający monastyr od strony rzeki.

Następnie udaliśmy się do katedralnego soboru Chrystusa Zbawiciela który jest votum dziękczynnym za uratowanie Rosji przed najazdem napoleońskim w 1812 r. Na Wzgórzach Worobiowych rozpoczęto budowę pierwszej świątyni. Po objęciu władzy przez cara Mikołaja I prace zostały wstrzymane, formalnie na skutek niedostatecznej jakości podłoża. Faktycznym powodem było wykrycie nadużyć finansowych na kwotę 1 miliona rubli. Po trwającym 8 lat procesie zapadły wyroki skazujące kierownictwo budowy na gigantyczne grzywny, a projektant i zarazem główny budowniczy za brak nadzoru został skazany na konfiskatę majątku i zesłanie do Wiatki.

Drugi projekt był zgodny z upodobaniami nowego imperatora. Car wskazał też miejsce na budowę nowej świątyni – Czertopole (obecnie Prieczystienka). Prace budowlane trwały 44 lata, a wykończenie wnętrz kontynuowano do 1880. Całkowity koszty budowy wyniósł 15 milionów rubli.

Została zniszczona na rozkaz Stalina w 1935 r. Stała bowiem na przeszkodzie w budowie 500 metrowego Pałacu Rad. Burzono ją podstępnie nocną porą dynamitem, kawałek po kawałku. Ostatecznie w miejscu świątyni powstał basen pływacki „Moskwa”.

Odbudowano ją ze szczegółami. Cała Rosja składała się aby odtworzyć ikony które zostały zniszczone bezpowrotnie.

Odbudowę świątyni rozpoczęto w 1994 r. Górna jej część została udostępniona 19 sierpnia 1999 r. Składa się z trzech poziomów. Pod poziomem sakralnym znajduje się sala koncertowa a na trzecim garaże.

Sobór Chrystusa Zbawiciela jest największą i najbardziej okazałą, a jednocześnie główną prawosławną świątynią Rosji. Konstrukcja nakreślona jest na planie greckiego, równoramiennego krzyża o rozpiętości ramion 85 m. Wysokość wraz z kopułą i krzyżem na kopule wynosi 103 m. Pomieścić może 10 000 wiernych.

My zwiedzaliśmy tylko część sakralną. Wejście jest bezpłatne.

Jadąc do niego już z daleka widzieliśmy wielką złotą kopułę. Po dotarciu na miejsce okazało się, że jest ona centralnie umiejscowiona pomiędzy czterema mniejszymi również złotymi.

Z zewnątrz jego masywna biała sylwetka wygląda imponująco. Ściany wykonane z białego marmuru. Uwagę przyciągają umieszczone na nich płaskorzeźby i kompozycje figuralne wykonane z brązu.

Bardzo ciekawe są lampy oświetleniowe znajdujące się na placu przed soborem.

Po lewej stronie placu stoi niewielka kaplica w tym samym stylu, z wieżą wyposażoną w dzwony i zakończoną złoconą kopułą.

Po pokonaniu kilku schodów przekroczyliśmy drzwi wiodące do środka. Naszym oczom ukazało się piękne wnętrze.

Ściany, kolumny i stropy pokryte są wspaniałymi malowidłami i ikonami. W punkcie centralnym świątyni znajduje się niewielkich rozmiarów biała marmurowa budowla cudownie rzeźbiona, na której znajduje się ikonostas. Po raz pierwszy widziałam w ten sposób umieszczony ikonostas.

Kiedy stanęłam pod główną kopułą i spojrzałam w górę, to zachwyciły mnie obraz Boga patrzącego z góry na wiernych i jej zdobienia.

Świątynia z zewnątrz nie robi wrażenia, za to w środku zachwyca harmonią kolorów, wystrojem i precyzją wykonania najdrobniejszych szczegółu. Warto przyjść by zobaczyć znajdujące się w niej cuda.

