W dniu 6 lipca 2019r nasz program obejmował Plac Czerwony i Kreml wraz ze znajdującymi się wewnątrz zabytkami. Kreml jest oficjalną siedzibą, rezydencją prezydenta Rosji. Zbudowany został w roku 1156 za panowania ksiącia Dołgoruskiego a przebudowany za panowania Iwana III.W czasach stalinowskich twierdza została zamknięta dla ogółu i częściowo zdewastowana, zwłaszcza cerkwie.
Kompleks został otwarty dopiero po śmierci Stalina.

Podczas mojego pobytu w Moskwie w latach – 80-tych dowiedziałam się, że gwiazdy na Wieży Troickiej są z prawdziwych rubinów. Zwiedzając wówczas Moskwę byłam w mauzoleum Lenina i widziałam zabalsamowane szczątki Władimira Iljicza Uljanowa – Lenina. Mój mąż bardzo chciał zobaczyć człowieka, który stworzył ideologię zwaną marksizm-leninizm inspirującą rzesze rewolucjonistów, takich jak Mao Zedong, Fidel Castro, Ho Chi Minh i która do dziś wpływa na życie milionów ludzi.

Na pierwszym spotkaniu przed wylotem mieliśmy spotkanie z naszą przewodniczką Danusią i wówczas mąż zapytał o możliwość zwiedzenia mauzoleum. Otrzymał odpowiedz, że ponieważ nie ma go w programie, to jeżeli chce zobaczyć towarzysza Ilicza będzie musiał zrezygnować z kilku innych punktów i jechać tam indywidualnie. Kilka osób będących na zebraniu również zgłosiło akces zobaczenia Uljanowa.
Przed pielgrzymką mąż ponownie przeczytał książkę Ili Zbarskiego „W cieniu mauzoleum”, w której autor opowiada jak z ojcem przez wiele lat zajmowali się konserwacją zwłok Lenina.

Pierwszego dnia pobytu w Moskwie na kolacji mąż powiedział, że następnego dnia rano jedzie do mauzoleum. Z tych którzy przed wylotem chcieli zobaczyć Lenina nikt nie zgłosił chęci udania się z nim pod mauzoleum, za to były głosy, iż szkoda rezygnować z części programu oraz jak jechać bez śniadania.

Mąż następnego dnia nie oglądając się na innych ruszył sam. A oto jego relacja:

„Wieczorem poprzedniego dnia od recepcjonistek dowiedziałem się, iż mauzoleum nie jest daleko, bo 5 przystanków, ale otwarte jest tylko trzy godziny 10.00-13.00, i jeżeli chce się do niego dostać należy dużo wcześniej zająć kolejkę. Z hotelu „Delta” wyszedłem przed godz. 8.00 i udałem się do oddalonej 300 metrów stacji metra Partizanskaja. Ponieważ w miarę dobrze posługuję się językiem rosyjskich nie miałem problemów z zakupem biletu i uzyskaniem informacji na której stacji wysiąść. Tłoku nie było. Jazda trwała kilkanaście minut i dotarłem stacji „Czerwony Plac”.

Idąc w kierunku Placu Czerwonego po drodze minąłem monumentalny pomnik marszałka Gieorgija Żukowa siedzącego na koniu. Była godz. 9.30 gdy doszedłem pod Mur Kremlowski do bramki kontroli osobistej. Stało przy niej już ok. 100 osób. Obecnie jest odgrodzony barierkami i można do niego dojść tylko podczas otwarcia Mauzoleum Lenina. Po pewnym czasie nawiązałem rozmowę ze stojącą obok mnie starszą kobietą. Okazało się, że na imię ma Natasza i pochodzi z Irkucka. Często przyjeżdża do rodziny mieszkającej w Moskwie. Mówiła, że każdorazowo jak jest w stolicy przychodzi zobaczyć Lenina. Na przestrzeni lat dwukrotnie nie udało się jej go zobaczyć, gdyż raz był poddawany konserwacji, a drugim razem gdy doszła do punktu kontrolnego minęła godz. 13.00 i nastąpił koniec zwiedzania. Mówiła, że ma żal do Polaków za to, iż niszczymy cmentarze poległych żołnierzy radzieckich i pomniki upamiętniające Armię Radziecką.

