Orlen, kryptowaluty i Prezydent RP, czyli geometria polityczna dla średnio zaawansowanych

Polska polityka osiąga czasem poziom abstrakcji, przy którym zwykła geometria przestaje wystarczać. Mamy osie, układy, sieci, kręgi, konstrukcje zamknięte, a ostatnio pojawił się także „magiczny trójkąt”.

Premier Donald Tusk 15 września 2026 roku połączył w jednej wypowiedzi kryptowaluty, „brudne interesy na paliwach”, PiS oraz weta i blokady ze strony Prezydenta RP. Według komunikatu KPRM wszystko to ma układać się w „bardzo ponurą całość”. (PAP MediaRoom portal.)

Skoro więc pojawił się trójkąt, wypada zapytać o jego boki. Bo może się okazać, że jeden jest z ropy, drugi z kryptowalut, trzeci z polityki, a kąty między nimi domalowano flamastrem.

Najpierw Orlen. Ten prawdziwy, nie telewizyjny

Zanim przejdziemy do afer, prokuratur, Wenezueli, tetherów, pośredników i całego egzotycznego krajobrazu ORLEN Trading Switzerland, warto przypomnieć pewien kłopotliwy szczegół:

ORLEN przed zmianą zarządu nie był firmą w stanie gospodarczego rozkładu. W 2023 roku Grupa ORLEN osiągnęła 373 mld zł przychodów, 44,8 mld zł EBITDA LIFO przed odpisami i 27,6 mld zł zysku netto. Sam IV kwartał zakończył się zyskiem netto 7,3 mld zł. (Orlen)

To są liczby. Można je lubić albo nie. Liczby mają tę przewagę nad konferencjami prasowymi, że nie wiedzą, kto aktualnie rządzi. Można oczywiście twierdzić, że cały model rozwoju koncernu był błędny. Tylko wtedy pojawia się pierwsze z naszych nieznośnie prostych pytań:

– jeżeli wszystko było tak fatalne, skąd brały się dziesiątki miliardów złotych wyników?

A jeśli wyniki były wyłącznie efektem wyjątkowej koniunktury, to czy należy z równą gorliwością oddzielać od polityki wyniki obecnego zarządu, gdy koniunktura działa na jego korzyść? Czy może zasady rachunkowości zmieniają się razem ze składem Rady Ministrów?

Gigant czy Frankenstein?

Za poprzedniego zarządu połączono ORLEN z Energą, Grupą Lotos i PGNiG. Powstała grupa obejmująca rafinerie, gaz, wydobycie, energetykę, petrochemię i handel detaliczny. Można dyskutować o cenach, strukturze transakcji, udziale Saudi Aramco w aktywach Lotosu, korzyściach i kosztach integracji. Tak właśnie robi się w gospodarce. Ale czy można jednocześnie udawać, że sama skala tej transformacji nie miała znaczenia? Fitch jeszcze w marcu 2024 roku utrzymywał rating ORLENU na poziomie BBB+ ze stabilną perspektywą, wskazując między innymi na dywersyfikację i zwiększenie skali działalności. (Orlen)

A zatem pytanie drugie:

– czy można przez lata budować regionalny koncern multienergetyczny, a potem sprowadzić cały jego bilans do jednej kontrowersyjnej spółki handlowej?

Można. W telewizji. W bilansie jest trudniej.

A gdzie podziała się Rosja?

Tu historia robi się jeszcze mniej wygodna. Polska była przez dziesięciolecia silnie uzależniona od rosyjskich surowców. W okresie poprzedniego zarządu ORLENU rozwijano alternatywne dostawy ropy, import LNG, własne wydobycie gazu w Norwegii i wykorzystanie Baltic Pipe.

W IV kwartale 2023 roku LNG stanowiło 47 proc. importu gazu Grupy ORLEN do Polski. Magazyny gazu były zapełnione w 95 proc. Po przejęciu KUFPEC Norway wydobycie gazu w Norwegii miało wzrosnąć o jedną trzecią, do ponad 4 mld m³ rocznie. (Orlen)

Można więc zapytać:

– czy uniezależnienie kraju od rosyjskiego kierunku było sukcesem, dopóki politycznie było wygodne, a potem stało się nieistotnym przypisem?

– Czy terminal LNG, Baltic Pipe i norweskie wydobycie przestały istnieć po wyborach?

– Czy może nadal pracują, tylko zmieniła się narracja?

Swoją drogą, infrastruktura ma paskudny zwyczaj pozostawania na miejscu nawet po zmianie premiera.