Po wyjściu ze świątyni idąc ulicami Moskwy wzdłuż Kremla napotkaliśmy piękne fontanny. Największa z nich to zainstalowana w 1996 roku rzeźba z brązu, składająca się z czterech koni gotowych do skoku przez rozpyloną wodę. Symbolizują one cztery pory roku. Po obejrzeniu fontanny, idąc wzdłuż rzeki można obejrzeć rzeźby rosyjskich postaci z bajek oraz fontannę przedstawiającą planetarium.

Udaliśmy się w dalszą drogę wciąż mając przed oczami mury Kremla, który mieliśmy zwiedzać w dniu następnym.

Kreml znajduje się w centrum Moskwy. Jego średniowieczna zabudowa jest wpisana na listę UNESCO i nie można zmieniać architektury wokół niego. Zanim udaliśmy się na zwiedzanie Galerii Tretiakowskiej był czas na odpoczynek i posiłek. Po nim z okien autokaru widziałam hotel Metropol, gdzie stołowałam się przed laty podczas mojego poprzedniego pobytu. Miałam okazję zobaczyć jeszcze raz na własne oczy okrytą złą sławą słynną Łubiankę. Gdy na nią patrzyłam trudno mi było uwierzyć, że w tym niczym nie wyróżniającym się, niepozornym budynku będącym siedzibą radzieckich, a dziś rosyjskich służb specjalnych znajdował się jeden z najbardziej przerażający aresztów śledczy Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). To w nim wymyślnymi torturami fizycznymi i psychicznymi łamano więźniów i wymuszano na nich przyznanie się bardzo często do nie popełnionej winy. Ginęli zakatowani na śmierć lub zabijani strzałem w tył głowy – na podstawie wyroku lub nawet i bez niego. Z niej wysyłano do łagrów. „Tymczasowy” areszt mógł na Łubiance trwać latami.

Przez Łubiankę przeszły tysiące ludzi, nie tylko Rosjan, ale i wielu Polaków – między innymi czołowi działacze polskiego państwa podziemnego z generałem Okulickim, ostatnim komendantem Armii Krajowej, który zmarł na Łubiance – najprawdopodobniej został zamordowany.

Ze względu na to, że więziono, zamęczono, rozstrzelano wielu wybitnych działaczy kultury została uznana za „obiekt dziedzictwa kulturalnego”.

Przewodniczka Danusia mówiła nam, że Łubianka zakończyła swoją niechlubną działalność po śmierci Stalina. Niestety tak nie jest. Świadczą o tym książki, które czytałam Aleksandra Litwinienki (m.in.„Przestępcy z Łubianki”), oraz książki Jurija Felsztyńskiego.

Przed udaniem się do sławnej Galerii Trietiakowskiej mieliśmy czas wolny więc z Basią i Irkiem z Sulejówka skorzystaliśmy z jednej z licznych niewielkich restauracji i poszliśmy na sławne rosyjskie pielmieni. Spożywając je mieliśmy widok na piękną cerkiew.

Po wypiciu herbaty udaliśmy się do sławnej Galerii Tretiakowskiej. Podczas mojej ostatniej wizyty w Moskwie jeszcze w czasach ZSSR nie zwiedzałam jej, tym razem było mi dane ją zobaczyć.

Założył ją Paweł Trietjakow (stąd nazwa galerii) który dysponując znacznymi funduszami uzyskiwanymi z przędzalni, zatrudniającymi kilka tysięcy ludzi. Obrazy zbierał przez całe swoje życie, a pierwsze kupił mając zaledwie dwadzieścia kilka lat. Ignorował uwagi i sugestie krytyków sztuki. Nie interesowało go to co jest modne. Nie interesowały go nazwiska. Kupował te obrazy, które po prostu mu się podobały.

Początkowo kolekcjonował dzieła dawnych mistrzów holenderskich. Następnie zaczął gromadzić dzieła rosyjskiego malarstwa. Oprócz kupna obrazów na rynku dzieł sztuki, Trietjakow zamawiał u malarzy obrazy na określone tematy. Jego celem było stworzenie niepowtarzalnego zbioru rosyjskiego malarstwa, które miało być własnością całego narodu.