Odpowiedziałem jej, żeby nie wierzyła tym informacjom, ponieważ jest to propaganda wymierzona w Polskę i Polaków. Żaden z cmentarzy gdzie pochowani są sowieccy żołnierze nie został zniszczony, a pomniki są przenoszone a nie niszczone. Po wyrazie jej twarzy widziałem, że jej nie przekonałem. Rozmowa toczyła się dalej na różne tematy, głównie o problemach dnia codziennego Rosjan.

W pewnym momencie do rozmowy włączył się młody (21-23 lata) Rosjanin i miałem okazję zobaczyć różnicę między pokoleniami w podejściu do kwestii mauzoleum i ustroju socjalistycznego. Mówiąc o Leninie stwierdził, iż najwyższy czas go pochować a mauzoleum zamknąć.

Pani Natasza od razu odpowiedziała – nie, nie , nie, to nie tak. Mauzoleum powinno istnieć bowiem w nim znajduje się największy przywódca ruchu rewolucyjnego na świecie.

Młodzieniec odpowiedział jej, że rewolucja przyniosła ludziom cierpienie, głód i terror, a tam gdzie jest socjalizm tam jest bieda, zakłamanie i brak perspektyw.

Na to pani Natasza – nie, nie, nie. To nie tak. Idea jest piękna tylko ludzie są źli i ją wypaczają.

Tak rozmawiając czas szybko minął i otworzyli bramkę. Gdy obejrzałem się do tyłu za nami było setki ludzi. Końca kolejki nie widziałem.

Po odprawie idąc wzdłuż Muru Kremlowskiego który jest miejscem spoczynku osób wybitnych i działaczy Państwa Radzieckiego (głównie politycznych, wojskowych i naukowców), przyglądałem się umieszczonym w nim czarnym płytom z daleka kontrastującym z czerwonym kolorem cegieł. Są to klepsydry na których złotymi literami wypisane są imiona i nazwiska zmarłych, daty urodzenia i śmierci. Za nimi znajdują się urny z ich prochami.

Tu swoje miejsce spoczynku znalazły prochy wybitnych lotników z lat 30-40 i zmarłych tragicznie kosmonautów (60., 70.), m.in. Jurija Gagarina.

Do roku 1976 chowano tu wszystkich posiadających tytuł Marszałka Związku Radzieckiego. Ostatnią osobą, której prochy zostały umieszczone w Murze Kremlowskim, był zmarły w grudniu 1984 gen. Dmitrij Ustinow. Łącznie urn w Murze jest 114.

Idąc powoli i czytając nazwiska umieszczone na płytach które niczego mi nie mówiły dotarłem w pobliże Mauzoleum. Po jego prawej stronie patrząc od wejścia znajdują się groby indywidualne w których ciała nie były kremowane. Każdy nagrobek jak i przylegające do niego popiersie na wysokim postumencie jest wykonane z innego koloru kamienia. Popiersia są arcydziełami sztuki i świadczą o wysokim kunszcie artystów którzy je wykonywali. Tu spoczywają m. in. Józef Stalin, Feliks Dzierżyński, Kliment Woroszyłow, Siemion Budionnyj, Leonid Breżniew, Jurij Andropow. Ostatnim, którego pochowano był zmarły w marcu 1985 r. sekretarz generalny Konstantin Czernienko.

Na każdym nagrobku umieszczona jest sztuczna wiązanka czerwonych goździków.
Spod Muru Kremlowskiego po przejściu kilkudziesięciu kroków udałem się do Mauzoleum Lenina, by zobaczyć wodza rewolucji. Jego historia jest długa. Już w kilka dni po śmierci Włodzimierza Lenina Biuro Polityczne RKP(b) pomimo i wbrew woli samego Lenina, pragnącego, by jego szczątki poddano kremacji i złożono w Piotrogrodzie oraz sprzeciwu rodziny podjęto decyzję o pochowaniu ciała w specjalnym mauzoleum na placu Czerwonym.