Gazowy moloch, który zarabiał

Połączenie ORLENU z PGNiG było jednym z najbardziej krytykowanych elementów całej konsolidacji. Tymczasem w samym IV kwartale 2023 roku segment gazowy wypracował około 11 mld zł EBITDA. ORLEN wskazywał między innymi na wyższą sprzedaż hurtową i niższe koszty pozyskania gazu. (Orlen)

Czy zatem wielosegmentowa grupa rzeczywiście nie miała sensu? Czy fakt, że jeden biznes mógł amortyzować słabsze wyniki innego, był gospodarczą wadą? A może dokładnie o to chodziło w budowie koncernu multienergetycznego?

Pytania bywają nieznośne. Szczególnie kiedy liczby zaczynają na nie odpowiadać przed politykami. No dobrze. A OTS?

I tutaj ironia powinna na chwilę zejść ze sceny. Sprawa ORLEN Trading Switzerland jest poważna. 7 sierpnia 2026 roku Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko trzem byłym menedżerom ORLENU i OTS.

Według prokuratury w związku z trzema kontraktami na zakup ropy zawartymi pomiędzy sierpniem a grudniem 2023 roku wyrządzono szkodę w wysokości 378 mln dolarów, czyli około 1,5 mld zł. (Gov.pl)

To nie jest publicystyczna metafora. To jest formalny akt oskarżenia. Oskarżenie jednak nadal nie jest wyrokiem. I właśnie dlatego warto zapytać:

– kto konkretnie podejmował decyzje?

– Jakie zabezpieczenia zastosowano?

– Dlaczego przekazano tak wielkie zaliczki?

– Kto oceniał kontrahentów?

– Kto zatwierdzał ryzyko?

– Kiedy było już wiadomo, że wykonanie transakcji jest zagrożone?

– Czy można było odzyskać pieniądze?

– Czy można było przeprowadzić dostawy mimo problemów?

– Jakie decyzje podjęto jeszcze przed zmianą zarządu, a jakie już po niej?

To są pytania dla sądu, prokuratury, audytorów i ludzi zajmujących się handlem surowcami. A nie dla telewizyjnego paska.

Financial Times dorzuca benzyny

14 września „Financial Times” opisał kulisy wenezuelskiej transakcji ORLENU.

Według ustaleń gazety OTS przekazał około 230 mln dolarów zaliczek związanych z zakupem wenezuelskiej ropy, a część rozliczeń i transferów odbywała się poprzez pośredników wykorzystujących USDT. Z planowanych dostaw zrealizowano jedynie niewielką część. (Financial Times)

To brzmi fatalnie. I właśnie dlatego wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia. Ale czy z faktu, że jedna transakcja wygląda bardzo źle, wynika automatycznie ocena wszystkiego, co ORLEN zrobił pomiędzy 2018 a 2023 rokiem? Czy ze źle zabezpieczonej dostawy ropy wynika, że Baltic Pipe był błędem? Czy z tethera wynika, że LNG ze Świnoujścia nie istnieje? Czy z działalności jednego zespołu handlowego wynika, że 27,6 mld zł zysku netto w 2023 roku również należy uznać za rodzaj kryptowaluty?

Tutaj zaczyna się właśnie teren, na którym pies bywa pogrzebany.

A teraz prosimy Prezydenta na scenę

Sprawa kontraktów dotyczy 2023 roku. Akt oskarżenia dotyczy byłych menedżerów ORLENU i OTS. Obecny Prezydent RP objął urząd później. A jednak 15 września premier włączył prezydenckie weta do swojej „ponurej całości”. (PAP MediaRoom portal.) No więc zapytajmy.

– Jaki konkretnie związek istnieje między decyzjami Karola Nawrockiego a kontraktami OTS zawieranymi w 2023 roku? Czy taki związek opisuje akt oskarżenia?

Nie.

Komunikat Prokuratury Regionalnej wymienia trzech byłych menedżerów i opisuje kontrakty zawarte w 2023 roku. Prezydent nie występuje w nim jako osoba oskarżona w tej sprawie. (Gov.pl)

– Czy prokuratura przedstawiła dowody, że któreś z późniejszych wet prezydenta miało chronić osoby związane z OTS?

W opublikowanym akcie oskarżenia takiego twierdzenia nie ma. Skąd więc pojawia się ten bok trójkąta? Z geometrii? Czy z polityki?

