W piątek 10 stycznia 2020 roku Sąd Rejonowy dla Wrocławia–Śródmieścia uznał, że zatrzymanie i przeszukanie kobiety, której postawiono zarzut nielegalnego udziału w zbiegowisku w związku z „Marszem Niepodległości” były bezzasadne. Sąd śmiał się z argumentów Policjantów. Uchylono jej również dozór i kaucję. Sąd był zszokowany represjami wobec młodej kobiety we Wrocławiu i zganił eSBeckie metody w XXI wieku na komisarcjacie Policji. Czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec Policjantów oraz ich przełozonych? MSWiA wkroczy do akcji? Państwo oficjalnie przeprosi, a także wypłaci odszkodowanie młodej matce za straty moralne i fizyczne?

Jak przypomina młoda kobieta, 11 listopada 2019 roku brała udział w marszu, ale szła na jego końcu, dlatego nie dotarły do niej informacje o rozwiązaniu pochodu. Jednak trzy dni później, 14 listopada funkcjonariusze policji zatrzymali ją w miejscu pracy, a warto przypomnieć, że pracuje w zespole szkolno-przedszkolnym i przewieźli na komisariat. Policja uznała również, że kobietę trzeba przeszukać, dlatego kazano jej rozebrać się do naga i zrobić przysiad.

Wrocławski sąd stwierdził rozpatrując zażalenie kobiety, że zatrzymanie było bezzasadne, bo doszło do niego w szkole, czyli w miejscu jej pracy, trzy dni po marszu. Jak ocenił sąd, kobieta mogła zostać wezwana telefonicznie lub listownie, bo ma stałe miejsce zamieszkania oraz pracę. – Sąd podkreślił, że jeżeli moje miejsce pracy zostało zlokalizowane to również numer telefonu był do osiągnięcia chociażby od pracodawcy. Można było skontaktować się ze mną telefonicznie – tak jak w przypadku mojego partnera – podkreśla kobieta. – Jeżeli chodzi o moje przeszukanie to sąd uznał iż było bezprawne, ponieważ w taki sposób, jak ja zostałam przeszukana, traktuje się osoby, wobec których zachodzi podejrzenie, że posiadają przy sobie niebezpieczne przedmioty lub takie, które mogą stanowić dowód w sprawie. Jeżeli chodzi o środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji i kaucji to również zostały uchylone. Sąd podkreślił, że ani ja ani partner nie unikaliśmy kontaktu z policją – dodaje Anna, młoda matka.

Przypomnijmy raz jeszcze, że 11 listopada 2029 roku kobieta na „Marsz Niepodległości” poszła ze swoim partnerem i z czteroletnim synem. To właśnie ten mężczyzna trzymał syna na rękach przed kordonem policji. Ich zdjęcie zostało opublikowane w mediach. Kobieta w czasie zdarzenia próbowała odnaleźć swoją rodzinę w tłumie. – Zabraliśmy dziecko na pokojowy marsz, a nie na wojnę. Nie przypuszczałam, że ta historia tak się zakończy. Szliśmy z tyłu, nie wiedzieliśmy, że marsz został rozwiązany. Dowiedzieliśmy się dopiero od policji – relacjonowała kobieta tuż po zatrzymaniu. Jak podkreśla, jej zdaniem działania policji to po prostu nadużycie władzy i działanie na polityczne zlecenie. – To próba wystraszenia ludzi, żeby nie brali udziału w marszach o charakterze patriotycznym – dodawała Anna o czym pisaliśmy tutaj.

Słuchając tego, co mówi Pani Anna włosy „stają dęba” i człowiek zastanawia się, czy Polska to kraj bezprawia i republika kolesi?

Fot. Policja Wrocławska