Ta wiadomość krąży w necie od co najmniej dwóch lat: w Gliwicach, przy ulicy Królewskiej Tamy, powstaje meczet. I to dwuminaretowy.

Naprzód trochę historii, jako że nazwa ulicy jest dość nietypowa.
Okazuje się, że powodem było niezbyt dokładne tłumaczenie niemieckiej nazwy na język polski.
W oryginale bowiem była to Koenigshuetter Damm Strasse, czyli ulica Tamy Królewskiej Huty.
W XIX wieku bowiem na terenie dzisiejszych ogródków działkowych był staw, stanowiący technologiczną konieczność dla funkcjonujących również i dzisiaj Gliwickich Zakładów Technicznych (GZUT). Zakłady te znane szeroko w Polsce z odlewów pomników (np. warszawska Nike).
Trzeba przypomnieć, że dzięki Johnowi Baildonowi, Anglikowi, w Gliwicach właśnie powstała pierwsza na kontynencie europejskim huta opalana koksem (1796). Było to związane z industrializacją Prus, jaka nastąpiła za sprawą ministra królewskiego Fryderyka Antoniego von Heinitza oraz słynnego na Śląsku (również Dolnym) Fryderyka Wilhelma von Redena (początek lata 1770-te).
Zabudowa ulicy powstała na początku XX wieku.
Mieszkali tam początkowo jedynie pracownicy gliwickiej huty wraz z rodzinami.
Dzisiaj, mimo sąsiedztwa najnowocześniejszej w Polsce arterii komunikacyjnej (DTŚ – Drogowa Trasa Średnicowa) należy do tych zdecydowanie zapomnianych.

Władze miasta zapowiadają co prawda remont nawierzchni w najbliższym czasie, ale kiedy to nastąpi nikt naprawdę nie wie.
Jedno jest pewne – na całej długości nikt nigdy nawet nie próbował kopać fundamentów pod jakikolwiek obiekt sakralny.
W tym meczet.
O czym niech zaświadczą wykonane 31 marca 2016 roku zdjęcia.







Jest nawet krzyż, upamiętniający czyjąś śmierć w wypadku samochodowym.

Prawda, że nie tylko trudno znaleźć jakiekolwiek fundamenty, ale i miejsce nawet na najmniejszą świątynię? Zwłaszcza taką?

2.04 2016
Zostaw komentarz