Kryptowaluty: blokowanie regulacji poprzez… proponowanie regulacji

Najbardziej zabawny element całej konstrukcji dotyczy kryptoaktywów. Strona rządowa zarzuca prezydentowi konsekwentne wetowanie ustaw regulujących rynek. Faktycznie Karol Nawrocki ustawę o rynku kryptoaktywów wetował — między innymi w lutym i czerwcu 2026 roku. (prezydent.pl)

Ale jest jeszcze jeden szczegół. 6 maja prezydent skierował do Sejmu własny projekt ustawy o kryptoaktywach. 8 września przedłożył drugi projekt, przedstawiany przez Kancelarię Prezydenta jako kompromisowy. (prezydent.pl)

Więc kolejne pytanie:

– czy człowiek blokujący regulację rynku robi to zazwyczaj poprzez składanie projektów regulujących ten rynek?

Może oczywiście uważać rządową wersję za złą. Rząd może uważać jego wersję za złą. Na tym mniej więcej polega spór polityczny. Ale czy różnica pomiędzy „nie chcę żadnej regulacji” a „chcę innej regulacji” naprawdę jest aż tak subtelna, że trzeba jej szukać przy pomocy mikroskopu elektronowego?

„Czyste zło” kontra projekt ustawy

8 września premier, odnosząc się do kolejnego prezydenckiego projektu dotyczącego rynku kryptoaktywów, mówił o propozycji kompromisu z „czystym złem” i zapowiadał „machinę rozliczeń”. KPRM podkreślała, że wcześniejsze rządowe ustawy miały uporządkować rynek, zwiększyć ochronę jego uczestników i dać państwu skuteczniejsze instrumenty walki z nadużyciami. (Gov.pl)

Kancelaria Prezydenta odpowiada, że projekty prezydenckie również mają chronić inwestorów i umożliwiać skuteczny nadzór, ale jednocześnie chronić konstytucyjne prawa przedsiębiorców. (prezydent.pl)

I tu pytanie staje się całkiem prozaiczne:

– czy spór dotyczy tego, czy rynek ma być regulowany, czy raczej tego, jak ma być regulowany?

Bo jeśli to drugie, określanie jednej strony jako tej, która chce chronić obywateli, a drugiej jako tej, która chce blokować ochronę obywateli, zaczyna przypominać raczej reklamę niż analizę ustaw.

A teraz Zondacrypto.

Jeszcze bardziej efektowne stało się polityczne połączenie wet z aferą Zondacrypto. KPRM mówi dziś o działaniach śledczych i potrzebie rozliczeń. Kancelaria Prezydenta odpowiada, że prezydent nie ma z aferą powiązań, a jego rzecznik 15 września publicznie temu zaprzeczył. (Gov.pl)

I znowu: jeżeli istnieją dowody na udział osób związanych z Pałacem Prezydenckim w jakichkolwiek nielegalnych działaniach, powinny zostać pokazane i zbadane. Ale czy samo zawetowanie ustawy jest dowodem związku z aferą? Jeżeli tak, to czy każdy prezydent wetujący ustawę bankową automatycznie staje się podejrzany w każdej aferze bankowej? A prezydent wetujący ustawę energetyczną — w każdej aferze energetycznej? Można dojść w ten sposób bardzo daleko. Tak daleko, że geometria polityczna zaczyna przypominać astrologię. Trójkąt nie całkiem bermudzki

Trójkąt Bermudzki miał przynajmniej tę zaletę, że statki naprawdę znikały. W naszym trójkącie nie znikają statki. Znikają rozróżnienia. Między zarzutem a wyrokiem. Między wetem a udziałem w aferze. Między krytyką ustawy a sprzeciwem wobec regulacji. Między jedną nieudaną transakcją a bilansem kilku lat działalności koncernu. Między polityczną sugestią a związkiem dowodowym. A przecież to właśnie w tych rozróżnieniach siedzi cały pies. I chyba właśnie dlatego jest tak głęboko pogrzebany.

Czy OTS obciąża poprzedni zarząd?

Oczywiście, że sprawa OTS obciąża politycznie okres poprzedniego zarządzania ORLENEM. Kontrakty podpisano w 2023 roku. Prokuratura stawia byłym menedżerom poważne zarzuty. Byłoby absurdem udawać, że nie ma problemu. Ale czy poważny problem oznacza automatycznie, że wszystkie inne działania były bezwartościowe?

Czy błędna albo nawet przestępcza decyzja jednego zespołu handlowego unieważnia rozbudowę bezpieczeństwa gazowego kraju? Czy człowiek, który popełnił błąd przy jednej inwestycji, automatycznie nie może wcześniej przeprowadzić dziesięciu dobrych?

Tak nie działa ani gospodarka, ani prawo. Tak działa propaganda. Z każdej strony.

A co z obecnym zarządem?