Pierwsze prowizoryczne wzniesiono z drewna w styczniu 1924 roku. Składało się z niewielkiego sosnowego budynku i dwóch stróżówek dla warty honorowej.
W tym samym roku na miejscu poprzedniego powstało drugie, większe wykonane z drewna dębowego.

W 1929 roku podjęto decyzję o budowie kolejnego. Rozpisano konkurs na projekt. Wygrała koncepcja w kształcie piramidy. Prace budowlane trwały ponad rok, i w październiku 1930 roku budynek na planie prostokąta o pow. 5800 m2 został ukończony. Zbudowany jest z czerwonego i czarnego granitu oraz marmuru.
Składa się ona z trzech zasadniczych elementów: wysokiej na około 3 metry podstawy, umiejscowionej ponad nią galerii oraz schodkowego zakończenia.

W czasach Związku Radzieckiego mauzoleum pełniło również funkcję trybuny, z której Stalin i jego następcy wraz z kierownictwem partii odbierali pochody i defilady wojskowe. W 1996 roku majowa defilada zwycięstwa była po raz ostatni odbierana z trybuny mauzoleum.

Ciało wodza opuściło to miejsce tylko jeden raz, w 1941 roku w związku z atakiem niemieckim na Moskwę. W celu ochrony samego budynku przed zniszczeniem przez niemieckich lotników został zamaskowany w dwupiętrowy dom mieszkalny, a cały Plac Czerwony zabudowano budynkami z dykty i desek. Rzeka Moskwa została zasłonięta brezentowymi płachtami, a cerkiewne kopuły zamalowano czarną farbą. Na Górze Pokłonów w celu zmylenia lotnictwa niemieckiego wybudowany został drugi, tekturowy Kreml.

Nad wejściem, znajduje się czarne granitowe nadproże z czerwonym napisem Lenin. Gdy na niego patrzyłem trudno mi było uwierzyć, iż ten nieduży skalny blok waży 60 ton.

Po przekroczeniu progu znalazłem się w przyciemnionej sali sarkofagowej o powierzchni 2400 metrów kwadratowych. Wewnątrz było kilku czujnych sołdatów, uważnie przypatrujących się każdemu wchodzącemu. Na postumencie umieszczony jest, sarkofag z mumią Włodzimierza Lenina. Sam Lenin jest mocno oświetlony. Gdy na niego patrzyłem, zaskoczył mnie jego mały wzrost jak i doskonały wygląd. Miałem nieodparte wrażenie, iż spoglądam nie na mumię lecz na doskonałą figurę woskową.
Chroniona jest szybami pancernymi, a dodatkowo przez stalowe barierki uniemożliwiające zwiedzającym bezpośrednie zbliżenie się do sarkofagu.

Takie środki ostrożności wynikają z tego, że Mauzoleum Lenina kilkukrotnie stało się obiektem zamachów. W 1959 roku jeden ze zwiedzających rzucił w sarkofag młotkiem i rozbił jego osłonę. Miały też miejsce dwa zamachy bombowe – w 1967 i 1973 roku.

W 2010 r. mężczyzna uzbrojony w pistolet gazowy próbował wtargnąć do środka. Jak wyznał na przesłuchaniu, chciał on ostrzelać zabalsamowane ciało Lenina, by zwrócić uwagę na cel swoich działań – jak najszybsze zrównanie z ziemią mauzoleum, w którym spoczywa ciało antychrysta.

Z powodu tego, że nie można się zatrzymywać i całkowity czas przebywania w sali sarkofagowej wyniósł ok. 3 minut. Opuszczając mauzoleum byłem usatysfakcjonowany, że na własne oczy zobaczyłem sławnego Lenina, bowiem być w Moskwie i nie widzieć, Lenina, to tak jak być w Rzymie i nie widzieć papieża.

W dniach w których na Placu Czerwonym obok mogił i Mauzoleum odbywają się koncerty i w noc sylwestrową gdy tysiące ludzi bawi się na nim ostro pijąc, grupki starych komunistów całą noc pilnują grobowca Lenina przed pijanym tłumem”.

Gdy mąż zwiedzał grobowiec my w międzyczasie pojechaliśmy autokarem z naszym przewodnikiem Jurijem do Ogrodu Alekasandrowskiego, gdzie z innej strony Muru Kremlowskiego znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza przy którym pełnią wartę żołnierze Pułku Kremlowskiego i pali sie wieczny ogień. Wzdłuż Kremla stoją kamienne słupki z napisami miast bohaterów z II Wojny Światowej.

Przed godz 12 dołączył do nas mąż i razem z grupą udaliśmy się na zwiedzanie Kremla.

Musieliśmy się pospieszyć bo o określonej godzinie na terenie Kremla był paradny przemarsz Pułku Konnego Prezydenta Putina.

Licząca ok. 3000 żołnierzy jednostka ma za zadanie ochronę Kremla moskiewskiego i najwyższych przedstawicieli rosyjskich władz państwowych. Żołnierze pułku pełnią wartę honorową przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Moskwie i uczestniczą w uroczystościach państwowych.

Nasza przewodniczka Danuta opowiadając o służących w nim żołnierzach mówiła, iż by do niego się dostać trzeba spełniać nieprawdopodobnie wysokie kryteria m. in. mówić biegle kilkoma językami, przejść kurs dobrego wychowania, dobrze znać historię Rosji, orientować się doskonale w sytuacji politycznej kraju jak i na świecie, umieć prowadzić rozmowy bez względu na poziom intelektualny rozmówcy, być zdrowym i niezwykle sprawnym fizycznie.

Gdy dotarliśmy na miejsce przemarszu z oddali zobaczyliśmy zbliżającą się kolumnę składającą się z kilkudziesięciu żołnierzy. Wyglądała widowiskowo. Na jej czele na białym rumaku jechał jej dowódca, a za nim w układzie trójkowym szli – poczet sztandarowy z flagą Rosji, za nim poczet ze sztandarem pułku następnie werblista wybijający rytm i żołnierze. Wszyscy ubrani w granatowe mundury ze złotymi guzikami, na nogach oficerki wypolerowane tak, iż z daleka błyszczały, a na głowach czapki. W dłoniach ubranych w białe rękawiczki trzymali paradnie karabiny. Cały przemarsz trwał kilka minut. Gdy patrzałam na ich twarze myślą nieskażone to przypomniały mi się słowa Danuty i jej filorusycyzm w czystej postaci. Po nim udaliśmy się zwiedzać kremlowskie cerkwie.

Przy niewielkim Placu Soborowym znajdują się cztery, my zwiedziliśmy tylko 3, bo czwarta była niedostępna dla zwiedzających.

Kremlowskie sobory powstały na przełomie XV-XVI w. u schyłku dynastii Rurykowiczów i na progu Wielkiej Smuty. Zbudowane z cegły i białego wapnia różnią się znacznie między sobą. Ponieważ dopisała pogoda, promienie słoneczne oświetlające ich białe kształty i złote kopuły na tle błękitnego nieba podkreślały majestatyczny wygląd.

Jako pierwszy zwiedziliśmy Sobór Uspieński. Było to najważniejsze miejsce rosyjskiego prawosławia, a zarazem blisko z nim związanej władzy państwowej. To w nim koronowani byli wszyscy carowie Rosji, był miejscem ślubów, kolejnych władców Rosji. Wybierano w nim patriarchów rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, odprawiano uroczyste modły przed wyprawami wojennymi oraz po odniesionych zwycięstwach, proklamowano akty państwowe, organizowano uroczystości pogrzebowe metropolitów i patriarchów itd.