Kolekcję umieścił w specjalnie wybudowanym budynku galerii. Po dołączeniu zbiorów zmarłego brata Siergieja, kolekcja składała się z 1276 obrazów, 471 rysunków i 10 rzeźb artystów rosyjskich oraz 84 obrazów zagranicznych mistrzów. W roku 1892, przekazał budynek wraz ze zbiorami na własność dumie miasta Moskwy. Obecnie posiada jedną z największych bo liczącą 150 tys. sztuk kolekcję ikon i sztuki rosyjskiej od XII do XX wieku. Znajdują się tu m. in. ikony Rublowa, obrazy Riepina, Ajwazowskiego, Lwiatana, Kramskoja, Pierowa, Szyszkina. Są tu także prace naszego Henryka Siemiradzkiego, który jako rosyjski poddany zaliczany bywa w Rosji do malarzy rosyjskich.

Galeria pełni funkcję muzeum sztuki rosyjskiej. Jest nieco oddalona od Placu Czerwonego i Kremla, w bocznej uliczce. Na niewielkim placu przed galerią stoi pomnik Pawła Trietjakowa.

Sama fasada galerii przykuwa swym niepowtarzalnym wyglądem. Po wejściu do środka zaskoczył mnie olbrzymich rozmiarów hol w którym były kasy, szatnia z wieloma punktami przyjmowania odzieży i stoiska z reprodukcjami obrazów. Do zwiedzania jest 60 sal na dwóch poziomach, w których znajdują się najlepsze rosyjskie dzieła sztuki w jednym miejscu. Prezentowane są w nich obrazy i rzeźby w podziale na okresy sztuki rosyjskiej, pokazujące historię Rosji, carów, zwykłych ludzi. Rzuca światło na społeczności, jej folklor i sposób, w jakim ludzie żyli na przestrzeni wieków. Możemy zobaczyć krajobrazy i portrety ludzi znanych jak i nieznanych których uwieczniono ze względu na wygląd lub ich osobowość.

Na przestrzeni lat w Galerii doszło do aktów wandalizmu i kradzieży.

W styczniu 1913 roku pewien zwiedzający galerię wandal zniszczył słynny obraz Ilji Riepina „Iwan Groźny i syn jego Iwan 16 listopada 1581 roku”, przedstawiający tego okrutnego cara obejmującego zakrwawionego syna. Zniszczenia były tak wielkie, że autor tego obrazu (żyjący w latach 1844-1930) musiał praktycznie od nowa namalować twarze obu przedstawionych na nim postaci.

W styczniu 2019 r. mężczyzna w środku dnia, na oczach zwiedzających, zdjął ze ściany warty 160 tysięcy euro obraz, wyjął go z ramy i wyszedł z galerii Skradziony obraz rosyjskiego malarza Archipa Kuindży’ego to pejzaż zatytułowany „Aj-Petri. Krym” przedstawiający widok jednego ze szczytów Gór Krymskich. Sprawcę szybko schwytano.

Rosyjska sztuka jest mało znana za granicą. O wielu artystach się nie słyszało. Idąc do Galerii Tretiakowskiej chciałam przede wszystkim zobaczyć kilka obrazów, które znałem tylko z książek lub reprodukcji, takich jak Aleksandra Iwanowa „Objawienie się Mesjasza ludowi” który malował przez 20 lat

WG Pierowa „Myśliwi na odpoczynku”, „Trojka”.

„Morze Czarne” , Iwana Ajwazowskiego uważanego za jednego z najlepszych marynistów na świecie.

KA Sawickiego „Spotkanie ikony”

289,

Wasilija Surikowa „Poranek przed straceniem strzelców”

„Bojarynia Morozowa”

Jako malarza obrazów historycznych jego twórczość porównywana jest do twórczości Jana Matejki.