Tu również warto zachować proporcje. Nieuczciwe byłoby przedstawianie obecnego kierownictwa ORLENU jako permanentnej katastrofy finansowej. Rok 2024 był pod względem końcowego wyniku netto bardzo słaby i obciążony znacznymi odpisami, ale kolejne okresy przyniosły odbicie wyników. Nieuczciwością byłoby więc zastępowanie jednej politycznej legendy inną.

Skoro domagamy się pełnego obrazu od rządu, musimy stosować tę samą zasadę wobec własnych tez. Inaczej wychodzi nam nie analiza, lecz zmiana dekoracji. Czego naprawdę należałoby się dowiedzieć? Zamiast pytać, kto jest aktualnie politycznie bardziej oburzony, można zadać kilka pytań znacznie nudniejszych.

– Kto zatwierdził transakcje OTS?

– Jak przeprowadzono due diligence kontrahentów?

– Dlaczego zastosowano takie, a nie inne zabezpieczenia?

– Które środki udało się odzyskać?

– Których nie?

– Czy i kiedy można było jeszcze wykonać kontrakty?

– Co zrobił zarząd przed zmianą władz?

– Co zrobił zarząd po zmianie władz?

– Co wynika z dokumentów?

– Co wynika tylko z politycznych wypowiedzi?

– Czy istnieje jakikolwiek udokumentowany związek pomiędzy obecnym Prezydentem RP a tamtymi transakcjami?

– Czy istnieje udokumentowany związek pomiędzy jego wetami a ochroną konkretnych osób?

Jeżeli istnieje — pokażmy go. Jeżeli nie — nie udawajmy, że narysowanie trójkąta jest tym samym co przeprowadzenie dowodu. Bo może właśnie tu jest pies pogrzebany

W całej tej historii najbardziej interesująca nie jest nawet polityka. Interesujący jest mechanizm. Bierzemy prawdziwy problem. OTS. Dodajemy prawdziwe postępowanie. Dodajemy prawdziwe weto prezydenta. Dodajemy prawdziwy spór o kryptowaluty. Dodajemy prawdziwą aferę Zondacrypto. Każdy element z osobna istnieje.

A potem ustawiamy je obok siebie i pytamy:

– „Widzicie?”

No właśnie.

– Co?

To trochę jak położenie na stole zapałek, zegarka i zdjęcia Wenezueli. Wszystkie trzy przedmioty są prawdziwe. Nie oznacza to jeszcze, że tworzą mechanizm zegarowy napędzany ropą z Caracas. Do tego potrzebny byłby jakiś związek. Najlepiej udowodniony.

Epilog, czyli po co psu trójkąt

Polityka uwielbia figury geometryczne, ponieważ figura ma jedną zaletę. Kiedy narysuje się linię pomiędzy dwoma punktami, oko automatycznie zaczyna widzieć związek. Nawet jeżeli linia została dorysowana przez autora. Dlatego w przypadku ORLENU, kryptowalut i Prezydenta RP warto zamiast patrzeć na gotowy rysunek zadać najbardziej nieprzyjemne pytanie:

– kto narysował linie?

A potem drugie:

– na podstawie jakich dowodów?

Sprawę OTS trzeba wyjaśnić do końca. Jeżeli ktoś naraził ORLEN na setki milionów dolarów strat, powinien za to odpowiedzieć. Jeżeli ktoś złamał prawo, powinien zostać osądzony. Jeżeli ktoś próbuje wpływać na polityków w sprawie kryptowalut, również należy to zbadać. Ale dokładnie z tego samego powodu nie wolno zastępować dowodu politycznym skojarzeniem. Bo państwo prawa różni się od kampanii wyborczej między innymi tym, że nie wystarczy powiedzieć:

„wszystko układa się w ponurą całość”.

Trzeba jeszcze pokazać, jak dokładnie się układa. I dopóki tego nie zrobiono, „magiczny trójkąt” pozostaje przede wszystkim bardzo efektowną figurą retoryczną. Niekoniecznie bermudzką.

Za to zdecydowanie polityczną.

 

BS

— Jurku, widziałeś kiedyś, żeby w kompozycji była manipulacja?

JW

— Tak. Gdy ktoś usiłował jakieś znane dzieło napisać od końca.

BS

— I udawało mu się je sprzedać?

JW

— Publiczność od razu się nie zorientowała, ale fachowcy szybko wychwycili.

BS

— I co?

JW

— Napisali je od początku.

BS

— A kompozytor?

JW

— Nieznany…

BS

— Taaa… Historia kałem się tuczy

JW

—  Co mówisz?

BS

— Historia kołem się toczy…