Był on ograbiony w 1612 roku w trakcie polskiej interwencji, a następnie w 1812 r. okupacji Moskwy przez wojska Napoleona I. Jego wojska urządziły w świątyni stajnię, skradły blisko 300 kg wyrobów ze złota i ponad 5 ton srebra, które jednak w trakcie odwrotu Wielkiej Armii udało się w większości odzyskać.

Biała budowla zakończona jest pięcioma złoconymi cebulowatymi kopułami: cztery są mniejsze środkowa nieco większa. Po wejściu do środka zaskoczył mnie jej wystrój.

Wnętrze oszałamia nieprawdopodobną ilością fresków i ikon. Są wszędzie. Na kolumnach, ścianach, stropach. Przedstawiają układy o tematyce biblijnej, z życia Jezusa i Marii i scenami Sądu Ostatecznego . Jest także przeszło dwa tysiące oddzielnych postaci.

Ok. 16 m pięciorzędowy ikonostas składający się z ok 70 ikon jest piękny. Większość powstała w XV wieku. Przy czym najstarsza pochodzi z XI wieku. Ciekawe są specjalne miejsca modlitwy przypominające wyglądem kapliczki. To w nich modlili się carowie, caryce i patriarchowie.

By dokładnie przyjrzeć się szczegółom trzeba czasu.

Następnie udaliśmy się do Soboru Zwiastowania (Błagowieszczeńskij sobor) znajdującego się w obrębie Placu Soborowego. W przeszłości była to prywatna cerkiew carów rosyjskich, której kapłan był zarazem spowiednikiem rodziny panującego. Według mnie jego sylwetka wyróżnia się spośród wszystkich znajdujących się przy Placu Soborowym.

Liturgia w nim sprawowana jest zazwyczaj tylko raz w roku – właśnie w dniu święta patronalnego tej świątyni. Upamiętnia ono zjawienie się u Maryi w Nazarecie archanioła Gabriela, który oznajmił młodej dziewczynie, że za sprawą Ducha Świętego stanie się matką Syna Bożego. Dla uczczenia tego faktu w cerkwiach w Rosji i w niektórych innych krajach wypuszcza się w tym dniu w niebo gołębie, symbolizujące zarówno Trzecią Osobę Trójcy Świętej, jak i wolność, którą dał ludzkości Zbawiciel.

Obecna cerkiew została wzniesiona w latach 1484–1489 na miejscu wcześniejszej, czternastowiecznej świątyni pod tym samym wezwaniem. W momencie oddania do użytku sakralnego była o wiele skromniej dekorowana i miała jedynie trzy z obecnych siedmiu kopuł.

W XVI w. sobór został rozbudowany o dodatkowe kaplice, a kopuły zostały pozłocone.

Inicjatorem tej przebudowy był Iwan Groźny który nie mogąc po zawarciu czwartego małżeństwa wchodzić na teren cerkwi i uczestniczyć w nabożeństwach, rozkazał zbudować tylko dla siebie dodatkową kaplicę.

Podobnie jak inne sobory kremlowskie, i ta cerkiew została zmieniona w galerię sztuki sakralnej, którą to funkcję pełni do tej pory.

Uwagę przykuwają łuki i znajdujące się na dachu złocone cebulowate kopuły. By do niej wejść trzeba pokonać kilka schodów. Idąc przedsionkiem prowadzącym do wnętrza świątyni uderza bogactwo malowideł i fresków o tematyce religijnej. Pokrywają one ściany i sufity. Na uwagę zasługuje wejście do środka cerkwi. Jej misterne dekoracje stiukowe pomalowane w kolorach złoto-niebieskich robią wrażenie. By nie ich nie uszkodzić chronione są one do wysokości ok. 2 m przez szklane szyby znajdujące się po obu stronach wejścia.

Większość dekoracji malarskiej pochodzi z XVII i XIX w. Filary soboru pokrywają wizerunki książąt moskiewskich. Znajdujący się XVII-wieczny ikonostas jest ciekawy.

Na koniec był Sobór św. Michała Archanioła potocznie nazwany Archangielskim.

Uważam, iż architektura jest najmniej efektowna ze wszystkich znajdujących się przy placu. Na dachu znajduje się pięć kopuł, z tym, że znajdująca się na środku złota jest największa i najładniejsza.

Został zbudowany w 1333 r. jako wotum dziękczynne za zakończenie klęski głodu w Moskwie. Ostateczny kształt uzyskał po przebudowie w latach 1505–1508. Do XVII wieku odbywały się tam uroczyste nabożeństwa po zwycięskich bitwach, koronacje, śluby i pogrzeby carów.

Wchodzi się przez monumentalne wrota ozdobione freskami. Natomiast do środka prowadzi dużo mniejsze wejście misternie dekorowane stiukami pomalowanymi w kolorach złoto-niebieskich podobnie jak to było w Soborze Zwiastowania.

Ściany, kolumny i sufity pokrywają freski i ikony pochodzące w większości z okresu XVII w. Różnią się one od tych znajdujących się w poprzednich soborach kolorami i doborem świętych. Ikonostas o wysokości 13 metrów pochodzi z XVII w., natomiast znajdujące się w nim ikony są dziewiętnastowieczne.

Zaskoczyła mnie duża ilość znajdujących się w niej nagrobków. Dowiedziałam się, że jest ich 54. Pochowani w nich są władcy Rosji i członkowie ich rodzin. Tu znaleźli miejsce wiecznego spoczynku carowie: Iwan IV Groźny, Fiodor II Rurykowicz, Michał I Romanow, Aleksy I Romanow,Wasyl IV Szujski, Iwan V Romanow, Fiodor II Romanow, Piotr II Romanow.

Wychodząc stamtąd jestem do dziś pod wrażeniem tego co w nich zobaczyłam. Będąc w Moskwie koniecznie trzeba je zobaczyć. Naprawdę warto.

Następnie udaliśmy się w miejsce gdzie stoi działo znane pod nazwą Car Puszka.

Już z daleka widzieliśmy jego gigantyczną sylwetkę pokrytą seledynową patyną. Wokół niego tłumy turystów. Każdy chciał z bliska przyjrzeć się temu największemu na świecie pod względem kalibru (900 mm, według innych danych 890 mm) działu ładowanemu od przodu. Posiadało zestaw kul kamiennych o wadze 800 kg, które jednak nie zachowały się.

Powstało na polecenie cara Fiodora Rurykowicza w 1586. Odlane z brązu ma dł. 5,34 m, i waży 39,312 tony. Jest ozdobione płaskorzeźbą cara Fiodora w koronie i z berłem na koniu i trzema napisami fundacyjnymi. Na obu bokach ma po 4 uchwyty do lin. Początkowo znajdowało się w ramach fortyfikacji na przedpolu Kremla, na Placu Czerwonym.

Nigdy nie było użyte w działaniach bojowych. Jego transport i obsługa byłyby zbyt czasochłonne, wymagałyby zbyt wiele wysiłku i zbyt wielu ludzi, a produkcja amunicji zbyt droga. W XVIII wieku wycofano działo ze służby i ustawiono na Kremlu koło arsenału jako pomnik militarny. W czasie okupacji Moskwy przez Napoleona w pożarze spłonęła drewniana laweta działa. W 1834 odlano żeliwne kule o wadze 1,97 tony i umieszczono koło armaty (choć nie mogła ona strzelać takimi pociskami), a w 1835 r. wykonano ozdobną żeliwną lawetę. W 1960 ustawiono ją w miejscu gdzie stoi do dziś.

Badania prowadzone w 1980 wykazały, że oddano z niej przynajmniej jeden strzał, tym samym obalono legendę, że nie była w stanie strzelać.

Następnie udaliśmy się do oddalonego kilkadziesiąt metrów dalej największego na świecie dzwonu Car-kołokoł który nigdy nie zadzwonił

Jego wygląd robi wrażenie. Waży 202 tony, ma średnicę 6,6 m i wysokość 6,14 m. Powstał z rozkazu carycy Anny Iwanowny Romanowej wydanego w połowie 1730. Znajdują się na nim portrety cara Aleksego (fundatora poprzednich wielkich dzwonów Kremla) i carycy Anny Iwanowny Romanowej (fundatorki dzwonu) oraz pięć ikon, napisy i barokowe ornamenty.

