Józef Piłsudski uhonorował osoby przywódców powstania styczniowego. Uszanował rozpacz tysięcy Warszawiaków, którzy 5 sierpnia 1864 r stali, śpiewając Suplikacje, gdy wieszano na stokach Cytadeli Romualda Traugutta wraz z czterema współtowarzyszami niepodległościowego zrywu. Uszanował pamięć o żołnierzach, którzy ojczyźnie przysięgali wierność. Ze swoją Kadrową wyruszył dzień później, by właśnie 5. sierpnia oddać hołd bohaterskim przodkom. Piłsudski i tą decyzją zapisał się w pamięci potomnych jako wódz.

Gdyby żył, nie dopuściłby do bezczeszczenia imienia polskiego żołnierza. Pomściłby skrytobójcze strzały w tył głowy żołnierzy, obrońców granic, bez wahania służących ojczyźnie. Wyuczyłby dzieci pieśni sławiących męstwo kobiet i mężczyzn wybierających śmierć niż „życie na kolanach”. Gdyby żył, wystawiłby mauzoleum Żołnierzom Wyklętym, przysięgającym wobec dowódców: „Ja, polski żołnierz przysięgam walczyć za Ojczyznę do ostatnich sił”.

Tadeusz Płużański – historyk, dziennikarz, prezes Fundacji „Łączka” przeciwstawia się pomysłowi Andrzeja Kunerta z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W przededniu 151 rocznicy stracenia młodych dowódców powstania styczniowego na stokach Cytadeli, spytałam, dlaczego.

Małgorzata Kupiszewska: Fundacja „Łączka” została założona w konkretnym celu. Jakim?

Tadeusz Płużański: – Powstaliśmy w grudniu 2013 roku, aby zadbać o jak najszybsze ekshumacje, identyfikacje i godny pochówek Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych w wielkim Panteonie Polskich Bohaterów na „Łączce” Powązek Wojskowych w Warszawie. Spodziewaliśmy się, że będą z tym problemy i niestety… nie pomyliliśmy się. Wkrótce okazało się, że wydobywanie szczątków naszych bohaterów z dołów śmierci zakończyło się. Władza boi się tego słowa, używa eufemizmów o wstrzymaniu/przełożeniu prac, ale w rzeczywistości zostały one zablokowane. Na przeszkodzie stanęły groby postawione na dołach skrywających polskich niepodległościowców. Ale istnienie tych nagrobków nie powinno być zaskoczeniem, stoją na Powązkach od początku lat 80. na mocy decyzji dyktatora stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego. Złożono w nich kości oficerów politycznych LWP, a także stalinowskich zbrodniarzy. Cel był jasny: zatuszować komunistyczną zbrodnię. Żeby dziś te groby „odnaleźć”, wystarczy pójść choć raz na „Łączkę”. Dlaczego okazały się problemem nie do rozwiązania? Urzędnicy zgrzeszyli nonszalancją, biernością, a może przede wszystkim strachem przed ludźmi komunistycznego układu. Bo w dołach na „Łączce” spoczywają ofiary Romana Kryże, Heleny Wolińskiej-Brus, Stefana Michnika. A dziś ich resortowe dzieci i koledzy wciąż mają przemożny wpływ na Polskę. I tak wszczęcie kompleksowego, prokuratorskiego śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej, które zakończyłoby się już ekshumacjami wszystkich zamordowanych, okazało się zadaniem ponad siły.

Dlaczego przeciwstawia się Pan stawianiu przez min. Kunerta „panteonu” na „Łączce”?

– Panteon Polskich Bohaterów, który ze względu na swoją wielkość w istocie jest panteonikiem Kunerta, dopełnia dzisiejszej tragedii Żołnierzy Niezłomnych z „Łączki”. Bo jak Panteonem może być coś, co ma 18×18 metrów? Coś, co stłoczy szczątki około 300 osób na takiej powierzchni może być jedynie panteonikiem. I, co najważniejsze, sekretarz Kunert większości tych rodzin nie spytał o zdanie. Nie spytał, jak wyobrażają sobie grób ich bliskich. Dlatego panteonik trzeba by nazwać samowolką pana sekretarza.

Czym, dla rodzin Żołnierzy Wyklętych, jest to przedsięwzięcie?

– Dla wielu z nich nieporozumieniem, przykrością, smutkiem, kolejną krzywdą. Określenia można mnożyć. Syn zamordowanego przez komunę komandora Stanisława Mieszkowskiego – Witold Mieszkowski nazwał „dzieło” sekretarza Kunerta gołębnikiem. Przecież rodziny od lat walczyły o odnalezienie swoich utraconych często w dzieciństwie ojców, wujków, a potem pochowanie swoich bliskich w grobach – które przecież należą się każdemu śmiertelnikowi. A bohaterom państwo polskie – jeśli jest normalne: na wzór II Rzeczypospolitej – powinno postawić w podzięce wielki, godny narodowy Panteon. Tymczasem w panteoniku Kunerta zamiast grobów będą szuflady na trumienki upchnięte w kolumbarium.

Jakie będą tego skutki?

– Opłakane. Ten pomniczek nie zakłada rozbudowy, czyli wszyscy, którzy, mam nadzieję w przyszłości zostaną jednak wydobyci z tej przeklętej łączkowej ziemi, trafią do tego skromnego panteoniku. W pozostałych częściach „Łączki” powstanie najwyżej jakiś teren zielony z ławeczkami. A bohaterowie już nigdy nie będą mieli grobów.

Fundacja „Łączka” od dawna protestuje przeciwko dzieleniu Żołnierzy Niezłomnych na lepszych i gorszych: na takich, którzy mieli szczęście być wydobyci z dołów śmierci, jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, czy mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”. I na tych, którzy takiego szczęścia nie mieli, jak rtm Witold Pilecki, czy gen. Emil Fieldorf. Tych pierwszych sekretarz Kunert zamierza teraz pochować w swoim panteoniku, podczas gdy ci drudzy mają pozostać pod ziemią w bezimiennych dołach. Tymczasem ci wszyscy Żołnierze Niezłomni muszą być pochowani razem, podczas wielkiego narodowego pogrzebu. Marzyliśmy o mszy na Placu Piłsudskiego, a następnie wielkim, żałobnym kondukcie przez całe miasto na „Łączkę”. Dziś z tych planów, potwierdzanych przez wysokich urzędników III RP, przez prezesa IPN Łukasza Kamińskiego, nic nie zostało. A tego wymaga polska racja stanu.

W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego „Łączkę” odwiedził prezydent-elekt. Wierzy Pan, że jako głowa państwa zatrzyma mechanizm stawiania „szafy z szufladami”?

– Andrzej Duda przyjął zaproszenie Fundacji „Łączka” i bardzo mu za to dziękujemy. 1 sierpnia, po uroczystościach powstańczych pod pomnikiem Gloria Victis na Powązkach Wojskowych prezydent-elekt złożył na „Łączce” wieniec i pomodliliśmy się przy symbolicznym, brzozowym krzyżu, upamiętniającym tych, którzy do dziś spoczywają w dołach pod spodem. Ten gest prezydenta jest potwierdzeniem jego deklaracji zapowiadanych w kampanii wyborczej, że doprowadzi do ekshumacji wszystkich zamordowanych i godnego ich upamiętnienia w wielkim Panteonie (przecież nie skromnym panteoniku). Andrzej Duda złożeniem hołdu zamordowanym przez komunę 1 sierpnia wyznacza nowe standardy. Oby to się stało tradycją, że po godz. 17.00 (godzinie „W”) prezydent idzie ok. sto metrów dalej: na „Łączkę”. Do tych, którzy Powstanie przeżyli, ale zginęli od strzału w tył głowy po roku 1944. To podkreślenie tragizmu polskich losów – doświadczenia dwóch zbrodniczych totalitaryzmów: brunatnego i czerwonego.