“Batory pod Pskowem” Briullowa

,

portret Gogola, Tropinina

”Mezalians”, Pukirewa ,

”Jezus na pustynii”, Kramskiego

Widziałam je, ale musiałam uważać by ich nie pominąć, ponieważ są w różnych salach. Ze względu na ogromną liczbę eksponatów można tu spędzić wiele godziny i przeoczyć największe z arcydzieł.

Nie wiem jak to się stało, ale podczas zwiedzania umknął mi obraz mistrza realistycznej formy Ilji Riepina „Burłacy na Wołdze” który bardzo chciałam zobaczyć w oryginale.

Gdy zobaczyłam obraz „Poranek przed straceniem strzelców”, „Bojarynia Morozowa” Wasilija Surikowa i „Mocarze” Wiktora Wasniecowa, zaskoczyła mnie ich wielkość.

Widząc je na reprodukcjach nie przypuszczałam, iż są one tak wielkich rozmiarów.

Mimo że nie słyszeliśmy o bardzo wielu malarzach, ich kunszt zachwyca.

Ostatnim miejscem w galerii które zwiedzaliśmy była wystawa ikon To w niej miałam możliwość dokładnie przyjrzeć się słynnej ikonie „Trójca święta” Andreja Rublova największego rosyjskiego malarza ikon.

Uznawana jest za jedną z najdoskonalszych ikon, jakie powstały w całej historii malarstwa. Trzy postaci z ikony zostały wpisane w okrąg, który ma symbolizować idealną równość. Osią okręgu jest wyciągnięta nad kielichem dłoń środkowego anioła. Linia sylwetek bocznych postaci układa się w kształt kielicha. Skrzydła wszystkich trzech aniołów są ze sobą połączone. Daje to symbol wspólnoty i jedności. Postaci są zwrócone do siebie nawzajem, co ma odzwierciedlać jedność, a równocześnie autor nadał im cechy odrębności. Linie poprowadzone od osi dolnej krawędzi ikony do górnych narożników dzielą przestrzeń na trzy trójkąty. Każdy z nich jest niejako przypisany do jednej postaci.

Stół – ołtarz – jest symbolem kosmosu, a mały prostokąt na jego przedniej stronie jest znakiem Ziemi z jej czterema stronami. Czworokątny stół bywa także interpretowany jako znak czterech ewangelii. Aniołowie siedzą na tronach wyposażonych w podnóżki, które wskazują na godność królewską. Każdy z aniołów trzyma laskę, symbol jednakowej Boskiej władzy, którą posiada każda z Trzech Osób Boskich. Kielich na stole to odwołanie do Paschy i do Eucharystii.

Nie ma możliwości wymienić wszystkich ciekawych ikon.

Chodząc po salach galerii uderza ich wielkość, kolorystyka i ilość rosyjskich obrazów. Wolno robić zdjęcia, natomiast oświetlenie jest źle ustawione, co powoduje, że trudno jest zrobić takie na których nie ma refleksów świetlnych. Wpływają one znacząco na pogorszenie ich jakości.

Po tak intensywnie spędzonym dniu pojechaliśmy do czterogwiazdkowego hotelu Delta w dzielnicy Izmaiłowo.

Po krótkim odpoczynku i kolacji udaliśmy się na mszę świętą odprawianą przez naszych księży w pokojach hotelowych. Ponieważ nie udało się załatwić mszy w jednym z dwóch, działających współcześnie kościołów katolickich w Moskwie podczas całego naszego pobytu odbywały się one w hotelowych pokojach. Towarzyszyły im specyficzny, niepowtarzalny klimat i atmosfera. Ze względu na szczupłość miejsca każdy z księży odprawiał ją w swoim pokoju, więc musieliśmy podzielić się na 2 grupy.

Po powrocie do pokoju zasnęliśmy kamiennym snem. Następnego dnia mieliśmy zwiedzać cały Kreml, a wieczorem czekał nas rejs stateczkiem po rzece Moskwie.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk