W późnych godzinach nocnych doszło do rozmów na szczycie władzy przy Nowogrodzkiej. Jak mówią nasi informatorzy, Mateusz Morawiecki postawił ultimatum: „Szumowski musi odejść z rządu!”. Nie wytrzymał tego Prezes, wywiązała się męska dyskusja i Premier złożył na jego ręce dymisję. Jaskółki ćwierkają, że na czele rządu stanie młody polityk, który jest faworytem Kaczyńskiego od czasu spotkania w Niepołomicach. – „Nie będę tego komentować, ale potwierdzam te informacje” – mówi nam polityk z bliskiego otoczenia szefa PiS. Szok i konsternacja, a wszystko przez chore ambicje polityczne.

Nasze dyskusje z politykami wszystkich frakcji w zjednoczonej prawicy trwały kilka godzin. Informacje tę potwierdziliśmy w trzech niezależnych źródłach od siebie. Wszystko wyglądała na zwykłe robocze spotkanie. – „Premier jak zwykle przyjechał do Prezesa i tam w ścisłym gronie debatowali, co robić dalej. Wydawało się, że sytuacja jest opanowana, ale wtrącił się do dyskusji nieproszony o głos prof. Szumowski i zagroził dymisją jeśli wybory odbędą się 10 maja” – opowiada zdarzenie wysoko postawiony polityk partii rządzącej.

Miarka się przebrała. – „Premier Morawiecki nie wytrzymał kolejnego szantażu ze strony Ministra Zdrowia. W ostrych żołnierskich słowach powiedział co o tym myśli. Wywiązała się karczemna dyskusja, w którą jak zazwyczaj spokojny włączył się sam Prezes. Krzyki i wrzaski rozchodziły się po całej Nowogrodzkiej” – wspomina inny uczestnik tego spotkania. – „Takiej jatki nie widziałem już dawno. Nawet gdy usuwaliśmy Beatę, pomimo że szlochała i co rusz ocierała zapłakane oczy chusteczką, był spokój. Można powiedzieć, że nastała nawet grobowa cisza. Tym razem nerwy puściły Kaczyńskiemu i powiedział, co myśli o banksterskich pomysłach Premierowi. A ten pomimo spokoju nie wytrzymał i zażądał głowy Szumowskiego. Prezes nawet się nie zastanawiając, powiedział nie kochanieńki, to Ty pisz już swoją dymisję” – opisuje przebieg wydarzeń jeden z wiceprezesów PiS. – „Nie trudno się dziwić prezesowi, bo  Polacy mają wielkie zaufanie do Ministra Zdrowia” – dodaje wyraźnie zdruzgotany całą sytuacją.

Napisał i wyszedł. – „W tym momencie nastała grobowa cisza. Premier złożył na ręce Prezesa dymisje i wyszedł w eskorcie SOP. Było wyraźnie widać, że Kaczyńskiemu ulżyło. W dobrym humorze oświadczył, że ma kandydata na Premiera i ze znaną swadą wymienił nazwisko pogodynka. Wszyscy parsknęli śmiechem, ale Prezes zmierzył nas lodowatym wzrokiem” – wspomina inny wyraźnie podekscytowany polityk zjednoczonej prawicy.

Czasy kryzysu to czas dla młodych. – „Kaczyński stanowczym głosem przestawił swoją wizję i wezwał z sąsiedniego pokoju byłego rzecznika rządu. Młody wpadł z rozpędem jak kelner po naczynia. Jednak informacja, którą usłyszał, zbiła go z pantałyku. Prezes podszedł do niego, uściskał i powiedział, będziesz Premierem, zastąpisz nam Morawieckiego, bo bankster właśnie zwolnił fotel. Byłem w szoku, bo był to język, którego nigdy nie słyszałem w ustach naszego szefa” – relacjonuje inny polityk z Nowogrodzkiej.

Ustalono, że Premier przekaże tę informację na specjalnie zwołanej konferencji prasowej 1 kwietnia. Oczywiście poinformuje też wtedy o planach głosowania korespondencyjnego, bo jemu to już nie zaszkodzi.

Nasze informacje potwierdza Onet. – „Sceptycznie do podejmowanych działań na Nowogrodzkiej odnosi się lider Porozumienia, wicepremier Jarosław Gowin, który jest zdania, że jeśli tempo wzrostu zachorowań utrzyma się na obecnym poziomie, to przeprowadzenie wyborów prezydenckich 10 maja będzie niemożliwe. – „Jeśli tempo będzie spadać, a musiałoby spadać w sposób znaczący, wtedy będziemy się zastanawiać nad tym terminem” – mówił Gowin we wtorek w Radiu Zet. Wicepremier dodał także, że „optymalnym rozwiązaniem jest przełożenie wyborów o rok”.

„Z informacji Onetu wynika ponadto, że Jarosław Kaczyński zażądał od Jarosława Gowina, który sceptycznie odnosił się do ostatnich zmian w prawie wyborczym, poparcia kolejnych zmian w ordynacji, które wprowadzałyby możliwość głosowania korespondencyjnego przez wszystkich uprawnionych do głosowania. Miało paść nawet ultimatum w postaci usunięcia Porozumienia z rządu, jeśli politycy od Gowina nie poprą nowych zmian w prawie wyborczym.

Jak twierdzą nasze źródła na Nowogrodzkiej, Gowin miał zapowiedzieć prezesowi PiS, że jego posłowie nie zagłosują za takimi zmianami w Kodeksie wyborczym. Nawet, jeśli miałoby to zakończyć się rozpadem koalicji i rozpadem rządu. Nasi rozmówcy twierdzą, że największe zastrzeżenia lidera Porozumienia dotyczą narażania milionów Polaków na zakażenie w trakcie wyborów. Ryzyko – zdaniem Gowina – jest zbyt duże, by kłaść je na szali obok wyborczego zwycięstwa”.

W tej sytuacji można z dużą dozą pewności powiedzieć, że oprócz pandemii czeka nas polityczna karuzela, a gospodarka leży na łopatkach. Przedsiębiorcy nie czekając na uchwalenie tarczy antykryzysowej, masowo zawieszają działalność gospodarczą, a wielu mówi o bankructwie. Co nasz czeka w najbliższych godzinach? Konferencja Premiera, ale tego, co dalej nasi informatorzy nie chcą nam już zdradzić. Jednak podkreślają, że idzie polityczne tsunami. W Polsce, jak twierdzą eksperci, dojdzie do istnego trzęsienia ziemi i ten ruch wyprzedzający Kaczyńskiego nic tym razem nie da, bo nie powtórzy się już manewr okrążający z koniecznością utrzymania terminu majowych wyborów prezydenckich. Nie będzie to kolejny temat zastępczy na najbliższe dni.