W maju 1737 w czasie gaszenia pożaru Kremla wskutek zalania wodą rozgrzanego metalu dzwon nie tylko popękał w dole odlewniczym (w którym cały czas się znajdował), ale odpadł od niego kawałek ważący 11,5 tony. Podejmowane były próby jego wyciągnięcia jednak wydobyto go dopiero w 1836 i ustawiono na kamiennym postumencie. Od tego czasu jest jedną z głównych atrakcji Kremla. Po nieudanym zamachu na cara Aleksandra III zaprojektowano, jako akt dziękczynny, budowę monumentalnej murowanej dzwonnicy dla Car-kołokoła, który miano także pozłocić. Projekt ten jednak nie został zrealizowany.

Patrząc na oparty o postument fragment dzwonu trudno mi było uwierzyć, iż waży on tyle ton. Obchodząc wokół niego zauważyłam w postumencie okratowany otwór. Gdy do niego zajrzałam to okazało się, że znajduje się w nim gigantyczne serce dzwonu.

Patrząc na dzwon zastanawiałam się, że gdyby nie uległ uszkodzeniu, to jak masywna musiałaby być dzwonnica by udźwignąć taki ciężar i jak brzmiałby jego dźwięk.
Szkoda, iż uległ on uszkodzeniu i nigdy nie usłyszymy dźwięku wydawanego przez 200 ton metalu.

Po wyjściu z Kremla udaliśmy się na Plac Czerwony. Dobrze się stało, że mąż po wizycie w Mauzoleum Lenina zdążył na czas dołączyć do naszej grupy i nie stracił żadnego punktu z przewidzianego programu zwiedzania.

Mieliśmy natomiast trochę czasu aby się pokręcić po Placu Czerwonym i zrobić parę zdjęć.

Plac Czerwony położony w centrum miasta 330 m długości i 70 m szerokości.
Jego nazwa pochodzi od starosłowiańskiego przymiotnika красьнъ (piękny, urodziwy), W języku rosyjskim natomiast słowo красный ma też znaczenie „czerwony”. W XVII wieku wyparła wcześniejszą nazwę „Pożar”. Kilka innych miast w Rosji posiada również główne place o identycznej nazwie.

Pierwotnie otaczała go drewniana zabudowa, lecz z powodu niebezpieczeństwa pożaru usunięto ją na mocy edyktu Iwana III z 1493. Nowo otwarte miejsce było nazywane „Pożar” lub „Wypalone” i służyło za największe z moskiewskich targowisk. Następnie było wykorzystywane do uroczystości publicznych; czasem miały na nim miejsce koronacje rosyjskich carów.

W czasach ZSSR był najważniejszym reprezentacyjnym ośrodkiem życia publicznego tego państwa. Wybudowano na nim mauzoleum Lenina. Odbywały się na nim manifestacje pierwszomajowe i świąteczne parady wojskowe.

Będąc na nim przypomniały mi się filmy pokazujące defilujących przed Stalinem żołnierzy Armii Czerwonej którzy z marszu szli na front znajdujący się tuż pod Moskwą, i drugi z 1945 r. gdy tu odbyła się Defilada Zwycięstwa nad niemiecką III Rzeszą i jej sojusznikami, ze sławną sceną rzucania zdobytych hitlerowskich sztandarów na bruk przed mauzoleum Lenina.

Spacerując po placu podeszliśmy do Soboru Wasyla Błogosławionego. Zbudowany został w latach 1555–1561 na polecenie cara Iwana Groźnego miał upamiętniać zwycięstwo w wojnie z kazańskimi Tatarami i zdobycie ich stolicy – Kazania.