A jeśli chodzi o „szafy z szufladami”. Choć prezydent nie może w sensie dosłownym zatrzymać ich budowy (sekretarz Kunert podlega rządowi i tylko przez premiera może zostać odwołany), nie położy się także – tak jak my – Rejtanem, ale mógłby wyrazić swoje zaniepokojenie…

A krzyż, pod którym modliliśmy się z prezydentem Dudą, a wcześniej z księdzem Stanisławem Małkowskim, Zarząd Cmentarzy Komunalnych każe nam teraz uprzątnąć, bo podobno przeszkadza dostać się do grobów… Świętą ziemię z „Łączki”, przesiąkniętą krwią naszych bohaterów, wykopują teraz pod budowę panteoniku i gdzieś wywożą. Nasza walka o Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych trwa niemal codziennie.

Co powinni zrobić ludzie, którym bliskie jest odnalezienie m.in. rotmistrza Pileckiego?

– Protestować. Bo bohaterski rotmistrz Pilecki, jeśli kiedyś zostanie wydobyty i zidentyfikowany (a tak musi się stać!), spocznie obok zbrodniarzy ukraińskich, niemieckich, agentów gestapo i pospolitych przestępców. Bo sekretarz Kunert postanowił w swoim panteoniku pochować nie tylko 40 szczątków zidentyfikowanych, ale wszystkie do tej pory odnalezione. Nie ma możliwości, aby wśród nich nie znalazły się kości wspomnianych wyżej przestępców. Bo oni też byli ofiarami komuny (zamordowani w katowni przy ul. Rakowieckiej, a następnie zrzuceni do dołów śmierci na „Łączce”), ale naszymi bohaterami bez wątpienia nie są.

A za dostanie się do szczątków Pileckiego, Fieldorfa, Cieplińskiego każą nam teraz dodatkowo płacić. Bo najnowszy plan urzędników III RP zakłada wypłatę ogromnych odszkodowań ludziom posiadającym groby nad szczątkami naszych narodowych bohaterów.

Jakie mamy, jako naród, możliwości zaoponowania przeciw temu, co chce zrobić pan Kunert?

– Wyrażajmy nasz sprzeciw. W apelu przeciwko panteonikowi Kunerta podpisało się już wiele osób, organizacji i – co najważniejsze – łączkowych rodzin. Zaprotestowali Polacy mieszkający zagranicą. Tysiące ludzi w Internecie. Potrzebny jest wspólny, jednoznaczny głos patriotycznej Polski: nie chcemy takiego haniebnego upamiętnienia. A przecież takich Polaków, jak pokazał wynik ostatnich wyborów prezydenckich, jest większość! Przecież wielokrotnie już potrafiliśmy pokazać swoją solidarność wobec ważnych dla narodu spraw. A taką sprawą jest godne pochowanie tych, którzy za walkę o Polskę zapłacili najwyższą cenę. Abyśmy dzisiaj mogli być wolni i niepodlegli.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Krzysztof Kunert nie zapisze się w świadomości narodu odwagą, walecznością, bohaterstwem. Pominą go w pieśniach późniejsze pokolenia. Jeśli mu nikt rozważny w tym nie przeszkodzi i nawet jeśli wystawi, niegodne dumy polskiego żołnierza szafki z szufladami na ziemskie ich szczątki, historia upomni się za swoimi bohaterami.

Tak jak upomniała się za przywódcami powstania styczniowego, których wrzucono do wspólnego dołu i zasypano wapnem. Póki nie jest jeszcze za późno, powstrzymać Kunerta! Naród polski chce godnie uczcić wszystkich Żołnierzy Wyklętych. Tych, których nie odnaleziono także!