Czytałam o nim, że składa się ośmiu oddzielnych cerkwi (cztery główne i cztery mniejsze), symbolizujących osiem dni walk pod Kazaniem. Wszystkie połączone są wspólną podstawą, obwodowym korytarzem i środkowymi arkadowymi przejściami. Zwieńczone są charakterystycznymi „cebulowymi” kopułami i zgrupowane dookoła dziewiątej pokrowskiej cerkwi, zakończonej niewielką kopułą. W XVII w. dodano kopuły nad wejściami i kolorowe dekoracje kopuł głównych (wcześniej wszystkie były pozłacane), wewnętrzne i zewnętrzne ornamenty i malunki.

Sobór był wielokrotnie restaurowany i przebudowywany. W 1929 został zamknięty, a jego dzwony zdjęte. Od 1990 Sobór jest filią Muzeum Historycznego, w której zbiorach znajduje się m. in. 19 historycznych dzwonów. W jego posiadaniu znajduje się również niezwykła kolekcja broni z czasów Iwana Groźnego. Od 1991 r. sobór – oprócz pełnienia funkcji muzealnych – jest ponownie użytkowany liturgicznie.

Niestety, widziałam go tylko z zewnątrz z powodu długiej kolejki i braku czasu. Wstęp do niego kosztował 1000 rubli (70 zł) i nie była to cena wygórowana. Wielka szkoda, ponieważ podczas mojego pierwszego pobytu świątynia była nieczynna. Mówiono wtedy, że jest w remoncie, nieoficjalnie natomiast dowiedziałam się, że był tam jakiś magazyn.

Tuż przed Soborem Wasyla Błogosławionego znajduje się polski akcent. Wykonany z brązu pomnik przedstawiający Kuźmę Minina i Duymitra Michajłowicza Pożarskiego. Byli oni jednymi z przywódców zbrojnych oddziałów ochotników które wyparły siły polsko-litewskie z Moskwy w roku 1612. Napis na pomniku głosi: „Obywatelowi Mininowi i księciu Pożarskiemu, wdzięczna Rosja, latem 1818”.

Pomnik miał powstać na 200-lecie zwycięstwa nad Polakami. Przeszkodziła temu wojna z Napoleonem. Ostatecznie ukończono go w 1818 roku. Pierwotnie stał na środku Placu Czerwonego W roku 1936 władze sowieckie przesunęły go pod Cerkiew Wasyla Błogosławionego, gdzie stoi do dziś.

Od roku 2005 każdego 4 listopada pod pomnikiem odbywają się centralne obchody Dnia Jedności Narodowej, będącego świętem narodowym Rosji.

Następnie pojechaliśmy na przystań,gdzie czekał na nas stateczek, którym mieliśmy odbyć dwugodzinny rejs po rzece Moskwie.

Podczas rejsu relacja o miejscach obok których przepływaliśmy była w języku rosyjskim, tak że niewiele dowiedzieliśmy się o mijanych budowlach i mostach.

W międzyczasie niebo zachmurzyło się i piękna pogoda zamieniła się w deszczową. Na szczęście deszcz był krótkotrwały i gdy wysiadaliśmy znów zaświeciło słońce.

Najciekawszym obiektem który widzieliśmy był pomnik Piotra I na wodzie.

Wzniesiony w latach 1996–1997 dla uczczenia 300-lecia istnienia rosyjskiej marynarki wojennej. którą utworzono właśnie na polecenie Piotra Wielkiego. Stanął na sztucznie zbudowanej wyspie. Całkowita wysokość pomnika wynosi 98 metrów, przez co jest on najwyższym wolno stojącym posągiem w Rosji i siódmym pod względem wysokości na świecie. Podobno nie wszystkim Rosjanom on się podoba – mnie się podobał.

Po zakończeni rejsu udaliśmy się do hotelu „Delta” w którym była msza święta w pokojach, a po niej kolacja.

W następnym dniu 7 lipca 2019r była w planie jazda metrem do Starego Arbatu a wieczorem w Teatrze Bolszoj czekała nas uczta intelektualna -opera Modesta Musorgskiego „Chowańszczyzna”.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk